Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2001-02-12

Wojciech Jóźwiak

Cykl Saturna
O głównym planetarnym rytmie życia człowieka

Tranzyt Saturna przez medium coeli, zamykający trzecią i otwierający czwartą ćwiartkę jego cyklu oznacza czas, który trudno przeoczyć zarówno samemu zainteresowanemu, jak i jego biografom. Z reguły jest to czas jeżeli nie największego, spektakularnego sukcesu, to przynajmniej wyrazistego otwarcia, kiedy człowiek całego siebie rzuca na szale. W takim momencie znajduje się w stanie pełnego dysponowania swoimi mocami: i skutki tego, co może w takim czasie dokonać lub zapoczątkować, są do jego mocy proporcjonalne. Oczywiście znowu należy mieć na uwadze miarę właściwą danemu człowiekowi: ów sukces, wzlot, ujawnienie swoich sił jest zawsze na miarę możliwości, jakie komuś są pisane. Chociaż w czasie tranzytu Saturna przez medium coeli zdarza się też wykraczanie ponad właściwą sobie miarę.

Od tej tryumfalnej tonacji są odstępstwa. Początek czwartej, pozytywnej ćwiartki cyklu oznacza przecież także, analogicznie do początku ćwiartki drugiej (Saturn w imum coeli), przyjęcie na łono obywatelskiego społeczeństwa, z całą jego normalnością i społeczna miarą, kogoś, kto do tej pory ciężko pracował i staczał swoje walki na jego obrzeżach. Może więc w takim momencie nastąpić pewne spłaszczenie i znormalnienie niezwykłej poprzednio jednostki, powrót do ciepłego świata pełnych portfeli i mieszczańskich wygód. Odnosi się wrażenie, iż tak właśnie było w przypadku Chaplina. Inni znowu w omawianym momencie nie robią niczego spektakularnego, za to podejmują decyzje, które określą ich życie w dalszej perspektywie: tu przychodzi na myśl Hitler, który w okolicach tranzytu Saturna przez medium coeli wstąpił do partii, noszącej później nazwę NSDAP [przypis 3]. Są wreszcie wyjątki ­ takim jest Generał de Gaulle, który podczas swojego drugiego przejścia Saturna przez medium coeli, zupełnie niezgodnie z regułami cyklu, podał się do dymisji i wycofał się z roli politycznego ojca narodu na wiejskie zacisze.[przypis 4]

Jeżeli kontynuować metaforę Koła Fortuny (co bardzo przypomina obraz przedstawiany na dziesiątej karcie wielkich arkanów tarota), ćwiartka czwarta łączy dwie pozytywne cechy ruchu po kolistym torze: leży wysoko ­ w języku fizyki powiedzielibyśmy, że wysoka jest wtedy energia potencjalna ­ i ruch odbywa się w dół, a więc bez przeszkód, zgodnie z naturalnym porządkiem rzeczy, nie wymagając dodatkowego zasilania, a energia kinetyczna wzrasta. Jest to rzeczywiście pozytywny okres, kiedy uwarunkowania zewnętrzne wychodzą naprzeciw potrzebom, celom i oczekiwaniom człowieka, pozwalając mu w takiej pełni, na jaką go stać, rozwinąć swoje potencjalne możliwości. Miało to już miejsce w ćwiartce drugiej, ale teraz jeszcze sam człowiek jest jakby lepiej przygotowany na wspomaganie ze strony losu, które teraz jest jego udziałem, albo ­ można też powiedzieć ­ lepiej na nie zasłużył. Wchodzi w ten czas będąc sam bardziej niż wtedy zintegrowaną osobowością, lepiej potrafi określić, czego chce, bardziej jest świadomy swoich życiowych zadań. Okres ten sprzyja wszelkim formom działalności społecznej: posiada się wtedy znaczne nadwyżki energii (w szerokim sensie tego słowa), którymi można obdarowywać innych. Ogólne charakterystyki społecznej użyteczności, stosownego czasu na realizowanie kariery, na awans, rozwój ­ są bardzo podobne jak w przypadku ćwiartki drugiej.

Dzielący tę ćwiartkę na dwie ósme części punkt kier rozpoczyna (gdy Saturn przechodzi przez niego) ostatnią w przyjętej kolejności, ósmą część cyklu, której szczególny charakter polega na tym, że człowiek, który rozpoznał do tej pory swoje możliwości działania w świecie w warunkach w jakimś istotnym stopniu skonwencjonalizowanych, gdzie musiał się liczyć z warunkami zewnętrznymi i opinią innych, a jego skuteczność działania wyznaczana jest przez ogólno-społeczny kontekst ­ teraz poważa się na następny etap samorealizacji: na realizowanie swoich bardzo osobistych potrzeb i zamiarów, w których uwalnia się już spod dyktatu opinii publicznej i ocenia je własną, osobistą miarą. Znane są przypadki, kiedy właśnie w tym momencie następował początek wielkiej kariery, nie zaś wcześniej, przy tranzycie przez medium coeli [przypis 5]. Tak więc znowu czwarta ćwiartka rozpada się na dwie ósme części, siódmą liczona od medium coeli do punktu kier, kiedy będąc w swojej pełni sił człowiek realizuje nie tyle swoje, co społeczne oczekiwania, i na ósmą, liczoną od punktu kier do ascendentu, kiedy, na równie wysokim poziomie, powraca do siebie.

Jeżeli teraz powrócimy na początek tego artykułu, by związać koniec z opisanym tam początkiem, a mianowicie zjawiskami, które towarzyszą przejściu Saturna przez urodzeniowy ascendent, powstać może obraz nie budzący nadziei. W ostatnim siedmioleciu człowiek awansował na swój najwyższy poziom, teraz ma się zacząć okres obsuwania gruntu pod stopami... I rzeczywiście często tak się dzieje. Odnosi się wrażenie, studiując ludzkie życiorysy, że okresy pozytywne zostają przeżyte na energetycznym kredycie otrzymanym od losu ­ i to, jak i na co się ten kredyt wykorzystało, determinuje charakter następnej, negatywnej ćwiartki. Nadmiar swobody i możliwości dla wielu z nas jest pokusą do popełniania przewin i nadużyć ­ które dopóty, dopóki trwa okres wysokiej koniunktury i obfitego zasilania, uchodzą nam bez proporcjonalnych następstw. Ale czas życia na kredyt się kończy i przychodzi okres bilansowania dokonań i marnotrawstwa. Za grzechy przychodzi płacić, nawet najostrzej: utratą wolności, zdrowia, życia ­ albo też trzeba wykorzystane kredyty odpracowywać: w ten sposób zaczyna się nowy okres, kiedy znowu jest pod górę, kiedy musimy z siebie więcej dawać, niż możemy wziąć dla siebie.

Ale mam także wrażenie, że jeżeli ktoś dobrze spożytkował sprzyjający czas pozytywnej ćwiartki cyklu, może doświadczać następującej po niej ćwiartki negatywnej w zupełnie inny sposób. To, co dla kogoś przywiązanego do spraw światowych wydaje się materialną ruiną ­ i tak to będzie przeżywał i wzmacniał przez nastawienie swojego umysłu ­ dla kogoś innego będzie odłączeniem od trosk związanych z posiadaniem i uwolnieniem od nadmiaru światowych obowiązków. To, co dla jednego będzie bolesną deprywacją: utrata towarzystwa ludzi, z którymi był dotąd związany ­ dla innego będzie zgodnym ze świadomym wyborem, nadarzającym się odosobnieniem, powrotem do siebie w najgłębszym sensie. Aby rozpocząć następny etap rozwoju, nie można mechanicznie przejść doń z całym zebranym wcześniej bagażem ­ nie wszystko daje się nieść dalej. Każdy początek nowego, istotnego etapu rozwoju trzeba w jakiejś mierze zaczynać tak, jak zwierzęta zaczynały wielkie etapy swej ewolucji ­ od stanu jak najmniej wyspecjalizowanego, za to możliwie najbardziej ogólnego, ale przez to wolnego od tych wszystkich dokonań, które składają się (w przypadku człowieka) na obraz prawego obywatela, zasłużonego członka społeczeństwa, czy człowieka sukcesu. Jest się wtedy ubogim z punktu widzenia zewnętrznej oceny, ale za to najbardziej bogatym w sensie możliwości, które wtedy się otwierają. Będąc nikim, można iść dokądkolwiek. Każdy ruch wzwyż trzeba zaczynać od parteru. Doświadczenia ćwiartek negatywnych mają to do siebie, że zbliżają człowieka do najbardziej elementarnego poziomu odbierania świata ­ do przyrody, ziemi, wsi i korzeni, własnej biologii, a także do wewnętrznych warstw własnego umysłu, tłumionych w okresach życia światowego, podporządkowanego społecznej karierze.

Zejście Saturna pod horyzont (a w pewnej mierze także zjawisko opozycyjne: jego wynurzenie się spod urodzeniowego horyzontu) jest czasem, który tym, co dojrzeli do tego etapu w życiu, szczególnie sprzyja w rozpoczynaniu praktyki rozwoju duchowego, sprzyja poznaniu ukrytych możliwości umysłu.

Cykliczność opisanych powyżej przemian uwidacznia się jeszcze w okresowym zapominaniu i przypominaniu sobie pewnych planów i celów. Jest to kolejne zjawisko, które ostro się kłóci z naiwnymi wyobrażeniami o liniowym rozwoju, o stopniowym i proporcjonalnym postępie. Postęp taki zresztą ma miejsce, tyle że w bardzo ograniczonym przedziale czasowym: w granicach jednej ćwiartki cyklu. Zwykle początek ćwiartki stawia nas w sytuacji pustej przestrzeni życiowej, którą musimy dopiero wypełnić swoimi decyzjami i dokonaniami. Początkowe decyzje (często są one w potocznym sensie bardzo wyraziste: małżeństwo, osiedlenie się w jakimś mieście lub w nowym mieszkaniu, początek pracy lub interesu, studia, trafienie do więzienia... lista byłaby długa) zapoczątkowują rozwój: główne jakościowe określenia następują na samym początku, a dalszy rozwój ma charakter już raczej ilościowy: czegoś się dokonuje na większą skalę, jakąś swoją właściwość się umacnia, doświadczenia zebrane na jednym polu przenosi się na inne, podobne. To jest właśnie ten liniowy wymiar rozwoju, który mamy nawyk uważać za coś jedynie słusznego, a jakościowe przemiany, związane z dzielącymi punktami cyklu, za jakieś odstępstwa od normy i kłody rzucane pod nogi przez niesprawiedliwy los. Wielokrotnie obserwowałem u innych, a także przeżywałem sam, wielkie zaskoczenie, gdy coś, co tak wspaniale dotąd rokowało, trzeba było w pewnym momencie porzucać i zaczynać od początku coś nieznanego... Otóż nowy początek, związany z kolejną ćwiartką cyklu, z reguły nie jest wcale nowy. Liniowy rozwój, dokonujący się w trakcie danej ćwiartki, ma to do siebie, że jednostronnie powiększa jedne ze spraw, którymi się zajmujemy, ale kosztem innych, na które brakuje czasu, warunków i motywacji. Aby rozwijać coś, musimy stale z czegoś innego rezygnować. Ten zapas porzuconych i nie rozwiniętych, a w pewnym momencie kiedyś możliwych spraw, niby karma po śmierci a przed kolejnym wcieleniem, daje o sobie znać, gdy z pustymi rękami stoimy wobec otwierającej się przestrzeni możliwości w czasie tranzytu Saturna przez któryś z punktów kardynalnych horoskopu. I tak się staje, że kolejna ćwiartka cyklu, będąc zanegowaniem swojej poprzedniej, podnosi na nowo sprawy, zainteresowania, plany, tematy życia ćwiartki przedpoprzedniej. Dlatego gdy chcemy komuś z ruchu Saturna przewidywać przyszłość, powinniśmy go najpierw wypytać, które ze swoich spraw porzucił siedem lat przed spodziewanym tranzytem: istnieje bowiem wielkie prawdopodobieństwo, że to właśnie tamte sprawy, chociaż w nowej formie, teraz wrócą...

Przypisy:

3 Adolf Hitler (urodzony 20 kwietnia 1889, o godz. 18:30 w Braunau w Austrii ­ za R. T. Prinke, L. Weres, Mandala życia, Poznań 1982) jest wyjątkowo wdzięcznym przedmiotem dla badaczy cyklu Saturna. Dokładnie na tranzyt Saturna przez urodzeniowy ascendent przypada jego nieudany i zakończony uwięzieniem pucz w Monachium (typowe iskrzenie); Saturn w imum coeli przyniósł mu wybór na Reichskanzler'a; Saturn na descendencie ­ wzięcie się do ciężkiej pracy ­ to sprowokowanie II Wojny Światowej. Drugiego tranzytu przez medium coeli führer nie doczekał...[wróć]

4 Charles de Gaulle urodził się 22 listopada 1890 o 4-tej nad ranem w Lille (za M. Gauquelin, op.cit.)
M. Gauquelin podaje jego przypadek jako przykład przedwczesnych narodzin; według tego autora w takim przypadku pozycje planet nie mają związku z charakterem człowieka, chociaż tradycyjna astrologia twierdzi, że nie ma wyjątków... Może więc jest uzasadnione, że i przebieg cyklu Saturna byłby u tej postaci nietypowy? Z drugiej strony Generał, stojący w 1946 roku na czele rządu Francji, nie miał najwyraźniej miejsca na dalszą karierę. Na superprzywódcę w rodzaju Bonapartego ani ówczesna Francja, ani Europa wcale nie czekała - więc może De Gaulle po prostu nie miał dokąd pójść?[wróć]

5 Najsłynniejszym przykładem jest niewątpliwie Elvis Presley (ur. 8 stycznia 1935 o godz. 4:35, w Tupelo w stanie Mississippi; za M. Gauquelin, op. cit.), który właśnie w takiej fazie cyklu Saturna zdobył rozgłos pierwszymi nagraniami swoich piosenek.[wróć]




W książce "Cykle zodiaku": 1991. W Internecie: 12.02.2001


Wojciech Jóźwiak

Komentarzy nie ma.