Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2000-07-05

Wojciech Jóźwiak

Cztery punkty kardynalne zodiaku w symbolach sabiańskich
Struktura symboli sabiańskich - 'Kobieta i foka' (2)

W poprzednim odcinku opisałem historię powstania symboli sabiańskich i rolę, jaką w ich wyłonieniu się odegrali Elsie Wheeler i Marc Edmund Jones, jak również przedstawiłem obraz kobiety z foką, symbol otwierający całą serię 360 symboli sabiańskich. Następnym etapem na drodze do rozszyfrowania całego ogromnego bogactwa tych obrazów są cztery punkty kardynalne zodiaku, to znaczy początkowe punkty znaków Barana, Raka, Wagi i Koziorożca. Te cztery punkty, miejsca przecięcia równika ziemskiego nieba z ekliptyką, roczną drogą Słońca, w astrologii są jakby hakami wbitymi w niebo i nadają kształt wszystkim jego cyklicznym strukturom. Ponieważ symbole sabiańskie odnoszą się do kolejnych stopni zodiaku, czyli jednostopniowych odcinków ekliptyki, to każdy punkt kardynalny opisany jest przez parę symboli: na przykład do punktu Barana odnosi się symbol na pierwszy stopień Barana oraz na trzydziesty, ostatni stopień Ryb.


Pierwszy stopień Barana: "Kobieta wynurzająca się z morza, foka obejmuje ją."
Symbol poprzedni, trzydziesty stopień Ryb: "Wielka Kamienna Twarz". [1] "Chłopiec wzorujący się na rysach kamiennej twarzy".

Kobieta z foką ilustruje mit o prapoczątku. Stan pierwotny, tworzywo dla mającego powstać Wszechświata wyobrażają bezkresne wody oceanu. Woda to pierwotna wszechmożliwość, ale zarazem żywioł bezforemności, płynnej nieuchwytności i chaosu. Z tego bezforemnego tworzywa wyłania się pierwsza zindywidualizowana istota. Nie przypadkiem jest kobietą, kobieta bowiem, podobnie jak i bezforemna, nieskończona woda, która ją wyłoniła, reprezentuje biorczy pierwiastek in. Istnieją obrazy przedstawiające Wenus wyłaniającą się z morskiej piany; inna prabogini, Eurynome, przed stworzeniem świata tańczyła nago ponad wodami. I oto, natychmiast po powstaniu pierwszego indywiduum, następuje reakcja: w ślad za kobietą wynurza się stworzenie, które jest jakby jej parodią; jak zauważył Dane Rudhyar, foka to ssak, który w swej ewolucji powrócił do morza, z którego niegdyś jego odlegli przodkowie wyszli byli na ląd. Foka to istota, która nie sprostała zadaniu zindywidualizowanego bytowania na suchym lądzie, twarzą w twarz z wszystkimi niebezpieczeństwami wydzielonego, odosobnionego istnienia. Wybrała ciemny powrót do wodnego pra-kolektywu. Podobny obraz znajdujemy w powieści Stanisława Lema "Solaris": rozumny ocean wyłania z siebie kobietę, partnerkę bohatera. Nad tym oceanem widywano też stwory podobne do fok i pingwinów, które zanurzały się w nim na powrót, stając się z nim jednością. Genezis z wody, uzupełniona obrazem foki, nabiera dramatyzmu: pierwsza próba wyizolowania się indywidualnej formy pociąga od razu atak wszelkich regresywnych sił, dla których jednostka jest czymś chwilowym, czymś, co musi do wody powrócić. Podobnie nową myśl otaczają wysiłki, by sprowadzić ją do tego, co stare i nieoryginalne. Każdy ruch naprzód pociąga konserwatywną i kolektywna reakcję.

Wraz z obrazem poprzednim, kobieta z foką stanowi element zwartej ontologii, którą można rozciągnąć na cały świat symboli sabiańskich. Warunek, który musi być spełniony, by owo wyłanianie się indywidualnych form i istot miało sens i trwałość, zapisany jest w obrazie 30 stopnia Ryb: chłopiec, który odkrył podobieństwo skalnego masywu do ludzkiej twarzy, sam, w miarę jak dorasta, zaczyna sam tamtą skalną twarz przypominać. Ogólny sens tego obrazu, to formujący wpływ, jaki na żywe, zmienne, rozwijające się, ale i przypadkowe kształty (żywych istot, myśli, organizacji, dzieł ludzkich) wywierają niezmienne, pozaczasowe, trwające wzorce. Świat symboli sabiańskich wykazuje więc trójpoziomową budowę: środkowy poziom to formy przejawione, kształty i rzeczy tego świata; pod nimi, jako ich warunek i tworzywo, bezkształtne wody pramaterii, z nich to wyłaniają się indywidualne istoty i zjawiska wypełniające czas; powyżej poziom trwających wzorców-idei, które na świat przejawiony wywierają formujący wpływ. Ta trójpoziomowa struktura świata jest tą samą, którą można wykryć w konstrukcji heksagramów Księgi Przemian.

Środek, reprezentowany przez kobieta i jej fokę, oraz chłopca od kamiennej twarzy, to świat zjawisk dostępnych zwykłemu poznaniu, to, co się dzieje, jest zmysłowo namacalne, żywe istoty i treść ich życia. Morze to twórcza bezforemność, z której świat ów w każdej chwili się wyłania. Kamienna twarz to pozaczasowe idee, którym zjawiska zawdzięczają swoją określoność i znaczenie.


Pierwszy stopień Wagi: "Piękny motyl, którego doskonałość została dopełniona za pomocą przebijającej go szpilki, gdy umieszczono go w kolekcji"
Symbol poprzedni, trzydziesty stopień Panny: "Człowiek w skupieniu wykonujący swoje obowiązki, nieczuły na pokusy i iluzje".

Obraz motyla w gablocie wprowadza w sam środek opozycji między życiem a rozumem. Obraz ten opowiada o losach żywej i indywidualnej istoty, jednak jest to odmienna historia niż w punkcie kardynalnym Barana. Motyl, owa żywa istota, został pochwycony, uśmiercony, przebity "cienką strzałą" i sprowadzony do roli egzemplarza w kolekcji. Stało się to w imię poznania i porządkującej roli rozumu. Jednostkowa istota poniosła śmierć, ale rozum (w osobie nieobecnego w treści symbolu przyrodnika) nazwał ją, przedstawił na tle innych, i wiemy już, jaki to gatunek, z którymi spokrewniony, jakie ma właściwości etc. Jest to dramatyczna metafora: człowiek rozciągnął front cywilizacyjnych robót, jedną z nich jest intelektualne poznanie, a więc także nauka badająca świat żywych istot. Jednakże ów front robót, owocny poznaniem, niszczy to, co żywe i obraca w schematy. Odnosi się to nie tylko do przyrody, ale i do kultury ludzkiej, wierzeń i religii, tradycji i obyczaju. Tematem symbolu pierwszego stopnia Wagi jest rozum i drastycznie dwoisty jego stosunek do życia: poznający, ale jednocześnie niszczący. Warto zauważyć, że tak pojmowanego rozumu nie było w treści symboli opisujących punkt kardynalny Barana.

Poprzedni obraz człowieka nieczułego w swoim skupieniu przedstawia warunek, konieczny na to, by chłodna praca rozumu mogła mieć miejsce. Tym warunkiem jest istnienie ludzi szczególnego rodzaju: poświęconych wyłącznie swojemu obowiązkowi, swojej pracy; takich, którzy odłożą na bok sferę uczuć, sentymentu, zabawy, folgowania namiętnościom... W astrologii są to ludzie typu saturnowego. Porządkujące, ale i sprzymierzone ze śmiercią działania rozumu ruszyły pełną parą (dosłownie! - wraz z wynalazkiem maszyny parowej) w wieku osiemnastym, po tym, jak protestantyzm przygotował na Zachodzie nazwany typ człowieka.

Można powiedzieć, że motyl zasłużył sobie na użycie w tym obrazie. Na tle innych żywych istot może być uznany za coś późnego, powierzchownego i wyrafinowanego. Jest produktem długiego łańcucha przeobrażeń, po jaju, gąsienicy i poczwarce, a więc jego rolę eksponatu można uznać za kolejną formę w tym szeregu. Cała jego istota mieści się na powierzchni: przebity szpilką i zasuszony nie zmienia swojej pięknej, ale i sztywnej powierzchni. Żyjąc, pełni wyrafinowaną funkcję w przyrodzie: pośredniczy w rozmnażaniu roślin. Latając w powietrzu, nie całkiem należy do ziemi. Jest okazem. który natura jakby specjalnie podstawiła badaczowi.


Pierwszy stopień Raka: "Żeglarze zmieniający flagę".
Symbol poprzedni, trzydziesty stopień Bliźniąt: "Parada plażowych piękności".

O ile obrazy dla kardynalnych punktów Barana i Wagi raziły swoją - w porównaniu z tradycyjnym zodiakiem - herezją, o tyle obraz dla punktu Raka wykazuje swojskie podobieństwo do zestawu idei związanych ze znakiem Raka, stanowiąc nadto jego dobre rozszerzenie. (Znak Raka symbolizuje miejsce bezpiecznego schronienia, dom, rodzinę i życie rodzinne, uczuciową więź, ekskluzywność chroniącą "swoich" i oddzielającą obcych, wreszcie rodzinną ziemię, ojczyznę.) Pierwszy stopień Barana wyobrażał byt indywidualny, otoczony inercyjnymi i reakcyjnymi wodami. Tu mamy podobny obraz: statek przedstawia ostry kontrast tego, co na zewnątrz: wrogiego i obcego żywiołu, nieprzygotowanym niosącego tylko zgubę, i tego, co wewnątrz: zintegrowanej społeczności ludzkiej, skupionej na małym skrawku zamkniętej przestrzeni zdatnej do życia, społeczności żyjącej wspólnym rytmem, dążącej do wspólnego celu. Ale ich życiowa przestrzeń nie jest nieruchomą wyspą, jest dziełem ich rąk, jest ruchomym środkiem lokomocji, jest domem i pojazdem jednocześnie.

Na początku Barana człowiek był reprezentowany jako goła jednostka, dzieląca swój los z czymkolwiek, co indywidualne. Tutaj, w Raku, lista specyficznie ludzkich właściwości jest bardzo długa: jest społeczeństwo, i to żyjące nie inercyjnym rytmem, ale realizujące cel: dotarcie na drugi brzeg. Jest miejsce zamieszkana, w dodatku sztuczne i ostro wyodrębnione z otoczenia. Burty statku są granicą, barierą oddzielającą to, co swoje od tego, co obce. Zrealizowano to, o czym zawsze marzą dzieci: aby jednocześnie być u siebie i zwiedzać zmienny świat. Statek umożliwia jedno i drugie. Statek jest doskonałą, bo wędrującą, kryjówką i chronieniem. Nie musimy przy tym o żeglarzach myśleć jako o samych mężczyznach; Polinezyjczycy i Wikingowie żeglowali całymi rodami, z kobietami, dziećmi i zwierzętami domowymi.

I oto żeglarze zmieniają flagę! Może stara flaga jest postrzępiona od wiatru i chodzi tylko o porządki. Może jednak przeszli na służbę innego władcy i wtedy obraz rysowałby przeciwieństwo między własnym, wewnętrznym, intymnym życiem wspólnoty, które jest niezmienne, a zewnętrznymi, formalnymi zadaniami, przy których nie trzeba być wiernym jednemu królowi. Idea podobna do tej, którą przedstawia czterdziesty ósmy heksagram Księgi Przemian, Studnia.

My, z Europy, patrzymy na podróż okrętem jak na wyjście. Dla Amerykanki Elsie Wheeler ludzie w okręcie to raczej przybywający. Statek wiezie wychodźców, którzy płyną do Nowego Świata. Jest to więc obraz nie tylko bytowania, ale i wielkiej zmiany. Mała ojczyzna okrętu to tylko wstęp do znalezienia nowej, wielkiej ojczyzny: Ameryki. Zmiana flagi oznacza, że nie ma już drogi odwrotu; właśnie zapadła nieodwracalna decyzja, którą żeglarze oznajmiają całemu światu: płyniemy, i powrotu dla nas już nie ma.

Impuls gnający ich przez ocean wykłada poprzedni obraz, który kończy znak Bliźniąt: piękne dziewczyny na plaży prezentują swoje wdzięki. W tle niezmiennie obecne morze... Wśród zwierząt jest na ogół odwrotnie: to płeć męska uczestniczy w takich paradach (jelenie, bażanty, rajskie ptaki) Obraz mówi o selekcji przez dobór rozrodczy. Jego dziełem są zarówno ogony pawi, jak i kształty kobiet. Zjawisko to jest przejawem czegoś jeszcze szerszego: bujnego, ekspansywnego, nie znającego granic rozmachu życia. Ów witalny nadmiar każe żeglarzom nie zadawalać się starą ojczyzną i szukać nowej. Podoba się to, co podobne, w staropolskim języku nadobne czyli piękne. Selekcja na swojską atrakcyjność prowadzi do powstania zintegrowanych rodów czy plemion, które z racji swojej wewnętrznej jednolitości zdolne są do wielkich czynów i ekspansji.


Pierwszy stopień Koziorożca: "Wódz Indian żąda władzy, domaga się uznania."
Symbol poprzedni, trzydziesty stopień Strzelca: "Papież błogosławiący wiernych."

Obraz ten kontynuuje idee wyrażone przy pierwszym stopniu Barana. Kobieta wyłaniała się z morza, co przedstawiało proces indywidualizacji; tutaj ten proces rozgrywa się jeszcze raz, na innym poziomie. Plemię, podobnie jak ocean z pierwszego stopnia Barana, to obraz nieświadomego, kolektywnego etapu bytowania. W tym kolektywie znalazła się jednostka, której ten stan rzeczy nie wystarcza. Wyróżniając się na tle współplemieńców, zostaje wodzem. Rola wodza, chociaż eksponowana, nadal zależy od tradycji, on więc powodowany poczuciem swojej wartości (lub pychą) domaga się władzy, podporządkowania sobie, czci dla siebie. Jest to więc wyższy etap indywidualizacji, już nie wobec inercyjnej materii, lecz wobec kolektywu równych. Ten, kto odkrył ten nowy wymiar indywidualności, chce stać się władcą i autorytetem. Pojawienie się władców to jednocześnie początek cywilizacji, istotnie nowej fazy rozwoju człowieka, opartej na zróżnicowaniu i nierówności jednostek, eksploatacji jednych przez drugich, fazy owocującej założeniem miast i państw, wynalazkiem organizacji i pisma.

Władca, król, przełożony, to zarazem postać, która żyje w najbardziej zewnętrznej, formalnej i ekstrawersyjnej dziedzinie ludzkiego doświadczenia. Na tym etapie nie ma już powrotu do ciepłego bezpieczeństwa jakie daje pełne uczuć łono kolektywu. Władca stoi samotnie wobec żelaznego, obiektywnego porządku rzeczy. Czy sensem takiej formy istnienia jest tylko kaprys pychy? Odpowiedzią i zarazem usprawiedliwieniem sytuacji pana jest obraz poprzedni.

Papież jest przedstawicielem Boga na ziemi. W nieortodoksyjny sposób możemy uznać go za ziemską manifestację bóstwa. Postać papieża została użyta w tarocie, na karcie piątej wielkich arkanów, i ilustruje przekaz wiedzy z najwyższego, boskiego źródła (podobne jest zadanie w buddyzmie błękitnego jak pusta przestrzeń nieba Buddy Wadżradhary). Wiedza, której on udziela, nie jest wiedzą zwykłą, stosowaną, lecz wiedzą o podniesieniu ducha na poziom oświecenia. I to jest usprawiedliwieniem dla wybujałości indywidualizmu: tylko ktoś, kto do końca uświadomił sobie swoją indywidualność, nawet jako własną wyjątkowość, kto nie zostawił miejsca na żadne kolektywne się, tak trzeba, tak wypada, tylko ten może podjąć się pracy nad duchowym wyzwoleniem. Droga do wyzwolenia odbywa się w wehikule pełnej indywidualności.

Oba obrazy razem dają wizję jednostki ludzkiej, która wyzwoliła się już z tyranii zbiorowych mód i wyobrażeń (wódz Indian), a zatem gotowa jest na spotkanie z duchowym przewodnikiem (papież).

Mniej metaforycznie można interpretować oba obrazy przypisane punktowi kardynalnemu Koziorożca jako wykładnik władzy: świeckiej i duchownej. Przypomina to nie tyle tradycyjną treść znaku Koziorożca, co skojarzony z nim dziesiąty dom horoskopu.



Przypis:

[1] Jest to tytuł opowiadania Nathaniela Hawthorne'a. Oto jego streszczenie: Nad doliną, gdzie żyje mała społeczność, wznosi się skalny masyw, przypominający ludzką twarz. Istnieje podanie, że kiedyś zjawi się człowiek o tej twarzy i zmieni świat na lepsze. Mały chłopiec, bohater opowiadania, wyrusza z doliny na wędrówkę; kiedy wraca po latach, jako doświadczony i darzony szacunkiem obywatel, odkrywa, że w skale nad doliną widoczna jest jego twarz.



Wojciech Jóźwiak

jesień 1993



Zobacz: poprzedni odcinek



Wojciech Jóźwiak

Komentarzy nie ma.