Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2010-09-16

Wojciech Jóźwiak

Czym jest pogaństwo?

Czym jest pogaństwo?, myślałem chodząc z kosiarką po trawniku, nie więcej niż czyimś świrem, wymysłem, sztuczna przebieranką, takim trochę dłużej trwającym happeningiem. Czy gdyby dawne pogaństwo, od tamtych wczesnośredniowiecznych czasów przetrwało, czym byłoby dziś? (Pomysł nie jest aż tak bardzo fantastyczny, sąsiedzi Rusi na wschodnim brzegu Wołgi, Maryjczycy, zachowali swoje stare kulty, a "nasi" Litwini byli tego bliscy, ich nić nie aż tak całkiem się porwała.) Kim byliby nasi rodzimi Starzy Mędrcy? Niepokój się wkrada: czy nie byliby "wstydem bolesnym", mówiąc Nietzschem, emblematem zacofania, wsiowego głuptactwa? Czy nadążaliby za oczekiwaniami Oświeconej Elity? Kto kogo by wtedy prowadził? Albo zamknęliby się z pogardą w swoich pustelniach, puszczając nad sobą wały cywilizacji, obcy epoce jak mnisi na Atosie? Jak by się ubierali, jak mówili, czym pachnieli? Czy pójść do któregoś z nich, dla miejskiego inteligenta, nie byłoby aktem przekornej odwagi? Nie wiem (nie wiemy?) jak to jest, kiedy jest się zanurzonym, zakorzenionym w naprawdę długim trwaniu. Wszystkie nasze idee, formy i tradycje są młode, a skoro młode to uporczywie niedojrzałe, nieposkładane, prowizoryczne; wszystkiego każdy musi się uczyć w pośpiechu, sam i życia mu nie starcza, śmierć przychodzi szybciej niż dojrzałość. Nawet tradycja chrześcijańskich kościołów jest młoda, przewrotnie nowoczesna  i cierpi na kapryśną sztuczność swoich początków, nawet Żydzi to młokosy, wciąż brodami udające starość i niepewne dokąd mają iść. Nowoczesność, ten młyn rozdrabniacz, zaczęła pracować wraz z neolitem i uprawą roli; zmienność form wraz z tym przyśpieszyła, wtedy zapomniano istniejących wcześniej naprawdę starych i trwałych tradycji. Ludzie z Kultury Magdaleńskiej przez dwadzieścia tysięcy lat schodzili do tych samych świętych jaskiń by wciąż odnawiać, konserwować te same malowidła żubrów i koni. Nie można wątpić, że znali swoją historię, nie zapominali swoich przodków, wraz z malowidłami odnawiali w pamięci imiona ich malarzy, swoich przodków z czasów, które dla nas byłyby tylko pusta geologią. Obserwowali jak gwiazdy przez kolejne pokolenia paradują w cyklu precesji, 26 tysięcy lat. Kiedy medytowałem, temat wrócił jako obraz: miałem wrażenie czyjejś obecności naokoło, kilkunastu ich mogło być. Właściwie nie różnili się od ziemi, trawy, którą przed chwilą skosiłem, dębów, które miałem za sobą i które teraz zaczynają siać żołędziami. Oni są. Nie są wiele różni od ziemi i dębów. Elementowie pogaństwa odradzają się wciąż na nowo jak dęby. Jakby należeli do ekosystemu tej ziemi. Pogańskie myśli są jak ten mazowiecki ekosystem, przerąbany, przeorany, pogrodzony, ale ciągle odradzający się w swoim właściwym dąbrowym kształcie dzięki mocy dzielnych genów w żołędziach, sójki im pomagają. I nie tylko są jak - bo wydaje się, że w jakimś stopniu zapisane są w tym strumieniu genów, dążącym do tego, żeby dojrzeć i stać się starym dębowym lasem. Razem z nami, jego mieszkańcami, nie przeciw nam. Genów... i dlatego jerozolimskie mędrki tak tych genów nienawidzą; "kreacjonizm" biblijny - mamy właśnie kolejną ich akcję mącenia w umysłach. My lubimy geny.

Wojciech Jóźwiak

Komentarzy nie ma.