Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2019-07-22

Paweł Droździak

Czego nie mogła znieść Akiko i dlaczego
Część 3

Kontynuujemy zatem Galapagos – nasz cykl bioetyczny, zwyczajem tutejszym idąc w tym pisaniu równolegle, bo jednym torem idzie książka Vonneguta pod tym samym tytułem, a w drugim torze nasze rozważania, dla których sceny z książki będą ilustracją. Kto z czytelników nie pamięta, co tam w książce było, dobrze zrobi jeśli choć pobieżnie wróci teraz do pierwszego rozdziału naszego cyklu, gdzie jest o akcji książki Galapagos jak dotąd najwięcej. Bez wiedzy choćby pobieżnej o tym, co było w powieści Vonneguta rozważania bioetyczne nie zdołają nas zaprowadzić tak daleko, jak tu byśmy chcieli.

Mamy tam więc grupę rozbitków, jedynych ocaleńców ze świata zniszczonego atomową wojną, uwięzionych na wyspach, niezwykłym trafem tych samych wyspach, na których dawno temu Darwin wpadł po raz pierwszy na swoją teorię. I oto ta zmniejszona ludzkość zaczyna w kolejnych pokoleniach ewoluować, stając się dla teorii Darwina przerażającą ilustracją, a dziś podobnie i dla naszych tu bioetycznych wywodów. Obserwujemy tę ich ewolucję, która z początku przypomina nieco sagę. I tak pojawia się niezwykła para. Niezwykła dla nas dziś, z naszego punktu widzenia, na Galapagos w książkowych warunkach para ta jednak będzie czymś wręcz oczywistym.

To Akiko i Kamikaze. Kim są? W kronice wyspy o Akiko spotykamy najpierw taką wzmiankę:

W osobliwych warunkach Santa Rosalii medyczne porady Mandaraxa (okrętowego komputera rozbitków) zakrawały na kpiny. Kiedy Hisako Hiroguchi popadła w głęboką depresję, mającą trwać przez blisko dwadzieścia lat aż do jej śmierci, Mandarax zalecał jej nowe hobby, nowych przyjaciół, zmianę otoczenia i, być może — pracy, oraz kurację litową. Kiedy Selenie MacIntosh, w wieku zaledwie trzydziestu ośmiu lat, zaczęły wysiadać nerki, Mandarax zasugerował, iż należy jak najszybciej znaleźć właściwego dawcę i dokonać transplantacji. Gdy sześcioletnia Akiko, futrzasta córka Hisako, złapała zapalenie płuc — najwyraźniej od pewnej foki, która była jej najlepszą przyjaciółką — Mandarax zalecił antybiotyki. Hisako i niewidoma Selena mieszkały wtedy razem i wspólnie wychowywały Akiko, niemal jak mąż i żona.

i nieco później:

Kiedy Akiko, będąca wówczas dwudziestoczteroletnią dziewczyną, urodziła swoją własną futerkową córeczkę, a zarazem pierwszego członka drugiej generacji istot ludzkich spłodzonych na wyspie, Mandarax uczcił ją następującymi myślami:

Gdybym zawisnął na wzgórza stoku, O matko moja, o matko ma! Wiem, czyja miłość dotrzyma mi kroku, O matko moja, o matko ma! Rudyard Kipling (1865-1936) oraz:

Tam, gdziem się począł, w tym łonie ciemnym, Życie mej matki wsączało się we mnie. Tam ja, ludzki owoc, przez długie miesiące
Czerpałem soki z urody kwitnącej. Choć ślepe, bezwolne i słabe dziecię, Cząstkę swej matki zabiłem przecie. John Masefield (1878-1967)
a także:
Panie, coś zrządził, by ludzka rasa Czułe zgryzoty i trudy znosiła! Dzięki za więzy, którymiś złączył Dziecko i matkę, co je zrodziła. William Cullen Bryant (1794-1878)
i wreszcie:

Czcij ojca swego i matkę swoją, aby długo trwały twoje dni na ziemi, którą Pan, Bóg twój, da tobie.4 Biblia

Ojcem córeczki Akiko był pierworodny Kapitana, zaledwie trzynastoletni Kamikaze.

Kamikaze i Akiko zostali na wyspie małżeństwem. Było to akurat dość łatwo przewidzieć, żadne z nich bowiem nie miało wielkiego wyboru. Oto, co o tym podaje Kronika:

Kiedy statek poszedł na dno, Kapitan jako jedyny na wyspie posiadał brodę. Rok później miał narodzić się jego syn, Kamikaze. Trzynaście lat później na wyspie były już dwie brody — druga należała do Kamikaze.

(…)

Kapitan zorientował się, że Kanka-bonki są w ciąży, dopiero na miesiąc przed narodzinami pierwszego dziecka. Tak się złożyło, że był to chłopiec — pierwszy rodowity wyspiarz — który stał się znany pod pseudonimem nadanym mu przez futrzastą Akiko, a wyrażającym jej zachwyt z powodu jego męskości. Ów pseudonim brzmiał „Kamikaze”, co w języku japońskim oznacza „boski wiatr”.

(…)

Kiedy na Santa Rosalii celebrowano pierwsze małżeństwo, zawarte pomiędzy Kamikaze i Akiko, był już rok 2027 i wszyscy pierwotni koloniści dawno zniknęli w krętym, błękitnym tunelu wiodącym w Zaświaty, zaś Mandarax spoczywał wśród skorupiaków na dnie południowego Pacyfiku.

Zostawmy teraz na chwilę naszych kolonistów samych, jak zresztą każde młode małżeństwo na to zasługuje i wróćmy myślami do poprzedniego odcinka naszego cyklu. Czy zwierzęta czymkolwiek się różnią od ludzi? Na tak postawione pytanie różne być mogą odpowiedzi, a głównie dlatego, że nie do końca jest jasne o co właściwie pytamy i skojarzenia odpowiadającego mogą iść w różnych zupełnie kierunkach. Bo może na przykład chodzi nam o przyrodniczą systematykę? Uczeni przyrodnicy systematyzują to co żywe wedle przemyślanych zasad taksonomii, a ponieważ człowiek jest żywy i ewidentnie jego budowa ciała, a także i ewolucja jego gatunku daje się w systematykę wpisać, przyrodnicy wpisali do świata zwierząt także człowieka. To dość oczywiste zważywszy, że mamy przecie wspólne DNA. W takim sensie człowiek niczym się od zwierząt różnić nie może i jest po prostu jednym z nich. Ale nie o tym mówimy, co za chwilę okaże nam się nader jasno.

Kiedy sięgniemy choćby do Wikipedii, by przyjrzeć się systematyce, znajdujemy taką oto wzmiankę:

W nomenklaturze zoologicznej zwierzęta (łac. animalia, gr. ζῷα) klasyfikowane są jako takson w randze królestwa (regnum). Takson ten obejmuje wszystkie gatunki zwierząt, w tym również człowieka (Homo sapiens). W języku potocznym pojęcie zwierzę stosowane jest dla określenia każdego żywego stworzenia z wyjątkiem człowieka[2].
Nauka o zwierzętach to zoologia, ich klasyfikacją zajmuje się systematyka biologiczna, a chorobami zwierząt – medycyna weterynaryjna. Wszystkie gatunki zwierząt występujące na danym obszarze to fauna (np. fauna Polski).

Dodałbym, że jeśli chodzi o faunę Polski, nie znajdziemy tam wiadomości o ludności, te bowiem będą raczej w informacjach z dziedziny demografii, gdzie z kolei czemuś fauny nie ma. Co nam to mówi? Ano mówi nam to, że nie tylko w języku potocznym, ale i w każdym innym języku prócz biologicznego pojęcie zwierzę i pojęcie człowiek się nie przenikają. Choćby w systemie prawnym. Zabicie zwierzęcia ze szczególnym okrucieństwem jest, i słusznie, w większości krajów karane, jednak nigdy nie nazywamy go zabójstwem, to pojęcie bowiem rezerwuje się dla ludzi i traktuje zupełnie inaczej. Podobnie jest z handlem. Istnieją sklepy ze zwierzętami, gdzie można kupić świnkę morską, chomika albo rybki. Można kupić w ten sposób wiele zwierząt, w zasadzie dziś chyba wszystkie prócz gatunków ekologicznie przed handlem chronionych. Gdybyśmy mieli trzymać się biologicznej systematyki, jest jasne, że w takim sklepie powinniśmy móc kupić także i człowieka. Ale nie możemy. Na szczęście to niemożliwe. Dlaczego? Ktoś, kto by chciał traktować systematykę biologiczną dosłownie, mógłby się upierać i nawet poszedłby tam może z podręcznikiem tłumacząc, że przecie człowiek to też zwierzę, proszę bardzo, tu jest charakterystyka, tak w każdym podręczniku stoi, że człowiek to zwierzę, no i dlaczego on w takim razie tu człowieka zamówić nie może, jeśli mają na szyldzie „sklep ze zwierzętami”? Skoro nie ma na magazynie, to może sklep mógłby pośredniczyć w zawarciu umowy, że może jakaś samica człowieka mu młodego osobnika urodzi na zamówienie i sklep by dostarczył? Po prostu niech podadzą cenę, przecież można zawsze to przenegocjować. Miejmy nadzieję, że tak dziś, jak i dawniej klienta takiego odesłano by szybko do domu wariatów.

W tym miejscu ktoś słusznie zauważy, że był czas, kiedy ludzi można jednak było kupować, a niestety i dziś są przypadki, gdy się coś tak okropnego zdarza. Dawniej nagminnie, dziś na szczęście raczej pokątnie, ale się niestety zdarza. Jeszcze w latach 50-tych w Marakeszu na targu można było legalnie kupić człowieka, póki francuskie władze całkiem tego nie zakazały, a jeśli chodzi choćby o Turcję, to stambulskie gazety z przełomu XIX i XX wieku pełne były takich handlowych ogłoszeń. Dopiero reformy Atatürka całkiem położyły temu kres, a że obecnie Turcja wymazuje Atatürka z historii jak może, niewykluczone, że się jeszcze bieg czasu odwróci. Przykłady z państwa ISIS każą tego nie lekceważyć. Zresztą i w Europie zjawisko handlu ludźmi istnieje w całej jego potworności.

Czy jednak handlarze ludzi uważają, podobnie jak ktoś, kto przywiązałby się do biologii ściśle, że między handlem zwierzętami a handlem ludźmi nie ma różnicy? Nic podobnego. Handel ludźmi nigdy nie jest łączony z handlem zwierzętami. To zupełnie inna, jeśli tak można eufemistycznie powiedzieć, gałąź biznesu. Oczywiście w jego ramach często stosuje się rytuały „uzwierzęcania” sprzedawanych osób, ale nie ma to nic wspólnego z tym, że się tych osób nie uważa za ludzi. Mamy tu po prostu do czynienia z perwersją. Człowieka traktuje się jak zwierzę właśnie dlatego, że wie się, iż to jest upokarzające dla człowieka bo to człowiek. I właśnie dlatego robi się to, bo się tego kogoś za człowieka uważa. Warto poświęcić chwilę na tę dygresję, współcześnie bowiem często można spotkać różne całkowicie nietrafne wywody o tym, jak to „sprawca przemocy musi najpierw pozbawić ofiarę człowieczeństwa, by przemoc wobec niej zastosować”. I na dowód podaje się przykłady tego, jak to różni sprawcy okropieństw zadawanych bliźnim zaczynali od nazywania ich świniami, szczurami, małpami itd. I wedle teoretyków przekonanych, że człowiek przecie drugiemu krzywdy by świadomie nie mógł zrobić te zachowania świadczą właśnie o tym, iż sprawcy wprowadzali się wpierw w pewien stan, w którym nie wierzyli w człowieczeństwo ofiar, by następnie tak uzyskanym nie-ludziom móc już robić co chcieli, lub co im kazano. To niestety bzdura. Wszelkie symboliczne uzwierzęcanie ludzi – wsadzanie ich do klatek, zakładanie zwierzęcych uprzęży, zmuszanie do jedzenia na zwierzęcy sposób, wożenie w wagonach i samochodach przeznaczonych do transportu zwierząt i cała reszta potworności, które się czasem choćby podczas wojny różnym jeńcom, albo ofiarom czystek etnicznych wyrządza, robione jest właśnie dlatego, że się wie, że to ludzie i wie się, że potraktowanie ich jak zwierzęta ich moralnie i duchowo zrani. I właśnie dlatego się to robi. Czyli na przykład nazywa się kogoś świnią nie dlatego, że realnie się go uważa za świnię, tylko dlatego właśnie, że wie się doskonale, że nią nie jest. Z tego samego powodu nikt nie nazywa świnią samej świni, ani psa psem. Uzwierzęcenie nie jest zatem środkiem, by odebrać człowieczeństwo, ale jest środkiem by zranić człowieka właśnie bazując na wiedzy, że on wcale zwierzęciem nie jest.

Wróćmy teraz na nasze wyspy Galapagos i popatrzmy na losy naszej pary – Akiko i Kamikaze. Cóż niepokoiło Akiko najmocniej? O co kłóciła się z mężem? Czytamy:

W bliskim sąsiedztwie źródła, jakieś pół kilometra stamtąd, rozległ się męski okrzyk triumfu i wybuch kobiecego śmiechu. Wszyscy mieszkańcy wyspy doskonale znali ten okrzyk. Zazwyczaj w ten sposób Kamikaze obwieszczał wszem i wobec, że udało mu się dorwać samicę dowolnego gatunku i że zaraz dojdzie do kopulacji. Kamikaze miał wówczas dziewiętnaście lat, dopiero co osiągnął dojrzałość płciową i — jako jedyny wtedy zdolny do tych rzeczy samiec na wyspie — mógł kopulować z kimkolwiek, z czymkolwiek i o dowolnej porze. Jawna niewierność Kamikaze była jeszcze jednym cierpieniem, jakie musiała znosić Akiko. To była naprawdę święta kobieta. Kobietą, którą dopadł przy źródle Kamikaze, była jego własna ciotka Dirno, już za stara, aby mogła mieć dzieci. Nie sprawiało mu to większej różnicy. Tak czy tak, przystąpili do kopulacji. Kamikaze, gdy był młodszy, kopulował nawet z fokami i samicami lwów morskich, dopóki Akiko nie wyperswadowała mu, aby — ze względu na nią, jeśli już nie na samego siebie — przestał postępować w ten sposób.

Akiko, w trudnych warunkach wyspy i atmosferze końca świata zdołała jakoś pogodzić się z tym, że jej małoletni mąż – jedyny samiec na wyspie i jedyny chyba mężczyzna na całym świecie – zdradza ją z innymi kobietami. Jakoś to znosiła. Była jednak granica, której przekroczyć nie mogła. Nie zdołała darować mu fok. I to mimo tego, że jak pamiętamy w dzieciństwie miała przyjaciółkę, fokę. Czemuż zatem Akiko nie mogła tego wytrzymać? Czyżby grzeszyła tak potępianym dziś antropocentryzmem? A może miała coś przeciwko fokom?

W tym odcinku nie udzielę Czytelnikowi wprost odpowiedzi na to ważkie pytanie. Będziemy się starali zbliżać do tego stopniowo w kolejnych odcinkach naszych rozważań o bioetyce, mając nadzieję, że w końcu każdy już dokładnie uchwyci w czym problem. Lecz mamy czas. O roli czasu pisze zresztą sam Vonnegut i jemu głos oddajmy:

Żadna lwica morska ani foka nie zostały zapłodnione przez Kamikaze i w pewnym sensie trochę szkoda, że tak się nie stało. Wówczas ewolucja ludzkości mogłaby trwać o wiele krócej niż milion lat. A z drugiej strony: Po diabła się z tym spieszyć?

Paweł Droździak

Komentarzy nie ma.