Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2014-01-27

Wojciech Jóźwiak

Czy astrologia pomaga?

A właściwie: czy astrologię można zaliczyć do dziedzin pomocowych, takich jak psychoterapia lub coaching? Lub, wręcz, do przemysłu pomocowego, który tak się rozwija?

Widać jakby dwa poziomy tej pomocowości. Gdy klient zwraca się do astrologa, żeby ten mu/jej wyznaczył najlepszy moment na podpisanie umowy lub założenie firmy, lub by powiedział, czy z tym oto zapowiadającym się partnerem zawrze udany związek, to jest to pierwszy poziom pomocy („pomocowości”). Drugi poziom jest wtedy, kiedy klient się zwraca i konkretnie nie wie, czego chce. Nie jest zadowolony z życia i marzy mu się jakoś to zmienić. Ale naprawdę, to zmienić się powinien sam klient. Stać się kimś w jakimś stopniu innym. To jest ten drugi poziom, kiedy chodzi nie o zwykłą pomoc, ale o przemianę. W tym momencie astrologia zaczyna się włączać do obszernej i rozwojowej dziedziny, jaką jest przemysł przemiany.

Ale czy astrologia może człowiekowi pomóc lub (to drugi stopień) go zmienić? Astrologia przedstawia portret osoby, czyli to, jaka i kim ta osoba jest, i prognozę, czyli to co się prawdopodobnie wydarzy w życiu tej osoby. Czy pokazanie komuś, kim jest i jak się zapowiada jego przyszłość, może mu (a) pomóc i (b) zmienić go?

Czy prócz tego astrologia ma jakieś swoje szczególne sposoby i narzędzia dla pomocy i przemiany? Czy jest jakimś ukrytym rodzajem psychoterapii lub psychoanalizy?

Być może (też) jest tak, że siła astrologii polega na tym, że pokazuje osobie-klientowi jego samego z innego punktu widzenia. Innym okiem, niż dotąd on zwykł siebie widzieć. Kolejna propozycja jest taka, że astrologia działa wstrząsowo, jest szokową kuracją: właśnie dzięki temu, że pokazuje (klientowi) inny obraz jego samego, a ta inność obrazu jest na tyle szokująca, że popycha go do pracy nad sobą – czy tak?

Z drugiej, a właściwie z kolejnej strony patrząc, horoskop czyli układ planet przy urodzenia klienta, pokazuje jego niezmiennik. Nie można się urodzić po raz drugi, żeby sobie poprawić horoskop, skoro to urodzenie się jakoś nie udało (i np. klient ma kwadraturę Księżyca z Plutonem). No właśnie: poprawić sobie horoskop! Przecież o tym skrycie marzą rzesze interesujących się astrologią. Ile razy słyszałem ten apel: „proszę dobrze popatrzeć, może w moim horoskopie coś jeszcze jest?” – w domyśle: coś cennego, co unieważni te moje Saturny na osi i aspekty Księżyca z malefikami. Myślę, że to jest też ten napęd, który wciąż skłania kolejnych astrologów i całe ich szkoły do wymyślania niezliczonych nowych astro-wskaźników: a to Ceres lub Sedna, a to Lilith lub jak to będzie, gdy zodiak podzielić na mniejsze zodiaczki (czyli tzw. dwady)?

Ale skoro horoskop, lub szerzej: astrologiczna metoda, pokazuje niezmiennik osoby, to jak ta osoba może się zmienić? Przecież ujawnienie tego niezmiennika, przeciwnie, odbiera nadzieję na jakąkolwiek zmianę! „Jakim-ś mnie panieboże stworzył, takim-ś mnie panieboże masz.” (To przysłowie pokazuje, że ludowi wsi pod Łowiczem, skąd z rodzinnego przekazu znam to powiedzenie, nie była obca idea pracy nad sobą i samo-przemiany.) Na to jest znana odpowiedź, że człowiek tak jak (podobno) nie wykorzystuje całego mózgu, tak też nie wykorzystuje całego horoskopu i zadaniem astrologa jest pokazać klientowi jego zapisane w horoskopie nieznane potencjały. To jest kolejna wielka mitologia naszych czasów, tylko w jakim stopniu prawdziwa?

Na 19 Forum Inspiracji Jungowskich pt. Terapia i Kultura 8 marca br. (2014) chcę więcej opowiedzieć o tych problemach dziejących się na styku astrologii z psychoterapią.

Chętnie dowiem się, co Ty (Czytelniczko/Czytelniku) o tym myślisz – patrz wpisywanie komentarzy poniżej.

Wojciech Jóźwiak

Komentarze: 2

1. psychologia • autor: (2014-01-27 19:46:29)

Dawno temu wpadła mi w ręce książka Oldhama i Lois B. Morris "Twój psychologiczny autoportret: Dlaczego..." (chyba dobrze zapamiętałem tytuł pozycji). Pamiętam, że byłem pod dużym wrażeniem prostoty przedstawionego materiału i metody kompilacji określonego podziału typów, która pozwalała na pracę nad rozwojem swojego charakteru. Uznałem, że książka jest tym typowym wytworem "amerykańskiego geniuszu" prostoty w praktycznym podejściu do rzeczy. Swoim entuzjazmem usiłowałem zarazić pewnego kolegę(świetny Koziorożec z 18 stycznia), ale on zaskoczył mnie swoim podejściem. Powiedział coś mniej więcej w tym stylu: no dobrze, ale jeśli nawet podciągniesz kompleks cech na wykresie, to zredukujesz słupek w innym kompleksie... Czyli właśnie coś w rodzaju "Jakim mnie...". Przyznam się, że nie mogłem tego wtedy zrozumieć i nie rozumiem nawet do dziś. Skoro mamy tak świetnie opracowany schemat i determinanty, to nic tylko "ciągnąć w górę każdy słupek", jeśli tylko sobie tego życzysz... Mimo wszystko jednak, elementarna logika jego wypowiedzi bardzo mnie zastanowiła. Nawiasem mówiąc, ilekroć czytam o podziale enneagramu, to w żaden sposób nie potrafię uchwycić jego rzekomej głębi. Zawsze wtedy wracam myślą do tej książki i wciąż jeszcze uważam, że jeżeli potraktować te wskazówki z odpowiednią dozą wysiłku, to nic nie stoi na przeszkodzie w pokonaniu barier naturalnych dla nas cech charakteru. Nie widzę przeszkód, żeby dokonać w sobie tej zmiany i przez rozwój zaadoptować "sztuczność" tych cech w obrębie naturalnych predyspozycji. Niby ciężko jest odmienić swój temperament, ale wynik podejmowanych działań może całkiem znieść ciążące i negatywne aspekty, które rzutują dyspozycją na jakość przeżywania i działania (np. praktyka medytacyjna). Niby "słupki" wciąż się regulują, ale wybór należy już do nas. Jest w tym duże podobieństwo do wartości cnót.  

2. świadomość • autor: (2014-02-02 14:18:54)

W moim przekonaniu astrologia jest jedną ze ścieżek poznania siebie, swojego potencjału. Podnosi samoświadomość. Świadomie przeszłam tranzyt Urana przez urodzeniowe Słońce. I choć to czego doświadczyłam przeszło moje najśmielsze oczekiwania co do tego jak może działać Uran, to pracę jaką włożyłam w to, aby ten moment stał się początkiem nowej jakości w moim życiu, uważam za jedno z najbardziej twórczych doświadczeń. Kryzysy budują. Wpatruję się w mój horoskop, który jest moim portretem, czerpię z niego siłę i inspirację.