Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2015-07-21

Katarzyna Urbanowicz

Czarny motyl


         19 lipca około godziny 16 po południu, gdy ciężko dyszałam w fotelu, zmagając się z upałem, a świeżo, zbyt krótko obcięte włosy, naelektryzowane jak jakieś miedziane przewody stawały dęba na głowie, nie dając się poskromić opasce, w oczekiwaniu na nadciągające ze wszech stron burze (które i tak nie dotarły nad moją dzielnicę, kołując w powietrzu), do pokoju przez otwarte drzwi balkonowe wleciał czarny motyl. Pierwszy raz w życiu widziałam takiego. Niewątpliwie nie była to ćma, takie czasem widuję, gdy zapomnę zamknąć na noc okno na korytarzu. Był czarny jak smoła, wielkości mojej dłoni (bez palców); na skrzydłach ani na grzbiecie nie miał żadnego rysunku ani odcieni. Wyglądał jak czarny aksamitny wytwór przemysłu dodatków krawieckich z tą tylko różnicą, że się poruszał.

         Dostojnie obleciał trzy razy mój żyrandol, po czym poszybował pewnie z powrotem w kierunku balkonu, zręcznie omijając na wpół zasłaniającą go firankę, nie ruszaną ani odrobiną wiatru.

         Nie miałam nic sensownego do roboty, powędrowałam więc do internetu sprawdzić, co może symbolizować pojawienie się czarnego motyla. Było kilka wpisów, a część z nich powielało zasadniczy kogoś, kto mieszkał w Kolumbii i pisał o nim tak:

Zgodnie z kolumbijską legendą czarny motyl przynosi złe nowiny albo wiadomość o czyjejś śmierci. Inny mit mówi, że proszek, jaki pozostawiają skrzydła czarnego motyla, powoduje ślepotę. Kiedy babcia Mario znalazła kilka lat temu na ścianie jego pokoju czarnego motyla, niemal oszalała ze strachu, że to straszny znak dla jej wnuka.

Moja koleżanka Diana twierdzi natomiast, że na skrzydłach czarnego motyla należy dopatrzeć się cyfry i następnie zagrać w kolumbijskiego Totto Lotka. Podobno zawsze skutkuje ;) Ja tam żadnej cyfry nie widzę.

W kulturach prekolumbijskich motyle często malowane były na ścianach jaskiń, jako że uważano je za zwierzęta posiadające cechy magiczne. Używane były do przepowiadania pogody, określenia daty ślubu młodych kobiet, itd. Nazywano je także „duszami natury”.

Mity związane z motylami i ćmami obecne są nie tylko w kulturze latynoskiej. Serbowie wierzą, że dusze wiedźm próbują w formie motyli znaleźć swoje ciała. Jeśli żyjąca osoba znajdzie je pierwsza i odwróci je do góry nogami, wiedźma nie będzie potrafiła znaleźć ust, którymi może dostać się do wnętrza ciała i umrze. Motyl natomiast dalej żył będzie jako owad. Taka forma rozumienia duszy tłumaczy, dlaczego na średniowiecznych obrazach anioły przedstawiane były ze skrzydłami motyli a nie ptaków.

Nie wierzę w opowieści o śmierci przynoszone przez czarne motyle. Na pytanie, czy można otworzyć okno i wypuścić motyla, usłyszałam, że lepiej nie, bo motyle te znikają same. Wiem, że jestem w kraju realizmu magicznego, ale nie mieści mi się w głowie, w jaki sposób motyl zniknie w czarodziejski sposób. Pewnie zdechnie z głodu i spadnie gdzieś na podłogę, a ja przy generalnych porządkach lub przeprowadzce znajdę go w jakimś kącie.”

http://www.kolumbijsko.com/kolumbia/legendy/czarny_motyl_2.html

         Jednak fotografia motyla tam zamieszczonego nie odpowiadała wizerunkowi motyla, którego widziałam. Był bardziej brązowy niż czarny i na skrzydłach miał wzory, których mój w ogóle nie miał. Pod artykułem zamieszczono kilka wpisów, poniżej jeden z nich:

Mam dwa doświadczenia z czarnym motylem  (nie z Kolumbii). Każde z nich przyniosło śmierć. Czy może Pani coś więcej o tej legendzie? Doświadczenie I: Wizyta oficjalna w czasie przedwyborczym w pięknie położonym mieście (wśród lasów). Jego burmistrz był kolegą męża. Trafiliśmy tam zaproszeni i spędziliśmy piękny dzień wśród drzew, w borze, m.in. w kawiarence pod dębami. Wtedy pojawił się on — czarny motyl, który w ogóle nie bał się nas, siadał na rękach, pił z naszych kubków, dotykaliśmy go i dziwiliśmy się. W dwa tygodnie później kolega męża wraz z rodziną pojechał na wczasy nad morze i utonął.

Drugie kilka miesięcy temu pochowałam Ojca. Tato trafił do szpitala, gdzie zdiagnozowano mu wrzód żołądka (beznadziejny lekarz — inna historia). Tato powrócił do domu, a ja miałam wykonanie utworu w pięknej bazylice. Podczas mszy (z prymasem), na wejściu, na ołtarz sfrunął czarny motyl i zaczął krążyć pomiędzy ministrantami. Siadał na głowach, wywołał poruszenie, a ja poczułam lodowatą igłę w sercu. Kilka dni później biegłam do tej samej bazyliki modlić się o to, by Tato mój nie cierpiał — wiedziałam, że umiera na chłoniaka.”

         Inny wpis przekonywał, że to znak od tych, którzy odeszli http://strefatajemnic.onet.pl/ezoteryka/motyl-znak-od-tych-ktorzy-odeszli/v3xen

Pojawienie się motyla poprzedzał sen o zmarłym mężu autorki wpisu.

         Początkowo trochę przestraszyłam się, ale po przeczytaniu drugiego wpisu uświadomiłam sobie, że właśnie 19-go przypada 8 rocznica śmierci mojego męża. W ogóle nie pomyślałam o niej, pamiętam doskonale datę jego urodzin i imienin, bo nieraz je obchodziliśmy, ale rocznicę śmierci? Na co mi to? Nie chodzę na cmentarz, a zdziwionym zawsze odpowiadam, że druga połówka grobu jest dla mnie i na pewno (chociażby z powodów finansowych) tam trafię w stosownym czasie.

         Potem uświadomiłam sobie, że okrążenie przez motyla żyrandola ma też swój sens (choć wszystkie owady z muchami na czele zazwyczaj plączą się koło żyrandoli, nawet niezapalonych i dlatego tam zazwyczaj wieszało się na wsi lepy). W tym przypadku żyrandol mógł mieć znaczenie, bo był pierwszą samodzielną moją inwestycją po jego śmierci, bowiem wybrany przez męża zawsze wydawał mi się paskudny. Pisałam o tym w odcinku 122: „Samotność z żyrandolem” I sezonu Babci http://www.taraka.pl/samotnosc_zyrandolem 

         Potem im dalej, tym było gorzej. Motyl traktowany był jako symbol szatana i odejścia od Boga i tak dalej, nawet gdzieś przytaczano słowa Jana Pawła w tej sprawie, ale już dałam sobie spokój.

         Na pulpicie miałam otworzony nowy manifest. Otóż postanowiłam zakończyć „Prababcię ezoteryczną” i rozpocząć nowy rozdział: "Prababci Nieezoterycznej". Miałam gotowy tekst z uzasadnieniem. Brzmiało całkiem całkiem, tyle, że brakowało nowych odcinków. Pisanie wstępów jest fajne pod warunkiem, że następuje dalszy ciąg. Tymczasem po manifeście otwierała się pustka. Byłżeby ów czarny motyl sygnałem transformacji? Aprobaty dla zmiany wizerunku? Czy może wręcz przeciwnie, brakiem takiego pozytywnego odbioru.

         Dlatego też postanowiłam przytoczyć wymieniony tekst. W Akademii Astrologii Wojciecha Jóźwiaka, w jego nowej odsłonie „detekcja tranzytów” dzień 26 lipca obfituje w moich 10 tranzytów. Tylko co to oznacza? Chaos?        

Prababcia Nieezoteryczna 

1. Jakie jest imię moje? 

         Sygnały pojawiły się z kilku stron prawie równocześnie.

— Facebook zlikwidował mój profil „Babcia Ezoteryczna” i musiałam go zastąpić rzeczywistymi imionami i nazwiskiem – w dodatku i tak nie moim, rodowym, a urzędowym, nabytym w czasach, gdy obyczaj zakładał, że mężatka musi nosić nazwisko męża, chyba że znana była wcześniej ze swojego dorobku pod innym nazwiskiem lub pseudonimem – mogła dodać go jako drugi trzon do panieńskiego nazwiska. Młode dziewczyny na ogół nie wpadały na pomysł zachowania panieńskiego nazwiska, które mogłoby świadczyć o tym, iż nie są uczciwymi mężatkami, tylko konkubinami. Nie jestem też pewna, czy ustawa sprzed 1963 roku, której podlegałam, zawierając małżeństwo, w ogóle przewidywała dla kobiet jakikolwiek wybór w tym względzie. Tak czy inaczej, samozwańczo przyjęte miano Babci Ezoterycznej urzędowo zostało mi odebrane. Niestety nie jestem szamanką i nie znam szamana, który mógłby nadać mi PRAWDZIWE IMIĘ, muszę więc posługiwać się zaprzeczeniem imienia, nie zaś jego wersją pozytywną.

— Niektórzy dyskutanci odbierali mi prawo do przyjmowania miana Babci Ezoterycznej z racji mojego dyletanctwa w sprawach duchowości i wypowiadania się na tematy, o których nie mam zielonego pojęcia, a przede wszystkim nie spróbowałam poznania ich doświadczeń i teorii na własnej skórze.

— I wreszcie, do przemyśleń w tej sprawie skłoniły mnie II tura wyborów prezydenckich. Głosowałam poza miejscem swojego zamieszkania w punkcie mieszczącym się w pewnym niewielkim Urzędzie Gminy. Tam czas zatrzymał się na późnym PRL. Moim przyjaciołom, parze profesjonalnych fotografów, z legitymacjami dziennikarskimi, zabroniono robienia zdjęć, jakby dziwnym trafem przeniesiono nas w czasy słusznie minione. W dodatku, gdy podchodziłam do jednej z dwóch pań siedzących nad listami głosujących, zanim jeszcze sięgnęłam po zaświadczenie o prawie do głosowania, przekierowano mnie do pani, która obsługiwała obcych. Gmina liczyła sobie w 2004 roku 5302, a w 2008 roku 5207 mieszkańców (w tym same miasteczko 1158) i nie wierzę, żeby pani znała wszystkich okolicznych osobiście. Z wyglądu widać należało od razu zaliczyć mnie do Przybyszów. Wskutek tego uczucie, że jestem Obcym, rozprzestrzeniło się i na sferę duchowości, gdzie zaczynam być rozpoznawana jako raczej kontestatorka niż zwolenniczka. Przykro mi, ale nauki rozmaitych guru raczej wkurzają mnie niż biorą. A tak chciałabym zaufać komuś, przytulić się do duchowego Przewodnika (nie do odsetki bynajmniej), zaufać mu, porozumieć się przez n-wymiarową przestrzeń i n-czasowe światy w całkowitym oderwaniu od prędkości światła i innych fizycznych parametrów (łącznie z chemią uczuć). Ale jak to zrobić, gdy czytam wpis mojej bratniej duszy — Kaliny:

Soyen Shaku,

pierwszy nauczyciel zen, który dotarł do Ameryki, powiedział: "Moje serce płonie jak ogień, ale oczy są zimne jak popiół."

Opracował poniższe reguły, których codziennie przez całe życie przestrzegał.

"Rano, zanim się ubierzesz, zapal kadzidło i medytuj. Udawaj się na spoczynek o stałej godzinie. Spożywaj posiłki w jednakowych odstępach czasu. Jedz z umiarem i nigdy do stanu zaspokojenia głodu. Przyjmując gościa, zachowuj się tak samo, jak wtedy, gdy jesteś sam. Jeżeli jesteś sam, zachowuj się tak samo, jak wtedy, kiedy przyjmujesz gościa. Uważaj na to, co mówisz, a cokolwiek mówisz - realizuj w praktyce. Kiedy trafia się okazja, nie pozwól jej umknąć, lecz pomyśl dwa razy przed podjęciem działania. Miej nieustraszone podejście bohatera i kochające serce dziecka. Udając się na spoczynek, śpij tak, jakby to był twój ostatni sen. Gdy się obudzisz, natychmiast porzucaj łóżko, tak jakbyś porzucał parę starych butów."

Nie mogę oprzeć się stanowczej odpowiedzi: „No i może przypadkiem przy tych wszystkich wskazówkach poczuj się wolnym... Brrr... W ten sposób nigdy nie poczujesz smaku życia! Zdecydowanie jestem przeciwko takim zaleceniom!” Wszak nade wszystko nie lubię rano zrywać się i czy żąda ode mnie tego pracodawca, czy jakiś egzotyczny Soyen Shaku, jest mi raczej obojętne. Nie lubię też zasypiać z myślą, że mogę się nie obudzić; jeśli coś takiego mimowolnie mi się przytrafi, po prostu nie zasypiam, wypatrując cienia mijających godzin na suficie. (Dzięki komuś przyjaznemu mam już taki gadżet umożliwiający to.)

         I tak wyłączyłam się z kolejnej duchowej społeczności, zanim zdążyłam się do niej przyłączyć i nie zakosztowawszy jej zresztą. Jeśli miałabym kosztować wszystkich doświadczeń duchowych, jakie zalecają mi (i krytykują z powodu mojej ignorancji) dyskutanci Taraki, pewnie łatwiej byłoby mi pogrążyć się w marazmie typu „osiołkowi w żłobie dano, w jednym owies, w drugim siano”, co, jak wiadomo, skończyło się głodową śmiercią rzeczonego osiołka. W dodatku nie próbując, nie jestem w stanie dowiedzieć się, jakie korzyści mogłabym czerpać z zaangażowania w ich praktykowanie.

Tymczasem duchowe społeczności bombardują mnie zarzutami rodem z przesłuchań z czasów dawno szczęśliwie minionych: „Czy potrafisz napisać poprawnie 10 najczęściej błędnie pisanych wyrazów?”, „Dlaczego wizyta u psiego fryzjera kosztuje więcej niż twoje strzyżenie?” lub domagają się odpowiedzi albo wyraźnej ideologicznej deklaracji: „Kiedyś rozmawiałam ze zmarłymi, teraz moje zdolności trochę osłabły, nie wiem co może być powodem?” „Mandaty z fotoradarów wystawiane niezgodnie z konstytucją”, „odwieczne ślady Twojego serca wskazywały na rytm miłości” hmmm...”Jeśli komuś nie podobają się moje poglądy lub ma do mnie pretensje, to niech mi to napisze. Naprawdę już mnie to wkurwia i na siłę was tu nie trzymam, zwisa mi to towarzystwo kanapowych "magów" i jeszcze innych "wojowników" antyislamskich” (nie napiszę, choć jestem kanapowym magiem). „Rób albo nie rób, nie ma próbowania!” (a poniekąd dlaczego?).

         Czytam zachęty do lektury rozmaitych testów: „Jak ciemna jest twoja dusza?” (bardzo, bardzo ciemna, wstydzę się przyznać), „Jaki kolor ma twoja aura?” (brudny, oczywiście); kolejne przykazania kolejnych guru, jakby nie wystarczyły siermiężne, katolickie wpojone nam od dzieciństwa, a więc: „18 zasad życia według Dalajlamy”: może i niegłupie, ale to i tamto i tak wiem, a problem jest z przystosowaniem ich do własnej sytuacji i aktualnych warunków. Jak z przykazaniem „nie pożądaj żony bliźniego swego” w kontekście konkubinatu czy ślubu świeckiego. I wreszcie stanowcze polecenia: „Zajrzyj do gazetki Lidla” czy „Kup teraz z 1,99 zł”.

         Jak być ezoteryczną i uduchowioną w takim otoczeniu? Nie da się. A ponieważ odwieczna zasada: kto nie jest z nami, ten jest przeciwko nam, obowiązuje nadal, przechodzę więc do obozu przeciwnego z nadzieją, że tam mi się bardziej poszczęści. Jednocześnie jednak nie tracę nadziei, że objawi mi się prawdziwy szaman, który nada mi prawdziwe imię, o które warto będzie walczyć z całym światem i zaświatem.

         Napisałam kiedyś opowiadanie p.t. „Jakie jest imię twoje”, ale nie udało mi się odgadnąć imienia bohaterki, więc porzuciłam tekst. Niestety, on wraca, jak wszystkie teksty bez zakończenia. Biję się więc z myślami: przerobić się na Nieezoteryczną, czy nie? Czarny Motylu, o co ci chodziło?

Katarzyna Urbanowicz

Komentarze: 4

[foto]1. ostatnie zdjcie męża • autor: Katarzyna Urbanowicz (2015-07-21 15:32:03)


[foto]2. lubię Panią czytać • autor: helka /Helka (2015-07-22 12:27:42)

Pani ma niesamowity dar pisania. Przebija z Pani  bloga taka spokojna odwieczna kobieca mądrość. Dziękuję za całokształt.
Mam nadzieję, że ten Pani motyl będzie zapowiedzią dobrej przemiany.

Jeden z wątków, jaki Pani poruszyła idealnie rezonuje z moją wczorajszą refleksją i z tym, co napisał pan Wojciech na temat spożytkowania energii.
Łatwo przeżywać inne stany energetyczne podczas oderwanych od życia praktyk, ale jak pogodzić ćwiczenia, praktyki energetyczne, rytuały czy długie modlitwy z codziennością.  Chętnie odlecę sobie na jakiś czas, zamknę w klasztorze, szałasie czy innym eremie, popraktykuję u jakiegoś mistrza-przewodnika ale co wtedy z dzieckiem? ogrodem? z pracą? Nie wezmę urlopu od życia. Przekornie dodam, że chyba mężczyznom jest łatwiej, są bardziej oderwani od codzienności.

Nie odnajduję się w zorganizowanych grupach, często czuję swoją obcość, a raczej inność.
Szukam więc rozwiązań/praktyk, które pozwalają czerpać tę moc tu i teraz. Może nie jest tak silna, jak po głębokich praktykach, ale nadaje się do wykorzystania tu i teraz po ciężkim dniu. Coraz częściej się udaje robić świadomie. Czasem jest to konkretne działanie-praktyka, czasem intuicyjne-symboliczne, sen, bywa nagość w świetle pełni, czasem wystarczy poleżeć na gołej ziemi; dla mnie - byczka dotyk ziemi (Ziemi) jest dotykaniem Kogoś/Czegoś bliskiego i mocno życzliwego.




[foto]3. Ja też lubię • autor: Radek Ziemic (2015-07-22 20:10:56)

teksty tej Autorki. :-)

[foto]4. Podobnie jak i... • autor: Michał Mazur (2015-07-23 19:54:10)

Podobnie jak i ja :)
BTW jest taki motyl w Amazonii, na którego tubylcy mówią mariposa del muerte. Podobno gdy czuje się zagrożony to potrząsa skrzydełkami bardzo intensywnie, wówczas strząsa z nich toksyczny proszek... z tym że jest to szary, dość duży motyl (o ile dobrze pamiętam). Natomiast jednolicie czarne motyle, zachowujące się "dziwnie" a pojawiające się w różnych dziwnych miejscach, kontekstach lub jakimś szczególnym czasie to wątek spotykany w różnych opowieściach zw. z szamanizmem amazońskim. W zasadzie z tych opowieści wynika, jakby to były nie do końca "żywe" stworzenia a bardziej manifestacja energii