Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2003-01-08

Adam Steinberg

Czas wyjść z piwnic. Rzecz o magyi współczesnej
Potrzebna jest nowa magia, bliska życia i Ziemi

Magia fascynuje ludzi od niepamiętnych czasów. Wyrosła razem z człowiekiem, który różnymi sposobami starał się wpłynąć na otaczającą go rzeczywistość. Nie ma dokładnych danych co i kiedy stało się magią, jak też kiedy oddzieliła się ona od codziennego życia, stając się odrębną dyscypliną samorealizacji. Kiedy wypowiada się termin magia, ludzkie reakcje są różne - od lekceważenia i szyderstw po strach i przerażenie. Chrześcijaństwo, hollywoodzkie produkcje i częściowo literatura, inspirowane dualistyczną koncepcją dobra i zła, wprasowały w nasze umysły obraz ciemnych lochów, piwnic i zakapturzonych postaci krojących żywcem żaby, a niekiedy i niewinne dziewice, składane na ołtarzach obsesji starożytnym demonom. Często jednym tchem wymienia się magię i satanizm. Stare księgi magiczne takie jak Lemegeton, Grimoriały czy Delamelanicon samym swym wyglądem budzą dziwne odczucia i swoisty lęk, co niektórym podnosząc poziom adrenaliny, wywołując i niekiedy samoistny wzwód... Szalone oczy z fotografii Aleistera Crowleya i erotyczne legendy rodem z londyńskiego poddasza Austina O. Spere'a dopełniają dzieła, żeby nie wspomnieć o nagonce Dominikańskiego Centrum Informacji o Sektach i Nowych Ruchach Religijnych, z którego raportów czerpią inspirację chrześcijańscy tropiciele demonów i przerażeni rodzice domorosłych satanistów z polskich blokowisk, mordujących w piwnicy scyzorykiem kota, trzęsących się ze strachu przed patrolem straży miejskiej i inspektorami TOZ-u. Dołożyli jeszcze ostatnio producenci ekranizacji książek o Harrym Potterze. Sam fakt, że autorka tegoż bestselleru, ongiś bezrobotna, teraz jest milionerką, wskazywałby na działanie magiczne. Jednakże sam Potteryzm już jest dokładną instrukcją, jak czarować aby nie zadziałało, o czym zdaje się, co niektórzy zapominają. Cóż, nie tak łatwo kupić patent na zdobycie siedmiocyfrowego honorarium... Z drugiej strony wydano w ostatnich latach w samej Polsce kilkanaście najbardziej zjadliwych dzieł magicznych, takich jak np. crowleyowska Goetia. Inicjatywa Dariusza Misiuny, który przetłumaczył na polski większość pozycji thelemickiego guru jest godna podziwu ale jednocześnie dzięki temu Magija w teorii i praktyce jest dostępna w... hipermarketach (np. w Geancie). Nie narzekam, jestem wdzięczny Misiunie za jego wkład oraz pracę i sam czekam z niecierpliwością na jego tłumaczenie The book of Thoth. Znajomy, w mieście gdzie mieszkam, prowadzi salonik ezoteryczny i księgarenkę. Kilka tygodni temu ów człowiek dzwoni do mnie, abym pilnie przyszedł do jego sklepu. Jadę zatem, żeby dowiedzieć się o co chodzi. Tam okazuje się. że jakieś dwie osiemnastoletnie dziewczyny kupiły u niego kilka dni wcześniej Magiję w teorii i w praktyce. Wchodzę więc i patrzę a w kąciku stoją owe dziewczynki, całe blade, i trzęsąc się proszą mnie abym pomógł im powstrzymać TO COŚ co uaktywniły bawiąc się w piwnicy, w Magiję w teorii i praktyce...


Właśnie o te magiczne piwnice mi w tym tekście chodzi. Kiedy chrześcijaństwo ogarniało coraz to większe obszary europejskich ziem, napotykało na swej drodze rodzime praktyki barbarzyńskich ludów. Bory i puszcze północnej Europy od terenów dawnej Hyperborei aż po piktyjskie góry dzisiejszej Szkocji, przesycone były atmosferą dzikiej świętości. Szamani i czarownicy w maskach z czaszek rogatego zwierza, czynili swe powinności jak należy. Wtedy przyszli kapłani w czarnych sukniach, a za nimi książęta kościoła w swych purpurach. Od razu dostrzegli diabły czyhające za każdym drzewem i w każdym przejawie rodzimej tradycji. Z gorliwością zabrali się za krzewienie swej wiary. Karczowali lasy, opornych mordowali, wybijali zwierzynę i uciskali ludność wmawiając im, że hierarchia bytów jest ustanowiona z bożej woli - czym sankcjonowali życie na koszt innych (co też trwa w zasadzie do dzisiaj). Najoporniej szło chrystianizowanie wysp brytyjskich i tam też nigdy nie udało się do końca zabić rodzimej tradycji. Święty Patryk, patron Irlandii, miał pokonać podobno miejscowe demony i węże, widać jednak nie skutecznie, bo kler nie miał wyboru i musiał włączyć w procesie inkulturacji staroceltyckie tradycje do wiary ludowej.

Większość współczesnych nurtów magii ludowej i naturalnej odwzorowuje właśnie celtyckie tradycje magicznych nurtów np. Wicca. Reszta Europejczyków, w tym najbardziej chyba Słowianie, została pozbawiona wielu rodzimych tradycji i zwyczajów, choć częściowo przetrwały one zakamuflowane w postaci schrystianizowanych zwyczajów jak np. obrzędy błogosławienia na Matki Bożej Zielnej. Jednak już wszelkie próby reaktywowania słowiańskich kultów odwzorowują czysto katolickie wzorce np. Rodzimy Kościół (!) pana Stefańskiego - a więc jest to proces zupełnie odwrotny.

Wieki średnie były chyba najdziwniejszym okresem naszej cywilizacji. Sama Inkwizycja najsprawniej działała po XIV wieku, a stosy z czarownicami to już właściwie czasy terroru protestantów, którzy w tej kwestii byli przerośli pewnie i samego wielkiego Torquemadę. Średniowiecze było czasem tajemnym i dziwnym. Franciszkański kwietyzm i ludowy fideizm konkurował z przeintelektualizowanymi, scholastycznymi kwestiami z dzieł Platona, Arystotelesa i P. Lombarda. Spór o nominalia i uniwersalia zdominował na kilkaset lat umysły uczonych. W tym czasie, w tajemnicy przed kościelnymi funkcjonariuszami, studiowano różnorakie sztuki tzw. tajemne, takie jak magię, alchemię czy kabałę. Liczne kontakty ze światem arabskim, który jeszcze wtedy nie przypominał w niczym dzisiejszej atmosfery Bliskiego Wschodu ze swym fanatyzmem religijnym i zamachami, umożliwiły zapewne przeniknięcie wielu różnych wątków do umysłowości Europejczyka. Nie można zapomnieć o wpływie sekt takich jak Katarzy czy inni judeochrześcijańscy gnostycy oraz o Żydach i ich wielkich tradycjach mistycznych. Również potężny Zakon Templariuszy według niektórych był związany z jakimiś dziwnymi tradycjami, zdecydowanie nie chrześcijańskimi i są tacy, co upatrują w tejże formacji prekursora w organizowaniu tajnych lóż i zgromadzeń. Magią parało się wielu. Wśród nich nawet Albert Wielki, a podobno i jego uczeń Tomasz z Akwinu (chociaż znając Tomasza trudno jakoś w to uwierzyć) a także Roger Bacon i Jan Duns Szkot - najwięksi filozofowie tamtych czasów. Dzieła Giordana Bruno i Papieża Honoriusza to już klasyka pozycji magicznych. Wszystko to odbywało się w tajemnicy. O ile celtyccy czarownicy i czarownice nadal woleli lasy i wrzosowiska, to już kontynentalni magowie upodobali sobie lochy i piwnice, przerobione na magiczne laboratoria. Po wymordowaniu Templariuszy, o których tak do końca nie wiadomo czym naprawdę się zajmowali, strach musiał paść na wszystkich i to na dobre. Potem G. Bruno spłonął na stosie, rzekomo z powodów politycznych ale faktem jest, że był oskarżony o czary. Wielu innych też zamordowano, tyle że pewnie przy mniejszym rozgłosie. Tak oto magia zeszła do podziemi, zepchnięta tam za pomocą systemowego terroru. W atmosferze strachu, konspiracji i swądu palonych ludzkich ciał wylegają się najpotworniejsze demony. Te zapewne pozaklinali i popętali dawni magowie. Wielu z nich spisało swoje grimoriały, gdzie utrwalili ich pieczęcie (sigile) i pozostawiono klucze do otchłani, gdzie zostały uwięzione. Biada temu, kto je wypuści. Siła jaką dysponują, pochodzi z potwornego lęku i strachu przez torturami, ekskomunikami, suspensami, interdyktami i ogniem. Zrodziły się one w ciemnościach wspomnianych piwnic i lochów, gdzie ich poukrywani, odziani w czarne szaty i kaptury ojcowie, płodzili je w swych umysłach, nie wiadomo po co i dlaczego. Czy to jest istotą magii?...

Myśl judeochrześcijańska od początku w naturze widziała diabła. Greckiego boga przyrody, Pana, z uwagi na jego atawistyczny wygląd, wzięto za figurę Szatana i od tamtego czasu demony mają ogony i rogi. Pismo święte przepełnione jest bojaźnią przez czarami. Już na samym początku Starego Testamentu Jahve mówi: Wyjścia 22:17  Nie pozwolisz żyć czarownicy. W innym miejscu: Powtórzonego Prawa 18:10  Nie znajdzie się pośród ciebie nikt, kto by przeprowadzał przez ogień swego syna lub córkę, uprawiał wróżby, gusła, przepowiednie i czary. Ale już w tym fragmencie szamaństwa się nie dopatrzyli, choć powinni: 2 Królewska 2:23 Stamtąd [Elizeusz] poszedł do Betel. Kiedy zaś postępował drogą, mali chłopcy wybiegli z miasta i naśmiewali się z niego wzgardliwie, mówiąc do niego: Przyjdź no, łysku! Przyjdź no, łysku! On zaś odwrócił się, spojrzał na nich i przeklął ich w imię Pańskie. Wówczas wypadły z lasu dwa niedźwiedzie i rozszarpały spośród nich czterdzieści dwoje dzieci. Stamtąd Elizeusz poszedł na górę Karmel, skąd udał się do Samarii. [Fragmenty Starego Testamentu z Biblii Tysiąclecia] (Innych pozostałości magii w ST jest bez liku - działania Mojżesza na pustyni albo Eliasza, Samsona czy Daniela - przyp. red. Taraki)

Z drugiej strony jeśli magiczność mierzyć współczynnikiem skuteczności, to księża są niewątpliwie dobrymi magami. Któż tak jak oni potrafi skłonić tłumy ludzi do oddania ostatnich pieniędzy na tacę, w zamian za wirtualny bilet do wymyślonego raju. Umiejętnie operują emocjami i lękami a stroskanym i zalęknionym przynoszą ukojenie i wszystko to funkcjonuje bez zarzutu. Działania owe wyczerpują znamiona porządnej magii, z chaotyckiego repertuaru, bo przecież ci sami kapłani chwilę po swych podniosłych działaniach robią zupełnie coś innego, niż chwilę wcześniej głosili, że jest słuszne i obowiązujące. Takiej magii to tylko pozazdrościć. Podobnie, jeśli prawdą jest, że iluminaci i masoni, do spółki z Żydami, rządzą światem, trzymając 80% światowych zasobów finansowych, to ja też zazdroszczę im tej magii. To, co podają nam do wiadomości, ma nas pewnikiem zmylić. Kto przy zdrowych zmysłach odda plebsowi maszynę do generowania dobrobytu?...


Magowie następnych wieków czerpali z doświadczeń poprzednich pokoleń. Pozostała atmosfera spisku i konspiracji. Loże masońskie i tajne zakony utrzymały do dziś ten styl. Pojawiają się słynni iluminaci, których nazwa koresponduje ładnie z okresem Oświecenia i oświeceniowymi koncepcjami państwa obywatelskiego. Co bardziej odważni twierdzą, że USA to taki ilumiancki eksperyment i pokazują rewers banknotu jednodolarowego z rycinami iluminackich symboli... Na przełomie wieków, w czasach okultystycznego odrodzenia, pojawiają się tajne stowarzyszenia takie jak Teozofowie, Zakon Złotego Brzasku czy Zakon Templariuszy Wschodu. Wtedy też działa Aleister Crowley - najsłynniejszy mag czasów współczesnych. Wkład tych organizacji do spuścizny magicznej jest niezaprzeczalny i do dziś czerpiemy z tego bogactwa - żeby tylko wspomnieć najpopularniejsze talie kart Tarota, będące dziełami członków tychże zakonów jak np. Rider-Waite Tarot czy Thoth Tarot A. Crowleya. To oni podróżowali na Wschód (H. Bławatska) i takie tradycje jak np. joga przeniknęły do naszej kultury zapewne za ich przyczyną. Te tajne organizacje, reaktywowane, działają do dzisiaj. Crowley nadal wielu fascynuje a jego szalony wzrok z dawnych fotografii potrafi jeszcze niejednego zmagnetyzować.

Współczesna atmosfera konspiracji i spisku to pewnie również spadek po czasach inkwizycyjnego terroru. Im bliżej do klimatu graniczącego ze satanizmem, tym bliżej nam do chrześcijańskiego cienia. Mroczna magia jest drugą stroną chrześcijańskiego strachu i lęku przez wszystkim i wszystkimi. Satanistyczne orgie, ponoć czerpiące inspirację z dionizyjskiego kultu życia, są raczej odreagowaniem seksualnej ascezy. Szatany to produkty chorych umysłów biednych ludzi, oszukanych i zawiedzionych niespełnionymi obietnicami, w głębi serca bojącymi się, że ich wiara to tylko fiksacja. Skłaniam się ku poglądowi, że ta czarniejsza magia jest po prostu cieniem chrześcijaństwa. Blisko dwa tysiące lat ładowano do tego diabelskiego, mentalnego śmietnika wszystko to, co najgorsze w człowieczeństwie. Kiedy wylazło z niego monstrum w postaci ludobójstwa czy wyuzdania, winę zwalono na jakiegoś zbuntowanego anioła. Sataniści, tak ci ze scyzorykami do mordowania osiedlowych kotów i gołębi, jak i ci wielcy, naprawdę straszni, to w prostej linii prawnuki wszystkich świętych, obrońców moralności i męczenników za wiarę. Wszystkie te czarne msze, odwrócone krzyże i gwałcone rytualnie dziewice są owocem wyparcia się tego, co ludzkie a ongiś stłamszone i zgniecione, powróciło w strasznej i okaleczonej postaci.

Dzisiejszy polski mag nie ma więcej niż trzydzieści lat, a często o wiele mniej. Ma komputer podłączony do sieci a jego laboratorium to pokój w bloku. W szkole nie był lubiany z uwagi na nieprzeciętną inteligencję, zdrowo powyżej 130 IQ, oraz tendencje izolacjonistyczne. Czytał Tolkiena i Ursulę Le Guin. Jako nastolatek związał się na krótko z Ruchem Hare Kryszna. Może trochę praktykował Zen. Nosi w sobie kompleksy, nie umiał nigdy odnaleźć się w swoim środowisku. Zna się na HTML-u i Javie ale nie wie jak poderwać jakąś czarownicę. Pisuje wiersze i chodzi sam do kina. Kiedy trafił na magię, to odnalazł siebie i od razu wiedział, że to jest to. Zaczyna studiować dzieła magiczne, które nagle dziwnymi zbiegami okoliczności wpadają w jego ręce. Fascynuje się iluminackim spiskiem. Czyta Principia Diskordia i już wie, że odnalazł swą ścieżkę. Jak jest wytrwały to zapisuje się do któregoś z funkcjonujących magicznych zakonów i wspina się po szczeblach wtajemniczenia. Jeśli nie ma determinacji, to idzie własną ścieżką lub zadowala się wiccańskimi zaklęciami, a jego zakon to tajna lista dyskusyjna w Internecie, gdzie może wyczarować siebie w postaci wielkiego maga. Rzadko wychodzi z domu tj. laboratorium. Od komputerowego monitora psuje się mu wzrok, a niedobór słonecznego światła spowodował bladość, którą potęguje czarne odzienie.

Przedstawiłem oczywiście karykaturę i wielu magów może się na mnie obrazić za takie uproszczenie sprawy. Jednak w głębi serca wiemy, że nasza magia wyrosła z bezradności i ze strachu wobec rzeczywistości, której przy naszej nieprzeciętnej wrażliwości nie jesteśmy w stanie znieść. Mamy do wyboru uporać się sami ze sobą, omijając rozpaczliwe ruchy ego, albo poddać się i zaprzeczyć swej woli życia na sposób jak byśmy tego chcieli. Wielu z nas skończyło na Coaxilu (lek antydepresyjny nowszej generacji) albo jeszcze gorzej... Nie zgadzamy się na świat, który zastaliśmy. Wbrew wszystkiemu wierzymy, że nie jest tak, jak wydaje się, że jest.... Kręci nas magia chaosu bo jest ona generowaniem prawdopodobieństw i alternatyw. Jest ratunkiem przed piekłem a piekło to brak alternatyw. Daje ona wytchnienie, bo dzięki niej doświadczamy ukojenia, wiedząc że nic nie jest na serio i nic nie jest prawdziwe. Wierzymy, że wszystko jest możliwe, że nasze sny i marzenia mogą się ziścić; że inni będą nas lubić i kochać; że spotkamy wspaniałą dziewczynę lub chłopaka; że będziemy mieć dużo kasy i dom za miastem; że wrogowie nasi będą leżeć jak te podnóżki u naszych stóp, błagając nas o litość, której im nie odmówimy. To ogromna ulga doświadczyć, że nas nie ma; że jest myśl ale nie ma myśliciela. To wspaniałe być wolnym od terroru narzuconej wizji raju wg jahwistyczno - patriarchalnego modelu. Niebyt wydaje się nam wyzwoleniem.

Tutaj warto wspomnieć o anty-metafizycznym podejściu magii chaosu. Metafizyce, jako abstrakcyjnej naukce o bycie i istnieniu, przeciwstawia się alternatywną koncepcję, gdzie nie ma czegoś takiego jak BYT ani nie funkcjonuje słowo "BYĆ". Jedno z ćwiczeń na ścieżce magii chaosu polega na czasowym wyeliminowaniu ze swej mowy wszelkich słów metafizycznej natury tj. pochodnych "BYĆ" . Przypomina to trochę chińską koncepcję PRZEMIANY jako zasady konstytuującej rzeczywistość. Magia chaosu uwalnia adepta od przymusu istnienia na rzecz procesu przemiany, co nawet jakoś pozostaje w zgodzie z odkryciami fizyki kwantowej utrzymującej, że wszystko jest jedynie prawdopodobieństwem i możliwością.

Mimo to niekiedy paradoksalnie pogrążamy się, jakby siłą jakiegoś rozpędu, w karykaturalnie chrześcijańskim klimacie. Stajemy się dogmatyczni i z inkwizytorskim zapałem zwalczamy każdego, kto myśli inaczej. Wolimy piwnice od lasów i łąk. Przedkładamy wirtualne łącze nad wyciągniętą rękę prawdziwego człowieka, tak samo samotnego, i tak samo wrażliwego jak my. Czasami zmęczeni poddajemy się naszym guru, niezależnie od tego czy jest to Ole Nydahl, Carlos Castaneda czy Aleister Crowley. Wydłubujemy sobie oczy ich palcami, którymi oni wskazują na coś, co było prawdziwe dla nich, w danej chwili. Wierzymy, że jest gdzieś mistrz, który odwali za nas robotę, da nam receptę na życie i zaklęcie na kasę czy miłość, nie żądając nic w zamian.

Moje niedawne doświadczenie z polskim, wirtualnym środowiskiem magii stosowanej było następujące: Zapisałem się w listopadzie ubiegłego roku na grupę dyskusyjną [magia.yahoogroups]. Jest to dosyć liczne grono polskich adeptów magii. Poza Dariuszem Misiuną nikt nie udziela się tam jawnie - większość ma ciekawe pseudonimy-nicki. Wszedłem tam z mojego normalnego konta i próbowałem zabrać głos. Szybko jednak zrezygnowałem, kiedy to jeden z aktywniejszych uczestników sprowadził mnie dość brutalnie do parteru, po moim całkiem szczerym, zadanym w dobrej wierze, pytaniu. Trochę się wkurzyłem bo jako aktywny uczestnik grup dyskusyjnych Taraki przywykłem do trochę innej netykiety. Śledząc dalej dyskusję stwierdziłem, że to nie był odosobniony przypadek i panują tam takie dziwne zwyczaje aby nowych oraz pytających o cokolwiek traktować arogancko i niepoważnie. Wypisałem się zatem aby wejść tam ponownie, tym razem jako prowokator i mąciciel, z arogancko brzmiącym w tamtym gronie nickiem: <illuminatus>. Spreparowałem stronę internetową, jakoby tajnego zgromadzenia magów-iluminatów (www.oia.prv.pl), podałem na owej liście adres tejże strony i... wtedy się zaczęło. W ciągu kilku dni napisano w tej sprawie kilkaset postów, głównie obrońców ortodoksyjności (sic!) magii chaosu i prawowierności (J !) dyskordianizmu. Przyznaję, ubaw miałem niezły. Działanie to przyniosło jednak inne ciekawe efekty, wśród nich poznanie kilku fajnych ludzi, którzy po kilku godzinach dyskusji zorientowali się o co chodzi i bawili się razem ze mną. To święte oburzenie trwa, zdaje się, do teraz - Jak ktoś śmiał zrobić coś takiego! Niektórzy uczestnicy, brylujący na tejże liście, poczuli się chyba zagrożeni spadającą popularnością wśród wielbicieli(ek) i uciekali się nawet na privach do wystosowania pod mym adresem gróźb magicznych. Do mej prowokacji udało mi się wciągnąć parę innych osób i wielkie dzieło Bogini Eris, Pani Niezgody, dopełniło się. Na liście wrzało i kipiało. Ja niczym nie zrażony, z całą powagą utrzymywałem, że jestem mistrzem owego iluminackiego zakonu i prowadziłem niezmordowanie dyskusję w iście dyskordianskim stylu, wtłaczając dyskutantom ich własne słowa i poglądy, tyle że w przejaskrawiony i karykaturalny sposób. W końcu zmęczony, zrezygnowałem z kontynuowania tego nieco destrukcyjnego dzieła. Przyznaję, byłem nader wkurzający, jednak adekwatnie i proporcjonalnie do kierowanych w mą stronę emocjonalnych argumentów, inwektyw i kalumni, z których niektóre były naprawdę poważne. Działanie to z mej strony wyczerpywało znamiona prześmiewczej, triksterycznej i wirtualnej iluminacji magicznej (magiczna iluminacja - celowa i kontrolowana przemiana siebie samego poprzez przyjęcie nowych cech charakteru, osobowości a także wyglądu, w celu wywarcia określonego wpływu na siebie i rzeczywistość z pominięciem cenzury ego). Po kilku megabajtach internetowej dyskusji na tamtej liście myślę, że nie ma rzeczowej debaty o magii - bo nie ma po prostu o czym dyskutować. Jak rozmawiać o czymś, co jest jedynie chwilowym poglądem, mającym tylko praktyczne zastosowanie w konkretnej sytuacji? Piwniczna atmosfera postjudeochrześcijańskiej magii wybitnie nie służy polskiej młodzieży i stąd mam obecnie skłonność przypisywać większą wartość np. działaniom szamańskim, które są autentyczne poprzez praktyczny kontakt z Ziemią, ciałem i świadomością. Specyficznie polski dogmatyzm, odwzorowany z religijnej sfery życia, dopadł już nawet dyskordiańskich kontestatorów, którzy swego czasu jawili się jako ratunek dla skostniałych umysłów. Jak każde środowisko, w tym i tamto - wirtualne polskich magów, działa na bardzo podstawowych zasadach socjologicznych - wszelkie rewolucje są niedozwolone, chyba że przeprowadzają je przywódcy, a nowy, choćby był mistrzem iluminackiego zakonu, musi zapłacić frycowe.

Co by było, gdybyśmy nauczyli się filtrować ten cały bagaż niepotrzebnych naleciałości. Dobry mag wie, że ma potężne narzędzie do rozprawienia się z demonami dogmatyzmu i uniwersalnego lęku. Przypomina on trochę praktyka tradycji buddyjskiego Zen. Mógłby też zawołać z sanskrycka neti, neti (snskr. nie to, nie to). Chwyta się czegoś aby zaraz to zostawić, jeśli tylko uzyskał to, czego potrzebował. Jest wcieleniem Trikstera, Boga-Oszusta, Syna Chaosu, katalizującego wszelką przemianę i ruch we wszechświecie. Jeśli trzeba, zostanie nawet księdzem, aby zaraz potem rytualnie tarzać się w błocie podczas świętowania Przesilenia Wiosennego. Będzie się wspinać po trudnych szczeblach wtajemniczenia w .I.O.T. (słynny zakon iluminacki) albo .O.T.O. (Zakon Templariuszy Wschodu), jeśli uzna to za konieczne. Kiedy jednak osiągnie szczyt, wyśmieje sam siebie, wróci naprawić kran sąsiadce i zje golonkę gotowaną na piwie, jak przystało na prawdziwego wegetarianina. Będzie dogmatystą lub outsiderem, jeśli tylko znajdzie to praktyczne zastosowanie. Wie, że jeśli utknie w przywiązaniu do czegokolwiek, nic mu nie zostanie. Wie również, że jeśli nie pokona największej przeszkody na magicznej ścieżce, tj. samego siebie, jest stracony.



Kiedy siedzisz nocą, w środku puszczy, podczas swej Vision Quest (inicjacyjna praktyka odosobnieniowa), czujesz czym tak naprawdę dysponujesz. Widzisz co ci zostaje. Pozbawiasz się złudzeń. Zaczynasz doświadczać, że nie ma żadnego oparcia, punktu odniesienia. W głowie pojawiają się słowa Sutry Serca Doskonałości Mądrości (Prajnia-paramita-hridaya Sutra): (...) "O Shariputro... nie ma oka, nie ma ucha, nie ma nosa, nie ma języka, nie ma ciała... dźwięków, zapachów, smaków, namacalnych wrażeń... Pustka jest Formą, Forma jest Pustką... tayatha gate gate paragate parasamgate bodhi svaha..."

Dlatego też czas wyjść z piwnicy. Pójdę w lasy, na łąki, bagna. Obejrzę wschód Słońca. Porzucę czarne szaty i odzieję się w powietrze. Wezmę po kilkuset latach siedzenia w lochach głęboki oddech. Nowa magia powinna być wolna od brzemienia ostatnich wieków. Potrzeba by była bliska życia i Ziemi, skuteczna, przejrzysta i prosta. Ważne jest aby pamiętać, że to nie wymyślne ceremoniały i mroczne klimaty stanowią o wartości działań magicznych ale ich skuteczność. Wszystko, co nie polepsza jakości mego życia i nie sprawia, że jestem szczęśliwszy, pójdzie na spalenie.



Adam Steinberg
Słońce 17° Koziorożca; Księżyc 26° Ryb
adam-steinberg@go2.pl


Adam Steinberg

Komentarze: 1

[foto]1. Iść na film • autor: Wojciech Jóźwiak (2013-07-16 09:53:46)

Co Czytelnik może zrobić? - Iść na film!