Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2016-11-08

Radek Ziemic

Dawna miłość, dziwne pomieszczenie, jacyś mężczyźni

Znajdowałem się w jakimś dziwnym pomieszczeniu, czymś, co było moim pokojem (?), ale też przypominało pomieszczenie techniczne w fabryce, na wysokości, bo dwie ściany były oszklone do połowy (od połowy w górę). To pomieszczenie było rozświetlone, jak i przestrzeń na zewnątrz, która była widoczna jakby z góry. (Pomieszczenie miało w sobie coś z kabiny dźwigu). Nie wszystko pamiętam, ale w pewnym momencie widzę za drzwiami, chyba też oszklonymi, jakby z boku, starą znajomą, z którą kiedyś byliśmy razem, jakby stała tam, nie zamierzając jednak wejść do środka, znajomą, którą spotkałem kilka miesięcy temu przez przypadek, po latach. Potem ona i jacyś trzej mężczyźni znajdują się w tym moim pomieszczeniu. Jeden z nich podchodzi do znajomej od tyłu i markuje z nią kopulację. Ona jest ubrana na czarno/ciemno,  jest tęga (tak jest od dawna, w rzeczywistości, nie w śnie). Przedstawiam się innemu z trzech mężczyzn, a on mnie, wymieniając to samo imię najpierw, czyli moje imię, a potem mówiąc, że żartował i dodając: "Łukasz".
---
Nie rozumiem często swoich snów i wydają mi się całkowicie asymboliczne, pozbawione ukrytych sensów, poziomów itd. Albo je rozumiem, albo są jak kamienie, które oglądam jedynie z zewnątrz. Jedyne co tutaj mi się otwiera, to ten quasi-sobowtór, który pozwala mi myśleć, że ten mężczyzna to też, w jakimś sensie, ja, a nawet że oni trzej są jakoś mną.   

Radek Ziemic

Komentarzy nie ma.