Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2016-05-25

Justyna Karolak

Człowiek pokonany do końca
O biologii i kulturze w kontekście świadomego człowieczeństwa

Początki są łatwe: prosto o kulturze...

Pojęcie kultury utożsamiane jest z dorobkiem duchowym i materialnym człowieka oraz ludzkości, a więc także z cywilizacją. Kultura oznacza rezultat ewolucji człowieka – fizycznej i intelektualnej. Kultura jako pojęcie celuje w rozwój, w proces, w kształcenie czy doskonalenie. Kultura oznacza wszystko, co zbudowaliśmy i osiągnęliśmy, wszystko, czym dysponujemy; również to, co zostało przez nas odziedziczone. W miano kultury wpisują się zarówno technologie (nauka), jak i sztuka.

Kultura – jako pojęcie – obecnie mocno kwitnie, osadza się w centrum modnych prądów ideowych. Nie ma człowieczeństwa bez kultury – bez kultury człowiek pozostaje jedynie zbiorem komórek, patchworkiem tkanek, zwierzęciem analogicznym do małpy, choć wyposażonym w sprawniejsze „manipulatory” (kciuki przeciwstawne) oraz we sprawniejszy mózg. Kultura jawi się dziś wszystkim, czym nie jest biologia. Biologia, to komórki, tkanki, zwierzęcość. Natomiast kultura jest człowiekiem, a człowiek kulturą – kultura to, w przeciwieństwie do prymitywnej i nieświadomej biologii, specjalny sposób tworzenia myśli, w ślad za którymi wyłaniają się uczucia oraz wyrafinowany sposób komunikacji, czyli język.

Zaczynają się schody: kultura współcześnie?...

Współczesny człowiek z ogromnym entuzjazmem odrywa pojęcie kultury od pojęcia biologii, a przynajmniej oficjalnie prezentuje postawę wyrażającą chęć takiego kategorycznego oddzielenia. Skoro kulturowo – cywilizacyjnie – zawędrowaliśmy jako ludzkość jakże daleko, nie wypada już przyglądać się naszym ani instynktom, ani atawizmom, za to warto bez wyrzutów sumienia (czy wyrzutów intelektualnych) zignorować te prymitywne, bo czysto zwierzęce, przymioty i odmówić im uzasadnionego miejsca w nowoczesnym świecie opanowanym przez człowieka. Jest to postawa po części opierająca się na hipokryzji, po części być może na modnej nonszalancji, po części prawdopodobnie pozostaje ona smutnym rezultatem nurtów rozsiewanych w społeczeństwie przez, powoli acz skutecznie wymierające, mass media, jak telewizja i radio.

Na hipokryzji, bo łatwo przychodzi nam odróżnienie człowieka od zwierzęcia, kiedy posiadamy świadomość, że to już „nie te czasy”... Dziś na szczęście jesteśmy – jako ludzkość – znacznie mądrzejsi (bardziej rozwinięci), cechujemy się dążnością do szeroko pojętej tolerancji i akceptacji; „ludzkie zoo” zamknęliśmy grube lata temu i staliśmy się w pełni ludzcy (ostatnia wystawa z udziałem „dzikich ludzi” miała miejsce bodaj w 1958 r., w Belgii, więc jednak nie "takie grube" lata temu – przyp.: J.K.). Tymczasem na co dzień z łatwością przydajemy cechy ludzkie – zwierzętom, np.: domowym pupilom. „Mój pies dzisiaj rano spojrzał na mnie z wyraźnym wyrzutem zmieszanym z troską, że na pewno znów zostanę w pracy po godzinach i będzie musiał za długo być w domu sam”. „Kot mojej koleżanki przytula się do niej, kiedy ona ma grypę i gorączkę, przylega do niej wtedy całym ciałem, mrucząc inaczej niż zwykle, taki jest empatyczny”. Zatem to przejaw hipokryzji: czuć się najzupełniej odrębnym od zwierzęcia, zaś zwierzę obdarzać w wyniku swej subiektywnej chęci uczuciami wyższymi – ludzkimi. Z naukowego – kulturowego – punktu widzenia nie ma miarodajnych podstaw do tego, by uznać zachowanie kota w przytoczonej powyżej sytuacji za empatyczne – być może kot w sposób wyłącznie instynktowny układa się na ciele człowieka w miejscu, w którym występuje stan zapalny, podwyższona temperatura, i jeśli już domniemywać, iż kot posiada uczucia ludzkie, to raczej kierowałby nim w tym wypadku prędzej egoizm niż empatia, bo identycznie jak na rozgorączkowanym ciele człowieka, kot ułoży się na piecu, by spełnić swoją potrzebę, by to jemu było ciepło, a nie człowiekowi – lepiej. Podobnie pies z przykładu powyżej – może okazywać swoim zachowaniem i spojrzeniem niepokój związany z tym, że jego pan wychodzi z domu. Pies rozpoznaje to zakłócenie swojego bezpieczeństwa (wyraża obawę przed pozostaniem w domu bez pana) na podstawie naszych, często nieświadomych, a powtarzanych każdego ranka ruchów i gestów, jakie wykonujemy, szykując się do pracy. Zatem pies „wie, że zostanie sam”, ale na pewno nie jest w mocy snuć domysłów co do czasu przyszłego. I znów – nie kieruje psem empatia, dla psa jego pan jest całym światem, więc wysokie prawdopodobieństwo znalezienia się w kontekście sytuacyjnym pozbawionym obecności pana skutkuje niepokojem psa związanym z dezorganizacją jego bezpośredniej przestrzeni. W obu przykładach (pies i kot) de facto nie ma mowy o uczuciach wyższych (ludzkich), takich jak empatia.

Modna nonszalancja związana jest z popularnymi prądami ideowymi typu Gender. Z punktu widzenia Gender człowiek w znaczeniu kulturowym jest o tysiąckroć ważniejszy od człowieka w znaczeniu biologicznym. Współcześnie – w zgodzie z duchem Gender – nic w życiu człowieka nie jest już przejawem tego, że odziedziczyliśmy pewne skłonności (predyspozycje), natomiast wszystko w życiu człowieka jest przejawem tego, co człowiek świadomie dla siebie wybiera. W ten sposób docieramy do intrygującego postulatu, że wszystko, czym jest człowiek, oraz wszystko, co dotyczy człowieka, może być tylko świadomym dążeniem albo świadomym wyborem, uznaniem własnej tożsamości za taką, a nie inną, bo tak chcę i taką wyrażam wolę. W nurcie Gender nie ma we współczesnym świecie miejsca na instynkty czy atawizmy, te dwa ostatnie pojęcia zakrawają na niedorzeczne powidoki po minionych epokach, zabawny posmak czegoś, co nie ma żadnego sensu.

Moją naturę refleksyjną wzmaga ten skrzętnie przeoczany przez wielu aspekt, iż jednakże człowieka od biologii oddzielić nie sposób i żałośnie niepełnosprawnym intelektualnie wydaje się stanowcza i agresywna próba poczynienia takiego zdecydowanego oddzielenia. Kultura zaistniała właśnie dlatego, że możliwa była biologia – bez krwi krążącej w organizmie, bez instynktów i atawizmów nierealna byłaby ewolucja, również ta duchowa. A bez niej – bez duchowej, bez intelektualnej ewolucji – nie istnieje pojęcie kultury, fizycznego i duchowego dorobku człowieka oraz ludzkości.

Jedyne zwierzę na Ziemi, które...

Również dwóm najważniejszym siłom napędowym kultury – nauce i sztuce – zbyt łatwo dopisujemy dziś osiągnięcia wynikające wyłącznie ze świadomości, z rozumu. Tymczasem wiele odkryć i wiele dzieł sztuki rodzi się w sposób biologiczny – ponieważ umysł kreatywny, twórczy, bez ustanku goni za podskórnym, podprogowym instynktem obecnym w człowieku „od zarania”, za nieuchwytną intuicją, którą w pierwszej chwili swego objawienia tak trudno ubrać w słowa, w język, która ewoluuje w formę odkrycia lub czytelnej (ubranej) idei dopiero w chwilę później, gdy świadomy umysł będzie w stanie udać się jej tropem, a następnie wydostać ją z poziomu impulsu odczutego w ciele do poziomu myśli i uczucia ustanowionych w umyśle...

Człowiek, to jedyne „zwierzę” na Ziemi, które stworzyło kulturę. Kultura pozostaje rozwinięciem natury – biologii, nigdy nie była i nigdy nie będzie jej zaprzeczeniem.

Człowiek podziwia ławicę ryb, upatrując walory mistyczne w pięknie wielu istot poruszających się i reagujących niczym jeden byt. Człowiek tęskni do wolności, do jakiej dostęp posiadają ptaki – człowiek był w stanie wymyślić i urealnić „żelaznego ptaka”, samolot. Jednak żywy ptak nie zna uczucia wolności, kiedy frunie – zna jedynie "poczucie" powietrza i przestrzeni w swoich skrzydłach, piórach.

To prawda, że od królestwa zwierząt – człowieka odróżnia mnóstwo cech. Ale te różnice możliwe są do stwierdzenia właśnie dlatego, że pozostajemy częścią królestwa zwierząt – nie jesteśmy od niego zupełnie odrębni.

Trudne pytania o koniec człowieka...

Prawdziwie dojmujące pytania o granice człowieczeństwa zaczynają się w miejscu, w którym wyobrazimy sobie człowieka będącego czystym strumieniem świadomości – człowieka, który jest wyłącznie umysłem, który pozbawiony jest poczucia swojego ciała, który został oddarty z naturalnych ograniczeń sensorycznego poznania rzeczywistości. Mowa o człowieku, który nie posiada żadnych zmysłów: nie widzi, nie słyszy, nie ma węchu, smaku, ani dotyku do dyspozycji. Czy ów byt – odłączony od fizycznych, biologicznych ograniczeń – zyskałby większą wolność, czy odwrotnie: znalazłby się w ciaśniejszej niewoli? I czy istnienie, które nie ma szansy zakomunikować o swoim istnieniu – nadal istnieje, czy jednak już wcale nie?...

Zadanie tych pytań możliwe jest wyłącznie dzięki obecności w nas, w ludziach – biologii. Staranie się o to, by wyrzec się biologii, postulowanie, że biologia odnosi się jedynie do korzeni, do przeszłości, do pierwotności – to zamach na współczesnego człowieka; to zamach na imponującą budowlę kultury, jaką poczynił. Negowanie porcji tego, kim i czym się jest, równa się zarozumiałemu zawołaniu, że cały świat jest zbadany i przewidywalny. To szkicowanie wizji człowieka, który został pokonany do końca, a przecież wcale tak nie jest – wciąż dookoła nas czai się wiele sensu do zbadania i przemyślenia, i tyle rzeczy do odkrycia i uczynienia...

Justyna Karolak

Komentarze: 43

1. "Gra anioła" C.R. Zafon • autor: (2016-05-26 12:31:46)

Po przeczytaniu Pani artykułu, idąc niejako Pani tropem - skojarzył mi się cytat:
"(...)-Historia jest tylko śmietnikiem biologii, mój przyjacielu. (...) Tego się w szkołach nie przerabia. Uczy nas tego rozum i obserwacja rzeczywistości. Ale jest to lekcja, której nikt nie chce wziąć i którą dlatego powinniśmy przeanalizować jak najuważniej, by wykonać nasze zadanie. Podstawą każdego interesu jest cudza niezdolność do rozwiązania prostych, acz nieuniknionych problemów. (...)"

2. Niedawno testowano algorytm... • autor: (2016-05-26 17:41:32)

Niedawno testowano algorytm o imieniu Tay, który poległ po 24 godzinach, bo bezbłędnie zaszokował wszystkich brakiem poprawności politycznej. Doba w sieciowych zasobach wystarczyła, żeby bot - reprezentujący w założeniu 19 -letnią dziewczynę - odbił w konwersacji stan świadomości nastoletniego internauty...

Stąd też, prawdę mówiąc, osobiście czuję się pokonany. Co prawda nie mam możliwości Taya, więc jestem zdany tylko na neurotyczność, która może być sztuczną konsekwencją oderwania się od ciała i biologicznej podstawy. Chodzi mi o to, że zewsząd postrzegam głównie hegemonię biologii człowieka. Najmniej boli mnie kult ciała w popkulturze, do którego - gdyby się uprzeć - można nawet sprowadzić całą popkulturę. Najbardziej irytuje mnie to, że pełnoprawny głos w całej przestrzeni kultury, to konieczny synonim nie tyle materializmu, co redukcjonizmu. Standardem jest - z punktu widzenia "mojego Taya" - sprowadzenie człowieka do drzewa i pały, jako podstawy dla jego dowolnej perspektywy i motywacji. (W tym kontekście uprzejma ofiara Jezusa wciąż nie ma żadnego sensu). I nawet nie zaprzątam już sobie głowy tym, że za każdym moim uśmiechem stoją plemniki, a zgryz moich siekaczy prostuje niezbędny na co dzień psychologizm...

Tay poległ na poprawności politycznej, choć teoretycznie subwersja powinna być dla niego prosta z natury, gdyby zdefiniować gender jako algorytm perspektywy metodologicznej... Ja poległem nad sensem błyskotliwej kwestii "Kiedy słyszę słowo kultura, odbezpieczam rewolwer"(co za nonszalancja). Coś nas łączy. Być może "Wieżowiec" Jamesa Ballarda...  

3. To nie jest prawda ! • autor: (2016-05-26 20:11:27)


O kulturze nie chce mi się  Pani Justyno dyskutować z panią. Część tego, co mogłabym napisać,( pewnie nie tak ładnie jak on) napisał już Diwrad.
Natomiast, gdyby pani miała jakieś zwierzę w domu, to  jak sądzę, zmieniłaby pani zdanie na ich temat. ,Psy bardzo mocno empatyzują z człowiekiem, odczuwają też takie uczucia jak np. zazdrość, dumę. Kiedyś mieliśmy dwa psy: sunię owczarka alzackiego i pudelka. On był strasznie zazdrosny o wszystko: wykradał jej jedzenie z miski, gdy dostawały jedzenie najpierw biegł sprawdzić; czy dostał to samo, co ona. Ona miała duży materac z gąbki, który leżał na środku nieużywanego pokoju-on legowisko w rogu . Kiedyś cały pół dnia się mozolił, by to swoje legowisko wyciągnąć też na środek pokoju.  Kama tolerowała większość jego zachowań,ale gdy jej było już za dużo tych jego psot, to przywoływała go do porządku. Następowała taka kotłowanina, że nie można było zobaczyć, co się dokładnie dzieje. Pudelek piszczał i skowyczał tak, że sądziliśmy, że już chyba wszystkie łapy ma odgryzione, a kotłowanina się kończyła i wychodził cały i zdrowy, bez śladu jakichkolwiek ran, czy zadrapań.Kiedyś chcieliśmy sprawdzić czy zareaguje na agresję i mąż wykonał pozorowany atak na mnie. Skoczyła w mojej obronie i zatrzymała go. Gdy była w ciąży, to dzień przed porodem wybrała mnie sobie na akuszerkę i nie odstępowała mnie nawet na krok, również w nocy. Przygotowałam jej legowisko w pomieszczeniu gospodarczym na podwórzu, ale ona biegała po ogrodzie i jak szalona kopała doły w ziemi. Urodziła pierwszego szczeniaka i nie wiedziała co ma dalej robić. Przybiegła do mnie  z takim pytającym piskiem, tak, jakby wyraźnie  pytała; co mam z nim zrobić?. Pozwoliła mi wziąć tego szczeniaka i zanieść na przygotowane legowisko. Uspokoiła się . Miała dużo szczeniąt w miocie. Jeden miał coś z nóżką i uznała go za wybrakowanego. Zakopała go żywcem i biegała po ogrodzie aby nałamać gałęzi krzewów, aby umocnić ten jego grób.. Przy tym pochówku łzy jej ciekły z oczu. 
Kiedy ja się czymś denerwowałam, to ja nawet jeszcze nie czułam swojego napięcia, czy podekscytowania, a ona to wyczuwała w moim głosie i przybiegała mnie uspokajać.
To są moje indywidualne  doświadczenia, ale jest też wiele badań, które przeczą Pani tezom.http://badania.net/jak-silna-jest-psia-empatia/
.Np. tutaj:https://www.ted.com/talks/frans_de_waal_do_animals_have_morals?language=pl
Znanych jest też wiele opisów  wypadków kiedy tonącemu człowiekowi przyszły na pomoc delfiny.

4. @Rotari • autor: (2016-05-26 20:51:58)

Przez lata w moim domu były koty, obecnie jest pies - znam te wszystkie wzruszające historie o empatii zwierząt; sama mogłabym napisać kilka powieści o tej tematyce, ponieważ kochane przeze mnie oraz kochające mnie zwierzęta dostarczyły mi tak wymownej, przebarwnej palety pięknych wrażeń, emocji, zachowań etc., iż bez trudu potrafię wyobrazić sobie, dlaczego Egipcjanie czcili koty, uznając je za "zwierzęta magiczne". Natomiast - dla zdrowej przeciwwagi - zupełnie nie potrafię wyobrazić sobie przyczyn, dla których chcąc rozpocząć dialog z drugim człowiekiem, interlokutor we wstępie wypowiedzi informuje mnie, że nie chce mu się ze mną rozmawiać, jednocześnie odbierając mi (zgodnie z poczynionymi przez siebie, a nie podanymi rozmówcy założeniami) obszerny rozdział potencjalnego dialogu (kulturę), sugerując, że nie powinnam wypowiadać się na ten temat. Mimo to, postanowiłam Pani odpowiedzieć, by odważyć się wyjaśnić, "co miał na myśli autor".
Mój artykuł traktuje o czymś zupełnie innym, niż te sprawy, które Pani nakreśliła w swoim komentarzu - traktuje o postawach ludzkich skupionych na nadpisywaniu do rzeczywistości własnych interpretacji, o negowaniu udziału prymitywnej biologii w rozległym procesie budowania kultury przez człowieka, o wypieraniu z siebie biologicznej warstwy swojego istnienia...
Mój artykuł nie jest atakiem na zwierzęta, ja osobiście również nie ujmuję zwierzętom cudowności, bogactwa osobowości, wrażliwości etc. Nie twierdzę również, że delfiny nie wyruszyły na pomoc człowiekowi. Powiedziałam w tym tekście coś innego: że ja, Justyna Karolak stale dziwiąca się światu, zgodnie z obecnym stanem mojej wiedzy i rozumienia, uznaję, iż człowiek także jest zwierzęciem oraz że owa zwierzęca część jego usposobienia - utożsamiona przeze mnie np.: z instynktami - wzięła czynny udział w procesie budowania kultury, a także uznaję, iż nie da się perfekcyjnie, precyzyjnie oddzielić od kultury biologii - zaś uznaję tak, gdyż nie znalazłam badań potwierdzających realną możliwość takiego oddzielenia, toteż dziwię się ludziom, którzy takowych oddzieleń dokonują (tak dzieje się w nurtach genderowych).
Nie twierdzę, że zwierzęta nie są zdolne do empatii - w tym artykule twierdzę, że zachowania z udziałem zwierząt zinterpretowane przez człowieka jako empatyczne, mogą zostać skutecznie wytłumaczone/zinterpretowane z wykluczeniem czynnika empatii. Jeśli zechcę opowiedzieć światu o empatii zwierząt, napiszę odrębny artykuł, odwołując się do zupełnie przeciwnych przykładów z życia, niż te dwa przykłady (o kocie i psie), które przytoczyłam w tymże artykule.

5. Dziekuję bardzo ! • autor: (2016-05-26 21:03:11)

za  wyjaśnienie : "co autor miał na myśli". Ja tylko napisałam , że nie mam ochoty tego dialogu prowadzić z Panią na ten temat, bo zbytnio się różnimy w ocenie zjawisk i wcale nie było moja intencją sugerować Pani, że nie powinna się wypowiadać.







6. @Rotari • autor: (2016-05-26 21:07:22)

Chętnie powtarzam tę sentencję, bo rzeczywiście tak myślę: świat jest piękny dlatego, że ludzie tak pięknie różnią się między sobą.
Mnie często ciekawi spojrzenie inne od mojego spojrzenia - intryguje mnie różnorodność świata, nie poszukuję w nim jednośladowości. 
Ma Pani rację: różnimy się. 

7. @Diwrad • autor: (2016-05-26 22:08:52)

„(...) zewsząd postrzegam głównie hegemonię biologii człowieka. Najmniej boli mnie kult ciała w popkulturze, do którego - gdyby się uprzeć - można nawet sprowadzić całą popkulturę” – zaintrygowała mnie ta opinia, dlatego spróbuję się odnieść:

„Kult ciała”, owszem, obecny jest w popkulturze, zgadzam się, lecz ja nie dostrzegam pierwiastków biologicznych w tym specyficznym, iście „popcornowym”, kultywowaniu cielesności. Wizerunek człowieka i jego ciała, raczej mielony przez popkulturę niż kultywowany, zdaje mi się przepoczwarzony – nie zawsze w kierunku karykatury, ale na różne sposoby właśnie przepoczwarzony, a więc „nienaturalny”, „nierzetelny”, „nieprawdziwy” (czyli nie wzbudza we mnie skojarzeń z biologią). „Wyprasowane” twarze wypełniają czasopisma, okładki, reklamy – powszechność ingerowania grafika w fotografię być może usypia naszą czujność; nasza odporność na odrealniony (czyli niebiologiczny) kształt przedstawianego świata, człowieka i jego ciała, spada. Jednak mnie osobiście trudno dopatrzeć się w tymże „kulcie ciała” – biologii. Np.: w fotografii pojawił się nowy trend: fotograficy rejestrują obiektywem aparatów nagie ciała kobiet z dziećmi (własnymi tychże kobiet), aby pokazać naturalne kobiece ciało wraz ze śladami po porodzie, macierzyństwie (rozstępy, tudzież nadmiar tkanki tłuszczowej na brzuchu, czy niejędrne piersi „zmęczone” karmieniem). Tym sesjom fotograficznym przyświeca następująca idea: wyrazić sprzeciw wobec mainstreamowego propagowania fałszywego (skorygowanego; nienaturalnego) obrazu ciała i objawić światu prawdę, i powiedzieć, że ta prawda jest piękna. Idea, zda się, słuszna, bo będąca kontrastem w stosunku do popularnego „ogłaskiwania” cielesności człowieka, upodabniającego człowieka do manekina – jednak jeśli przestudiować tego rodzaju sesje: i w nich trudno o miarodajny ślad biologii. Zdjęcia czynione są tak, żeby maksymalnie zaakcentować owe „niedoskonałości” ciała, w rezultacie idea, jak w krzywym zwierciadle, zmienia się w swoje przeciwieństwo, i znów otrzymujemy fałszywy (bo wyjaskrawiony czy „niesprawiedliwie zaakcentowany”) obraz świata. Autentyczność, naturalność (bo z tymi cechami łączę i w swoim artykule, i w komentarzu pojęcie „biologii”) tkwi gdzieś pod spodem tych wszelkich kulturowych sztuczek, ale odnoszę wrażenie, jakby współczesny człowiek chciał biologię jednak w pewien sposób zanegować czy odrzucić – szczególnie w kulturze europejskiej, trawionej przez wszechobecną tzw. poprawność polityczną, dostrzegam te chęci wypierania przez człowieka jego biologii, i dotyczy to nie tylko popkultury. W Muzeum Narodowym w Amsterdamie obraz „Czarna dziewczyna” Simona Marisa ma mieć zmieniony tytuł na „Dziewczyna z wachlarzem”, bo określenie „czarna” obrosło w wyłącznie negatywne konotacje, więc dawny zachwyt malarza nad pięknem innego od jego własnego koloru skóry staje się tym elementem składowym kultury, który koniecznie należy odrzucić. A czymże jest ów „element składowy kultury” w podanym przykładzie? Biologią przecież (kolorem skóry)... Czy zatem naprawdę obserwujemy hegemonię biologii?

8. @Justyna • autor: (2016-05-27 00:29:05)

...A Gunther von Hagens jest pionierem plastynacji. Wypreparowana tkanka opuszcza muzeum anatomii i staje się elementem kontekstu kulturowego. Niemniej, z każdą porno modelką mogę porozmawiać na temat "Kultura jako źródło cierpień"...

Bardzo możliwe, że nie zauważam tego, co opisujesz jako autentyczność. Koń jaki jest, każdy widzi... w kalendarzu. Jeśli sięgam po pismo "Zwierciadło", to mam pewność, że dowiem się wszystkiego o pielęgnacji skóry, którą zawstydzę nastolatkę... A jeśli sięgam po "Newsweek", to popadam w zadumę nad dekonstrukcją psychologii w artykule pt. "Dlaczego dorosłe kobiety chcą wyglądać jak lalki Barbie". I okazuje się, że problemem jest wzorzec dorosłej kobiety dla lalki Barbie...

Patrzę więc na wypreparowane tkanki kulturowego obrazu i mówię rzeźbie von Hagensa: nie (dla pornografii). Ale kłopot polega na tym, że to galeria, więc rzeźba ma prawo mrugnąć okiem...

9. @Agnes • autor: (2016-05-27 08:52:25)

Ciekawy cytat – myślę, że to dość odważne sformułowanie: „Historia jest tylko śmietnikiem biologii”. Nie powiedziałabym, że „tylko”, ani że „śmietnikiem”, bo nie chciałabym przypisywać biologii ani wszystkich zasług, ani win. Raczej myślę o biologii jako o pełnoprawnym udziałowcu ludzkiego przedsięwzięcia pod tytułem „Kultura”. Pełnoprawnym, lecz nie jedynym. Nie chcę jej (biologii) odmówić uczestnictwa w procesach budowania przez człowieka konstruktu myśli, sztuki itp., ale też nie chcę nazywać jej główną sprawczynią tych procesów, królową.

Ale ma Pani rację – wydźwięk całego cytatu spotyka się gdzieś z moim artykułem; dostrzegam w tym pewne pokrewieństwo.

10. @Diwrad • autor: (2016-05-27 09:39:55)

Ja również patrząc na "rzeźbę" von Hagensa, mówię: nie. Lecz masz rację, to znakomity przykład - dosłownie ciało człowieka staje się eksponatem i jako taki zostaje osadzone w kontekście kulturowym. Nasuwa mi się pytanie o granice sztuki - czy można je wyznaczyć, czy to realne albo potrzebne (słuszne), etc. - być może przeznaczę na te rozważania odrębny artykuł.
W tej chwili moje myśli krążą wokół "Wieżowca" Ballarda. W tej historii pierwotne popędy (biologia) wzięły górę nad kulturowym tyglem wyrażonym w postaci wieżowca, burząc konstrukt myśli ludzkiej, ideę wyjściową. "Miał być raj, miało być życie, i ćwiartka na popicie, a to wszystko, to wszystko nie tak". 
Człowiek, to trudne zwierzę, i jednocześnie nie zwierzę...

11. @Justyna • autor: (2016-05-27 11:01:12)

Dziękuję za zauważenie ;) Przytoczyłam go że tak powiem żywiołowo - pod wpływem impulsu. Specjalnie nie komentując wydźwięku, ponieważ mnie samą mocno poruszył, gdy zetknęłam się z nim po raz pierwszy. Dodam, że na tyle silnie, iż zapisałam go w swoim dzienniku i dzięki temu mogłam go Państwu przytoczyć. Dopiero później pomyślałam, że ciekawe czy wywoła lawinę (za co przepraszam, ponieważ to Pani artykuł). Lawinę w sensie właśnie różnego postrzegania, jeden pomyśli że neguję historię, ktoś inny że czytuję hiszpańskie powieści; a różnice są piękne - nawet te bombardujące okrucieństwem lub ociekające wypaczonym chrześcijaństwem (piękne, choć hmm do bólu). Zafon jest w sumie moim niedawnym odkryciem, jako odskocznia dla tematów hmm bardziej ekonomicznych. Książki że tak powiem - idealne na hamak. A w tej postać Corellego - niesamowita. Nic więcej nie piszę o niej - żeby nie psuć, ani też nie zbaczać z tematu.
Ja również nie uważam biologii za królową... choć mam dla niej ogromny szacunek i podziw.
Odnośnie kultury obecnej:http://wolna-polska.pl/wiadomosci/wirus-cyfrowego-otepienia-umyslowego-2-2016-05Proszę Państwa - spadek o 90% dziecięcego poznawania świata drogą naturalną... Jestem przerażona, gdy patrzę na moje rodzeństwo, na moich przyjaciół... I jestem wdzięczna, że dorastałam bez telefonu komórkowego. 
Pozdrawiam serdecznie :)PS: Tak, używam emotikonów z premedytacją, ale też ze świadomością tego co robię; pomagają podkreślić / wyrazić emocje ;)

12. @Agnes • autor: (2016-05-27 13:08:02)

Nie ma Pani za co przepraszać – owszem, napisałam artykuł, ale przecież nie dla siebie, tylko dla Czytelników, zaś do Taraki przybyłam po interakcje; cieszę się, że zechciała Pani wnieść świeży cytat i własne przemyślenia do wspólnej dyskusji, miło mi.

Odnośnie do załączonego przez Panią artykułu – porusza ciekawy temat do rozważań, temat na pewno wart dyskusji, ale użyta narracja zdaje się utrzymana w tonie sensacji, co budzi mój sceptycyzm. „Eksperci zauważyli”, „badania wykazują” – tego rodzaju sformułowania brzmią enigmatycznie, artykuł nie przytacza konkretnych badań w tym zakresie, który próbuje omówić, a ogólny wydźwięk jednoznacznie potępia technologię, cyfrowość świata. Jasne, można zająć takie kategoryczne stanowisko, ale wtedy przydałby się język nieco „zmiękczony”, inna formuła wyrazu, wypowiedzi – może blog, a może felieton. Tymczasem jeśli artykuł udaje zimny, obiektywny materiał publicystyczny, to w tym wypadku brak mu nieco rzetelności, aby przybrana maska mogła mnie sprawnie oszukać, czyli aby tenże artykuł „uwiódł mój umysł swoją treścią”, aby „otworzył mi oczy”.

Artykuł mówi na przykład, że współczesne dzieci dysponują gorszą pamięcią w porównaniu do rówieśników z poprzednich pokoleń, że bazują na płaskim, oczywistym wyszukiwaniu. Cóż, moje pokolenie było gnębione przez szkołę przykrymi „pamięciówkami”, natomiast szkoła nie uczyła nas, gdzie i jak szukać danych, jak prowadzić skuteczne własne obserwacje. Inna sprawa, że oczywiście siedzenie w czterech ścianach i nieustanne wpatrywanie się w ekran monitora nie powinno być jedyną „aktywnością” życiową – trzeba wyjść na powietrze, pooddychać głęboko, pobawić się, spotkać z ludźmi, dotlenić się, pomyśleć. Jednak Internet – i również łatwy do niego dostęp np.: poprzez smartfon – przyniósł światu wiele dobrego: sieć nie tylko „ogranicza wyobraźnię”, może być bardzo rozwojowa, a szybkość, dynamika przepływu informacji w sieci być może nie stymuluje akurat procesów pamięciowych, ale za to pozwala wyspecjalizować się w szybkim reagowaniu na różne „bodźce estetyczne” i psychicznym radzeniu sobie z wielością czy nadmiarem impulsów płynących z zewnątrz...

Ja także z sentymentem wspominam świat bez telefonów. Ale byłabym ostrożna w generowaniu tez głoszących, że w minionym wieku kondycja człowieczeństwa czy jego możliwości intelektualne były lepsze, wyższe, czy bardziej wartościowe (natomiast chętnie dotarłabym do wymiernych badań potwierdzających te tezy). Na myśl nasuwa mi się takaż sentencja: „Obyś żył w ciekawych czasach”. Cóż – oto i one: żyjemy w ciekawych czasach. Czyż nie?...

Pewien profesor akademii sztuk pięknych opowiadał swoim studentom, że za czasów jego dzieciństwa bawiono się fajerką z pieca i kijkiem, a dzisiejsze dzieci bawią się w gry komputerowe, w wyniku czego są mniej kreatywne, twórcze. Fajerkę z pieca służącą za zabawkę pamiętał mój tata, ja już – nie; nie bawiłam się w ten sposób. Tata był artystą malarzem – ja również, potem odkryłam literaturę. Oboje rozkoszowaliśmy się światem gier komputerowych, które – szczególnie dzisiaj – potrafią zachwycić, wzruszyć, opowiedzieć o świecie; potrafią być niezwykle wysmakowane i rozwijające...

Pozdrawiam serdecznie :).

[foto]13. Nie wiem • autor: Radek Ziemic (2016-05-27 13:18:09)

przeciw komu skierowana jest ta filipika. No może z wyjątkiem "ideologii gender", jak mawiają polskie "arcy-biszkopty" (arcy również polskie), która tu przedstawiona została w sposób zresztą podobnie złożony do arcybiszkoptowego. Dodam że genderowy kulturowy konstruktywizm uważam za przesadzony, ale jest to zjawisko dużo bardziej skomplikowane, o czym przekonamy się, zaglądając do Wikipedii, o bardziej wiarygodnych opracowaniach nie wspominając (także ewoluujące). Nie wnikam w szczegóły typu: antyesencjalizm gender itd., bo chyba o takie rzeczy Autorce jak szczegóły chodziło.

Przypomnę więc psychoanalizę i socjobiologię, które redukują człowieka raczej do biologii (instynktów) niż kultury (a są to bardzo ważne "paradygmaty" w naukach humanistycznych (i nie tylko), poza konstruktywistycznym), zainteresowanie ciałem w naukach humanistycznych, medyczne podstawy części antropologii, ciało w sztuce (polecam Luciana Freuda, wnuka zresztą Zygmunta), zainteresowanie zmysłami w różnych dyscyplinach. Co do mass mediów nie wypowiadam się, bo ich sposób "użycia" ciała, bardziej różnorodny niż przedstawiono, to użycie przede wszystkim komercyjne. Z pop-kulturą też bywa różnie.

Dodajmy też pewien kult ciała, te fitnessy, yogi (tu z duchem często), poradniki seksualne, kulinarne, książki o metodach uzdrawiania itd. Jest tego od, jak mawia młodzież, za... trzęsienia. Ciało w totalnej biologii, w twardej ścieżce. Itd. W sumie nawet za dużo tego ciała, tej biologii.

I słówko jeszcze, w sprawie zdania: "Kultura pozostaje rozwinięciem natury – biologii, nigdy nie była i nigdy nie będzie jej zaprzeczeniem". Wszystko zależy od definicji. Jeśli założymy, że wszystko, co kulturowe, jest też biologiczne, to ok. Ale jeśli nie, to już będą problemy. To są dwa pojęcia trudne do zrozumienia bez siebie, a zarazem bardzo w powyższym tekście niedookreślone.

Nie możemy na przykład zaprzeczyć (to też słowo niejednoznaczne) biologii gdy chodzi o fizjologię. Z przykładów - tzw. siuchanie. Nie siusiać się nie da, ale kultura nie polega tu na siusianiu lub nie, ale na sposobie, w jaki coś robimy. Inaczej jest z tzw. bzykaniem. Tu, na poziomie jednostkowym (raczej nie - gatunkowym), już powstrzymać się można, a nawet odpuścić. Już niejaki Jezus, o ile w ogóle istniał, dzielił tzw. eunouchos (w przybliżeniu: eunuchopodobnych, tych, którzy się nie rozmnażają) na tych, którzy są takimi z natury, tych którym zrobili to ludzie (czy kastracja nie jest zaprzeczaniem biologii, albo antykoncepcja?), oraz na tych, którzy wybrali Królestwo Niebieskie. Cel (prawdziwy, nie deklarowany, jeśli w ogóle jesteśmy w stanie go rozpoznać) pozwala rozstrzygnąć, czy jest to (powstrzymanie się od wiadomej rzeczy) kultura, czy biologia czy jeszcze coś innego (np. neurotyczne (czy psychiczność to biologia?) wyparcie instynktu).

Rzekłbym więc na koniec, że te kultury i natury to skomplikowane sprawy. Świat w ogóle jest skomplikowany... Warto unikać zbyt oczywistych dualizmów.

14. @Radek Ziemic • autor: (2016-05-27 14:32:34)

Świat w ogóle jest skomplikowany - zgadzam się w pełni. Właśnie dlatego nie upieram się, że moje zdanie jest jedyne - uważam natomiast, że moje zdanie również wchodzi w zakres różnorodności świata. Nie jestem "dociekinierem", jestem obserwatorem i uczestnikiem życia, jestem pisarzem - z bogactwa i skomplikowania świata wybieram na dany czas pojedyncze włókno, i przyglądam mu się najpilniej, jak umiem. 

15. @Justyna • autor: (2016-05-27 14:40:44)

Faktycznie ten artykuł nie budzi zaufania, pod względem rzetelności danych. Również nie przepadam za sensacyjnymi doniesieniami (w sensie krzyku - "patrzcie i słuchajcie uważnie, tylko ja mam rację"; od razu staję się nieufna). Choć dzisiejsza kultura, aż kipi; zalewa nas masą niepotrzebnych, bulwersujących często doniesień. Tylko jakże trudno dziś oddzielić ziarno od plew? Kopiąc w niektórych dziedzinach to jak droga przez mękę, wyciągnięcie jednej informacji, wymaga uważnego przestudiowania całych rozdziałów pobocznych... 
Rozważałam kwestię bloga (sporo ludzi twierdzi, że potrafię pisać ciekawie, i widzę pewne rzeczy / sprawy inaczej). Tylko że nie jestem pewna czy to coś da, nie chciałabym być kimś "grzmiącym z ambony" ;) a nie potrafię też podejść do pewnych rzeczy lekko...Staram się działać inaczej, w tematach które hmm sprawiają że wrze mi krew (np GMO i ostatnie zamieszanie z TTIP), rozmawiam z ludźmi, dzielę się spostrzeżeniami o badaniach do których dotarłam / przetłumaczyłam; rozsyłam tylko sprawdzone petycje... momentami sama się gubię w tym co jest sensacyjnym doniesieniem i ziarnem prawdy... ostatnio ze zdziwieniem stwierdziłam, że to już 3 lata walki - i raczej walki z wiatrakami...Dlatego zwiększam nacisk na własne obserwacje (wspomniałam o moim rodzeństwie, cały czas wpatrzeni w ekrany I-czegoś, bardzo niechętni żeby choć na chwilę odłożyć - wręcz reagujący agresją... a widzimy się tak rzadko... Z kolei moją przyjaciółkę wciągnął na jakieś 2-3 lata War of Warcraft - nie raz robiłam jej zwykłe zakupy... nie potępiam, czuję się po prostu bezradna.
Owszem - żyjemy w ciekawych czasach... choć dziwi mnie, że przy takiej inteligencji, tak bardzo człowiek ingeruje w naturę, dla pieniędzy. 

Internet - uwielbiam, głównie za możliwość komunikacji z różnymi ludźmi, w różnych miejscach. A także za fakt, iż od pewnego czasu biblioteki zaczynają udostępniać swoje zbiory w formie elektronicznej, choć w Polsce to jeszcze raczkuje - jest to pewien plus.
Miły akcent na koniec - na pewno skakała Pani przez sznur, grała w gumę, w klasy - hop hop do góry :Dhttp://www.eska.pl/tekst-piosenki-tlumaczenie/majka-jezowska-guma-do-podskokow/293595

16. @Agnes • autor: (2016-05-27 14:56:27)

Tak, skakałam, głównie w gumę :).
Ostatnio w parku widziałam dziewczynki: siedziały w kręgu, na trawie, i pokazywały sobie coś w telefonie, żywo dyskutując... Był to uroczy, miły obrazek.
Załączam piosenkę dla dzieci: pierwsza znacząca w Polsce próba muzyczna odniesienia się do słuchacza-dziecka, jako do pełnoprawnego i pełnokrwistego odbiorcy muzyki (piosenka ta starała się odkleić od nurtu infantylizowania utworów dla dzieci, starała się zaprezentować "poważne" ustosunkowanie do dziecka jako odbiorcy sztuki :) ):
https://www.youtube.com/watch?v=ky-2pi1wWGg

17. @Radek dualizmy • autor: (2016-05-27 16:05:56)

Króciutko a’propos dualizmów i w podziękowaniu za dzisiejszego Kaczmarskiego:https://www.youtube.com/watch?v=0TFljoK8ncU&list=RDrXAo0EPCyBU&index=2

[foto]18. @Agnes • autor: Radek Ziemic (2016-05-27 16:21:26)

kiedyś bardzo to lubiłem. :-)

[foto]19. @Justyna Karolak • autor: Radek Ziemic (2016-05-27 16:24:58)

Ja właśnie jako obserwator (malarstwo), czytelnik, ale i pisujący, uczestnik (siusiu, kulinaria, joga)...

[foto]20. Byłbym bardziej ostrożny • autor: Tomasz Żywy (2016-05-28 01:47:10)

Wystrzegałbym się prostego dualizmu: więcej kultury na rzecz biologii i vice versa. Takie postawienie sprawy może bardziej gmatwać niż wyjaśniać, rzecz wydaje się subtelniejsza. W końcu nadal kwestia relacji kultura-natura pozostaje niezbadana.
Nie jestem też przekonany czy kultura zawsze będzie podlegać naturze. Możliwa jest sytuacja w której to ta pierwsza będzie dominującą, i to przez błąd poznawczy związany z kulturą właśnie, czyli nieadekwatne do rzeczywistych potrzeb formułowanie rozwiązań (wymiana żywych komórek na elektronikę, wszelkiego rodzaju inżyniera genetyczna ingerująca w fizjonomię człowieka itp.) Pozostaje oczywiście otwarte pytanie na ie będzie to produkt kultury, a na ile narzędzie realizacji celów zdeterminowanych biologicznie. Niemniej wyobrażalne jest funkcjonowanie samoświadomości poza ciałem, i być może kiedyś możliwe będzie przeprowadzenie procedury oddzielenia. Albo też wyłącznie wyobrażalne. W końcu nasza świadomość ściśle jest związana z emocjami - zdaje się, że samo trwanie ich wymaga. Zagadnienie jest trudne, sam poruszam się po omacku, ale niewątpliwie otwarte.


21. re: byłbym bardziej ostrożny • autor: (2016-05-28 06:50:32)

Też tak uważam. Ja nie chciałam zabierać głosu w tej dyskusji o kulturze, ponieważ poczułam się pokonana siłą argumentacji  innego artykułu Pani Justyny, który przeczytałam przedwczoraj, chcąc się zapoznać z pozostałą jej twórczością, której nie znam.Artykuł :http://klub50.blog.pl/2012/04/19/wstep-do-dziennikarstwa-obywatelskiego/
spowodował u mnie stan podobny trochę do tego, jaki wnioskując z opisów, osiąga się po wypiciu naparu "ajałaski".
Ja też zawsze chciałam, by ludzie byli: wolni, szczęśliwi, bezpieczni, żyli dostatnio, nie musieli ciężko pracować, by każdy za swoją pracę, albo i bez niej, dostawał według swoich potrzeb- słowem; zgadzam się w tym zakresie z autorką. 
Nie podobał mi się też sposób w jaki rząd wprowadzał zarówno "Acta" jak i nowe przepisy o stażu emerytalnym, o których pisze autorka.
Podczas tej lektury, w mojej głowie odezwał się głos złośliwego demona,  który zaczął  mi krzyczeć do ucha: gospodarka głupcze !!! demografia głupcze!!! finanse głupcze!!!
Podejrzewam, kto mi nasłał tego demona- pewnie to mainstreamowe media i neoliberalni wykładowcy na uczelniach zrobili, ale nie wiem; jak się go pozbyć? Jak myślicie; wystarczy się porządnie upić, czy potrzebny będzie rytuał ayahuasca?

























22. @Rotari & @Justyna • autor: (2016-05-28 09:42:05)

Dziękuję Pani Rotari za linkę do kolejnego mistrzowskiego artykułu Pani Justyny.Polecam naszą zwykłą meliskę albo czystek :) Pani Justyna w dzielny sposób po prostu próbuje walczyć swoimi metodami (tu pisanie art.), jest oburzona i słusznie. W rządzie same łase barany - daleko im do Piłsudskiego (który własne guziki oddawał swoim żołnierzom)...
Znów krótka myśl o dualizmach - yin - yang, w każdym dobrze, jest trochę zła, i w każdym źle jest trochę dobra... to my doszukujemy się szarości...

23. @Rotari • autor: (2016-05-28 09:52:53)

Że też spośród mojej "twórczości" udało się Pani wyłuskać tekst, za który mnie samej wstyd - choć ma Pani rację: Internet nie zapomina, jak powiadają, i skoro człowiek pisze i upublicznia swoją pisaninę, powinien liczyć się z tym, że przyjdzie mu w różnych okolicznościach wziąć odpowiedzialność za napisane słowo. Tak więc, owszem, biorę odpowiedzialność za ten stary, wkurzony, a wręcz jadowity tekst, jakkolwiek jest to właśnie ta estetyka, której stanowczo nie zamierzałam wprowadzać na łamy Taraki, z szacunku do jej Twórcy, Społeczności i Autorów. Starannie dbam o to, jaką tematykę i narrację chcę do Taraki wprowadzać, ponieważ czytuję ten Serwis od dawna, więc pozostaję świadoma, w jakim duchu jest prowadzony. Nie przyszłam do spójnego, pełnego subtelnych treści Serwisu, budowanego konsekwentnie przez 20 lat, żeby prezentować teksty pełne dziecinnego wkurzenia, irytacji i "jadu". Jak słusznie zauważyli ci z Państwa, którzy napisali komentarze tu, pod tym moim artykułem, i temu artykułowi sporo brakuje do, powiedzmy, pewnej subtelności wypowiedzi i ujęcia tematu, jednak ten artykuł przynajmniej mógł być przedmiotem jakiejś dyskusji, za którą jestem wdzięczna, bo dzięki niej - rozwijam się. Natomiast nad tamtym tekstem nie da się dyskutować - nie ma o czym; szkoda, że musiała przytoczyć Pani akurat aż tak brzydką moją porażkę w postaci nic niewnoszącej blogowej papki, a zwłaszcza że musiała przytoczyć ją Pani akurat na łamach Taraki. 
PS. Chciałabym, aby mnie Pani zrozumiała: powyżej oczywiście trochę "marudzę", wyrażam jakiś osobisty żal - jednak świetnie wiem, że przecież nie mogę oczekiwać tego, że Czytelnicy będą czytali te moje artykuły, które ja akceptuję, a innych (tych, za które np. się wstydzę) już nie :). Napisałam, popełniłam, poszło w świat - i trudno; i pięknie. Chciałam zaznaczyć w tym postscriptum, że nie czynię tu żadnych wyrzutów w Pani kierunku (raczej wobec siebie samej) :).

24. @Agnes • autor: (2016-05-28 10:07:46)

Dziękuję serdecznie za ciepłe słowa :).
A przypomina mnie się scena ze znakomitego filmu pt.: "Birdman" - główny bohater, artysta (aktor), w dojrzałym już wieku, przez całe życie pracował na uznanie publiczności, jednak publiczność konsekwentnie widzi w nim tylko marnego bohatera komiksu, którego zagrał przed laty, w młodości. Teraz nastaje godzina jego najwyższej próby: ów bohater bierze się za rzecz ambitną, subtelną, artystyczną, reżyseruje sztukę na Broadwayu, w jakiej także sam zagra. Przypadek sprawia, że w dniu premiery tylne drzwi teatru odcinają go od teatralnego gmachu i nasz bohater musi przespacerować się w samych "obciachowych" majtkach przez ulicę, żeby dostać się do teatru na swoją własną sztukę głównym wejściem. Tłumy rozpoznają go oczywiście (jako aktora, dawną postać komiksową), więc nakręcają go smartfonami, filmiki natychmiast lądują w sieci i stają się sławne... Poprzez tamten załączony przez Panią Rotari mój tekst - czuję się jak bohater "Birdmana": człowiek pracuje na coś przez całe życie, a zapamiętany będzie z rzeczy "przypadkowych", kompletnie różnych od tych, z których chciałby być zapamiętany :). Piszę to pół żartem, pół serio :).
Dla tych z Państwa, którzy jeszcze nie widzieli "Birdmana", załączam recenzję:http://tosterpandory.pl/?p=4456

25. @Justyna • autor: (2016-05-28 11:26:27)

Ojej Pani Justyno - ja właśnie dzięki temu artykułowi przytoczonemu przez Panią Rotari -  napisałam swój pierwszy artykuł... natchnęła mnie Pani, że może piórem (klawiaturą ;)) też można... tyle, że ja... kurczę ja właśnie jestem takim "dziecięcym wkurzeniem"... ja tak odbieram świat i wstydzę się tego potwornie... kurcze muszę wyjść popielić ;)

26. @Agnes • autor: (2016-05-28 12:48:30)

Natchnęłam Panią? Bardzo mi miło.
Co do "dziecięcego wkurzenia", ono wkurza mnie tylko w mym własnym wydaniu. A to dlatego, że moje pisanie się zmienia, ma za sobą, jednak, jakiś odcinek drogi. Dziś zawieram w sobie więcej zrównoważenia, toteż wstyd mi za stare historie - ale pewnie też na wyrost, to znaczy niepotrzebnie: bycie dawną (wcześniejszą) mną zaowocowało byciem mną dzisiaj (starszą), więc zamiast żałować dawnych niedostatków, raczej cieszyć się z tego, że widzi się różnicę, że jest się w procesie, w drodze...
Biegnę przeczytać Pani artykuł :).

27. @Tomasz Żywy • autor: (2016-05-28 12:54:37)

W dużej części zgadzam się z Panem: nie jestem wprawdzie przekonana, czy akurat ostrożność, ale bardziej wzmożona uwaga czy pilność na pewno pozwoliłaby mi mniej "płasko" czy "jednostronnie" zbudować ten artykuł.
Chcę dodać jedynie tyle, że nie twierdzę, iż kultura zawsze będzie podlegać naturze. Twierdzę, że natura (biologia) wzięła udział w procesie tworzenia przez człowieka kultury i że w dalszym ciągu jest ona uczestnikiem tego niezwieńczonego procesu. I że, jak sądzę ja, nie powinna ona być pomijana czy deprecjonowana w kontekście kultury, a zwłaszcza w kontekście sztuki (artyzmu).

28. @ Justyna Karolak • autor: (2016-05-28 13:41:33)

Zapewniam Panią, że nie szperałam w tym celu,  aby wytykać coś Pani, ale naprawdę chciałam się zorientować; co Pani pisze?
 Reklamuje się Pani jako dziennikarka, publicystka,  wbiłam więc do okienka jakieś zapytanie o Pani artykuły(nawet nie pamiętam jakie) i akurat wyskoczył mi ten tekst.
 Nie wiedziałam, że się Pani wstydzi tego tekstu, bo gdybym wiedziała, nie przytoczyłabym go tutaj.
Pierwszy artykuł, ten o New Age, też wydał mi się dość agresywny i sądziłam, że to jest stały styl uprawiania publicystyki przez Panią. Ten artykuł  o New Age mi w żaden sposób  nie wadził,  też uważam ,że jest trochę oszołomstwa w tym, ale ten przytoczony naprawdę mnie bardzo zbulwersował, bo wydał mi się szalenie populistyczny i przez to szkodliwy i dlatego go przytoczyłam.

Jest Pani jeszcze bardzo młoda, w takim wieku dość naturalne jest młodzieńcze zaangażowanie w walce o ideały. Każdy może się czasami zacietrzewić. 
Tutaj już Pani się odcięła od tego artykułu, a jeśli się Pani zechce zrehabilitować za niego, to może umieścić na swoim blogu  informację o książce upowszechniającej wiedzę ekonomiczną dla laików. Książka jest tak  napisana, że każdy może zrozumieć skomplikowane zjawiska gospodarcze i ekonomiczne. ( dostępna jest również w  pdf. )Nazywa się: Ekonomia w jednej lekcji- autor Henry Hazlitt. 

PS.Przepraszam, rzeczywiście powinna byłam użyć innego słowa, niż "reklamuje"

29. @Rotari • autor: (2016-05-28 13:54:55)

Ależ nie mam wątpliwości co do tego, że nie szperała Pani w tym celu, aby mi coś wytknąć (co zaznaczyłam w moim postscriptum). Mój wcześniejszy komentarz był raczej wyrazem pojękiwań autora nad sobą samym :).
PS. Ja się nie reklamuję - ja się określam tak, jak uznaję za spójne z tym, co o sobie wiem. Nie spamuję i nie stosuję działań reklamowych - dzielę się sobą; to różnica (w mym osobistym odbiorze i rozumieniu sytuacji).

30. @Justyna • autor: (2016-05-28 14:16:55)

I co Pani sądzi? Znaczy o tych moich wypocinach... Tylko mam prośbę - bez klepania po pleckach, zależy mi na konstruktywnym i technicznym bombardowaniu. Chyba mam pomysł na hmm blog ;)

31. @Agnes • autor: (2016-05-28 15:15:07)

Napisałam komentarz pod Pani artykułem - Taraka, to nie przestrzeń, w której będę "klepać po pleckach" albo "technicznie bombardować". Z uwagi na Pani wrażliwość, pragnę dodać, że nie należy poczytywać tego mojego komentarza jako oschłego czy nieskorego do pomocy. Mówię coś innego: jest Pani wrażliwą, emocjonalną istotą, i z przyjemnością będę przyglądała się Pani blogowym poczynaniom :). A fakt, że poniekąd zainspirowałam Panią do takowego działania, jest moim osobistym świętem, za które dziękuję. Pozdrawiam serdecznie :).

32. @Rotari • autor: (2016-05-28 15:22:25)

Przepraszam, zgubiłam się, nie rozumiem - mam się zrehabilitować, za co? A w ramach rehabilitacji mam zamieścić pozycję o ekonomii - gdzie?...
Tak, jestem jeszcze bardzo młoda, jak Pani pisze - w grudniu tego roku skończę zaledwie 35 lat. Ale mam starego męża - starszego o 25 lat. Tworząc z nim zwartą spójnię, uzurpuję sobie prawo do popatrywania na życie z co najmniej dwu perspektyw.
Moim najlepszym przyjacielem jest wybitny ekonomista - jeśli zechcę promować tę dziedzinę myśli ludzkiej, jaką jest ekonomia, z pewnością będę wiedziała, "gdzie uderzyć"; dziękuję :).

33. Przepraszam, że nie wyraziłam się jasno • autor: (2016-05-28 15:58:44)

i nie zrozumiała mnie Pani . A  może ja źle zrozumiałam Pani wcześniejszą wypowiedź?. Może być też tak, że  rozumujemy w innych kategoriach i stąd to nieporozumienie.
Napisała Pani, że się wstydzi za ten artykuł. Wstyd jest w niektórych sytuacjach uczuciem potrzebnym, aczkolwiek- sam w sobie - mało produktywnym. Aby ten wstyd zniwelować, aby się nie przekształcił w poczucie winy- dobrze jest zrobić coś, by naprawić to czego się się wstydzimy. I tylko taki cel mi przyświecał, żaden inny.Absolutnie to nie jest też żądanie z mojej strony od Pani  jakiegoś zadośćuczynienia. 
 Nie mam interesu w sprzedaży tej książki. To nie jest typowy wykład ekonomii w niej zawarty, lecz bardzo przystępnie objaśnione różne procesy gospodarcze, jak przebiegają  i jakie skutki wywołują różne decyzje rządu. 
Sądziłam, że byłoby dobrze, gdyby zwykli ludzie, a nie tylko fachowcy, mieli większą świadomość ekonomiczną, wtedy nie pozwoliliby politykom  tak manipulować sobą..I tylko o to mi chodziło. 

34. @Rotari • autor: (2016-05-28 16:28:51)

Miła Pani, ma Pani słuszność: różnimy się.
Pozwoli Pani, że wyjaśnię: mój żal nad przywołanym moim dawnym tekstem jest zdrowym, normalnym żalem (czy wstydem) - natomiast nie poczytuję w nim ani chęci, ani odruchu, ani tym bardziej konieczności "zrehabilitowania się". W Pani osobistym zanalizowaniu tego tematu, jakim jest przypisany mi (przeze mnie samą) żal, pomija Pani mój osobisty udział w całym zdarzeniu, a zatem informuję, że nie poszukuję przewodnictwa w mojej ścieżce ani duchowej, ani zawodowej - zaś na pewno nie poszukuję takowych na forum; zaś na pewno nie poszukuję takowych na forum w takiej formie, jaką Pani uprawia/prezentuje. Spotykamy się tutaj, aby dyskutować, rozprawiać o temacie, a nie po to, żeby uprawiać upośledzoną erystykę. Uprzejmie dziękuję Pani za dobre serce i próbę uleczenia mnie, wskazania mi zielonych świateł, ale - jakkolwiek pozostaję głodna cudzego, odrębnego spojrzenia na rzeczywistość - niemile postrzegam próby: narzucenia mi czegoś swojego; umieszczenia mnie w swoim, hermetycznym kontekście; przekierowania mej percepcji w stronę tego, "co jest, a czego ja nie chcę zauważyć albo zaprzeczam istnieniu czegoś"...
Od razu również uprzedzę Pani odpowiedź: ja wiem, że nie miała Pani złych intencji, i że nie możemy ze sobą dyskutować, bo za bardzo różnimy się w ocenie zjawisk. To jest Pani zdanie - ja je tym komentarzem podtrzymuję; zgadzam się z Panią doskonale: nie możemy ze sobą dyskutować, ponieważ Pani deklaruje otwartość, a prezentuje hermetyczność. Dlatego właśnie nasz dialog zdaje się niemożliwy.

35. @ Justyna Karolak • autor: (2016-05-28 16:42:35)

Przykro mi, że to Pani w ten sposób odebrała. Nie zamierzałam być czyimkolwiek przewodnikiem, a zwłaszcza Pani. Wyjaśniłam tylko swój sposób rozumowania i swoje motywy, bo zdawało mi się, że Pani również zależy na tym, by politycy nie manipulowali nami. O tym, był tamten artykuł, ale widocznie się pomyliłam.Mimo wszystko: życzę bujnego rozwoju i dalszych sukcesów literackich.

36. "gender" • autor: (2016-05-30 08:17:38)

Pani Justyno - wróciłam, bo gdzieś mi ten pokonany "gender" się kręci po głowie... Przepraszam - ale czy ma Pani może gdzieś pod ręką źródłosłów tego słowa? (Szału dostaję przez przeglądarkę - nie wiem która linka jest dobra, bo nie siedzę w tych tematach)

[foto]37. gender • autor: Radek Ziemic (2016-05-30 08:30:48)

https://pl.wikipedia.org/wiki/Gender

Dlaczego pokonany?

38. @Radek T: "pokonany gender" • autor: (2016-05-30 08:55:59)

W sumie to napisałam tak z premedytacją - żeby nawiązać do tematu art: "Człowiek pokonany do końca". Dziękuję za tą Wiki, choć nie do końca o to mi chodziło - widzi Pan, Panie Radku, na uczelniach wyższych wpajają człowiekowi do głowy, taki jakby tor myślenia - Wiki jest wolną encyklopedią, idea wielce chwalebna, ale na uczelniach takie rzeczy nie przechodzą, musi być źródło podpisane przez konkretną osobę, wtedy widzi się niejako czy jest to rzetelne źródło. Rany, tylko niech się Pan nie obraża! 
Dzięki Panu zajrzałam do tej Wiki (ja też jej używam, tylko staram się mniej) i już coś niecoś wiem: łac. genus + starofrancuskie gendre + ang. gender :)

[foto]39. Genesis • autor: Radek Ziemic (2016-05-30 09:06:28)

Księga rodzaju. A gender to płeć kulturowa, słowo używane dla odróżnienia od płci biologicznej (sex).

http://annadryjanska.natemat.pl/3449,gender-dla-poczatkujacych

40. Genesis ? • autor: (2016-05-30 09:13:56)

A co ma za przeproszeniem piernik do wiatraka? Autentycznie zgłupiałam...

[foto]41. Widzi Pani podobieństwo? • autor: Radek Ziemic (2016-05-30 09:22:08)

Genus - genesis - gender :-)

Właśnie "wtedy" powstają gatunki, płcie itd.

(Genesis to początek, stworzenie, oczywiście. Ale po polsku  ta księga nazywa się Księgą Rodzaju. Rodzaj = gatunek, typ, odmiana (oczywiście, w naukach gatunek zawiera się w rodzaju)

42. Ojej!!! :) • autor: (2016-05-30 09:33:42)

To niesamowite jak to się wszystko układa... mnie trochę zmyliło nawiązanie do Biblii, no już miałam iść na ogród jej szukać i przejrzeć tą Księgę... i kurczę to przecież moja tematyka - chyba mam pomysł na art :D

43. @Agnes • autor: (2016-05-30 16:22:55)

Pan Radek napisał już odpowiedzi na Pani pytania odnośnie do słowa "gender", ja ze swej strony dodam w formie "ciekawostek przyrodniczych" dwa linki:
pierwszy z nich, to definicja słownikowa słowa "płeć" wraz z różnymi komentarzami językoznawców i odniesieniami do mian pokrewnych:http://sjp.pwn.pl/slowniki/p%C5%82e%C4%87.html
Drugi z nich, to artykuł blogowy na temat "gender" (cudzy, nie mój):https://pracazbiorowa.wordpress.com/2013/12/08/gender-zrozumiec/
Pozdrawiam serdecznie :).