Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2015-02-11

Piotr Jaczewski

Czuły punkt
Błogosławieństwo bóstwa

Nie znam inteligentnego człowieka, który nie przechodziłby przez fazę: wolałbym nie wiedzieć, nie myśleć tyle, nie czuć i nie odczuwał dysonansu poznawczego, rozpościerającego się od tego, co myśli, mówi i robi, do tego - co mówią oraz robią inni. I słusznie, owa część krytyczna, analityczna musi w jakimś stopniu dotykać nas samych.

Tyle, że to sprawia dyskomfort. Boli. Stresuje. I ów ból egzystencjalny trafia w czułe miejsce - ten relacyjny ośrodek poczucia, że świat jest dobrym miejscem. Wewnętrzne źródło miłości, radości, współczucia i równości – poetyzując ową naiwną, ciekawą ludzi i rzeczywistości, otwartą postawę trzyletniego zawziętego badacza światów.

I naturalnym jest, że ów czuły punkt musimy jakoś chronić. To nasz biologiczny imperatyw: Przetrwać. Uniknąć bólu. Pozbyć się wstydu, winy, gniewu. Czasem szukać przyjemności, sygnału, że można się rozmnożyć. Naturalnie ten imperatyw też realizujemy przez Rytualne Ja, ot, nic zdrożnego. Uczymy się jak żyć trochę świadomie, a trochę przez okoliczności i społeczne zabawy kijem, i marchewką.

A na skraju, na granicy tego bólu i czułego punktu, powstaje JA. Zasadniczy powód tego, że z czasem eskalujemy problematyczne zachowania, rytualizujemy siebie zbyt mocno, a impet owych rytuałów przesłania nasz czuły punkt i skłania do napier… w czułe punkty innych. Jesteśmy sobą. A umieściwszy tam granicę - mamy dobry, praktyczny wentyl bezpieczeństwa, worki do bicia mentalnego, emocjonalnego, fizycznego.

Tak powstaje Piekło.


Piotr Jaczewski

Komentarzy nie ma.