Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2001-02-12

Wojciech Jóźwiak

Cykl Saturna
O głównym planetarnym rytmie życia człowieka

Przejdziemy teraz do omówienia następnych dwóch ćwiartek cyklu, czyli tego ponad czternastoletniego okresu w życiu człowieka, kiedy Saturn, na tle jego horoskopu urodzeniowego, w swoim bieżącym ruchu znajduje się powyżej horyzontu, w tej części nieba, która w momencie urodzenia była widoczna. W swoich najogólniejszych właściwościach ćwiartki trzecia (od descendentu do medium coeli) i czwarta (od medium coeli do ascendentu) są analogiczne do ćwiartek przeciwległych, to jest pierwszej i drugiej. Pierwsza miała generalnie negatywny charakter (słabnięcie i następnie stabilizacja na niskim poziomie), druga charakter pozytywny (odkrycie normalności środowiska społecznego i czerpanie z niego korzyści); kolejna ćwiartka trzecia ma charakter znowu negatywny, a jej początek ­ wynurzenie się Saturna spod horyzontu ­ może być równie dramatyczny, jak kiedyś zejście Saturna pod horyzont. Ćwiartka czwarta, na mocy ogólnego rytmu, znowu jest pozytywna. Obie wzięte jako całość, jako górna połowa cyklu Saturna, różnią się od dolnej połowy jedną wyrazistą cechą: w czasie trwania górnej połowy cyklu człowiek obdarzony jest bardziej zwartą konstrukcją psychiczną, jest lepiej zintegrowaną osobowością, lepiej wie czego chce, posiada ściślej określone życiowe cele, kieruje się bardziej jednoznacznymi zasadami, i ma w związku z tym większą zdolność podejmowania decyzji.

Ten zestaw pozytywnych cech należy rozumieć w bardzo względnym sensie. Bo rozważmy przykładową sytuację, kiedy ktoś rodzi się z Saturnem zachodzącym, a więc na tle jego horoskopu urodzeniowego planeta ta rozpoczyna swoją wędrówkę od descendentu, i idąc przez ćwiartkę trzecią około siódmego roku życia przechodzi przez medium coeli, rozpoczyna czwartą ćwiartkę, i około czternastego roku schodzi pod horyzont, czym zapoczątkowuje dolną połówkę cyklu. Powstaje w ten sposób paradoksalna sytuacja, kiedy, w myśl tego, co poprzednio powiedzieliśmy, człowiek ten, jako dziecko, do czternastego roku życia był zintegrowany wewnętrznie, dojrzały i rozwinięty, a w wieku czternaście ­ dwadzieścia dziewięć lat przeżywał okres niedojrzałości i dezintegracji. Otóż zarówno ogólna logika cyklu, jak i obserwacje, które doprowadziły mnie do sformułowania tych reguł, wcale takich sprzeczności nie pociągają: pozytywne cechy górnej połowy należy rozumieć tak, że ów człowiek dobrze i szybciej niż jego rówieśnicy rozwijał się w dzieciństwie, lepiej rokował, a zapewne sprawiał w tym okresie wrażenie nad wiek dojrzałego, natomiast po przekroczeniu wieku dorastania, co u niego zbiegło się z zejściem Saturna pod horyzont, nastąpiło opóźnienie w rozwoju i jakaś, względna, dezintegracja osobowości. Ale zarówno integracja w dzieciństwie, jak i dezintegracja w wieku starszym bardziej są widoczne raczej nie tyle w porównaniu z innymi fazami życia tego samego człowieka, co w porównaniu z rówieśnikami przechodzącymi właśnie przeciwstawne fazy cyklu.

Tak więc na trzecią ćwiartkę i czwartą możemy patrzeć jak na okresy życia analogiczne do ćwiartki pierwszej i, odpowiednio, drugiej, ale w pewien sposób podniesione na wyższy poziom. Wyższy stopień integracji, jaki jest wtedy udziałem człowieka, wpływa w specyficzny sposób na jakość czasu tych dwóch siedmioleci.

Koniec drugiej i początek trzeciej ćwiartki są podobne do tego, co działo się czternaście lat wcześniej. Odczuwalne jest słabnięcie koniunktury i własnych sił, a ponieważ zazwyczaj mamy nawyk, aby odpowiedzialnymi za to, co niekorzystne czynić jakieś czynniki zewnętrzne, więc oceniamy zmieniającą się sytuację jako zbieg niekorzystnych przypadków, które, jak mamy nadzieję, rychło miną. Tymczasem w rzeczywistości dzieje się coś innego: zmiany są głębsze. Dzieje się dokładnie tak, jakby droga, którą posuwa się wędrowiec, zaczęła prowadzić pod górę, albo jakby okręt, płynący dotąd z wiatrem, musiał zacząć przebijać się zygzakowatym kursem pod wiatr, albo jakby samochód zjechał z gładkiej szosy. Właśnie w bardzo podobny sposób w życiu i w jego koniunkturach odczuwalna jest zmiana jakości czasu. Jeżeli czas rozumieć nie jako abstrakcyjny wymiar, czysto matematyczną skalę służącą do datowania zdarzeń, ale jako czasowe środowisko w którym przez ileś lat, dni czy miesięcy przychodzi nam żyć, to każda zmiana ćwiartki cyklu Saturna przynosi ewidentną zmianę jakości tego środowiska.

Siedem (średnio) ostatnich, tłustych lat drugiej ćwiartki przyzwyczaiło nas do sprzyjającej koniunktury, do względnego powodzenia, a szczególnie rozpieścił nas ostatni podrozdział naszej biografii, czyli przejście Saturna przez czwartą ósmą część cyklu. Powstało wtedy bardzo budujące poczucie zgodności naszych celów, zamiarów i działań z tym, co jest możliwe, co obiektywnie udaje się w tej rzeczywistości, w której działamy. I właśnie początek trzeciej ćwiartki jest czasem rozczarowań. W poprzednich latach powiodło się uzgodnienie naszych celów i oczekiwań z obiektywnymi możliwościami. Był to stan, jak widać, idealny: nieomal zgodność ideałów z rzeczywistością. Niemal, bo w praktyce nie odbywa się to nigdy w sposób tak czysty. Teraz w tym miejscu na nowo tworzy się rozziew, ideały znów zaczynają się rozmijać z rzeczywistością. Wina jest obustronna: przychodzą zarówno niekorzystne zmiany w zewnętrznym środowisku, w którym działamy, które nie pozwalają nam tak szeroko rozwijać skrzydeł, jak dotąd, jak i nasze oczekiwania rosną: bo w miarę jedzenia w poprzednim okresie, urósł apetyt. Spotykają się więc rozbudzone ambicje i słabnące możliwości ich realizacji. W analogicznej sytuacji sprzed około czternastu lat, przy przejściu Saturna z czwartej do pierwszej ćwiartki, ta przemiana była jeszcze boleśniejsza, bo towarzyszyło jej zachwianie równowagi umysłu, związane z omówioną wcześniej dezintegracją. Wówczas człowiek naprawdę tracił punkty oparcia, a nie mogąc ich znaleźć w sobie, szukał ich na zewnątrz; stąd przemożna była wówczas tendencja do wysiłków, mających na celu utrzymanie się na powierzchni normalności. Teraz sytuacja jest zmieniona o tyle, że pozostaje w małym stopniu naruszony kościec psychiczny człowieka, jakim są jego dalekosiężne plany, cele, zamierzenia i wartości ­ a także to, co on w głębokim sensie uważa za moje, przynależne do jego ja. Punktem oparcia w rozsypującym się świecie odziedziczonym z drugiej ćwiartki staje się ambicja. O ile tamta, pierwsza ćwiartka była czasem słabnięcia i poddawania się losowi, to obecna, trzecia ćwiartka, jest czasem wysiłku, trudu i walki. Jej istotą jest to, że człowiek osaczony przez przeciwności losu (a bywają one równie potężne, co w ćwiartce pierwszej) nie stoi z opuszczonymi rękami ­ lecz przeciwnie, aktywnie przeciwstawia się losowi i staje do walki.

W zrozumieniu tej dynamiki czasu pomocna jest analogia z ruchem po pionowo ustawionym, kolistym torze. Ćwiartka pierwsza była czasem spadania, pogrążania się, zbliżania się do dna. Ćwiartka druga było to wydobywanie się, wznoszenie ­ kosztem rozpędu uzyskanego poprzednio. Tym rozpędem był zasób doświadczeń przekształcających osobowość, których nabyliśmy w tamtej negatywnej, pierwszej ćwiartce, a które, bez owej dezintegracji, nie miałyby do nas dostępu, co nie pozwoliłoby nam na osiągnięcie określonego poziomu dojrzałości, koniecznego do funkcjonowania w pozytywnej, drugiej ćwiartce. Ćwiartka trzecia jest też wznoszeniem, ale w innym sensie: jest to mozolna droga pod górę, wymagająca nieustannego wysiłku i mobilizacji, gdzie nic nie przychodzi za darmo, nic nie jest prezentem od losu, a wszystko trzeba zapracować sobie wysiłkiem wielokrotnie większym, niż w epoce poprzedniej, i gdzie wszystko jest surowym sprawdzianem naszej dojrzałości, sprawności i zaradności. Można też tak patrzeć z ogólniejszego punktu widzenia na tę sprawę, że łagodne czasy drugiej ćwiartki były właśnie prezentem od losu i kredytem, kosztem którego możemy udać się na wspinaczkę ćwiartki trzeciej.

Omawiane (średnio) siedmiolecie ma kilka wariantów, zależnych od ogólnych (a w astrologii określonych horoskopem urodzeniowym) predyspozycji człowieka. Jednym z nich jest poważne wzięcie się do roboty. W tym wariancie człowiek, od którego odwraca się fortuna właściwa dla okresu poprzedniego, nie mogąc zajmować się z powodzeniem wielością spraw, jak to miało miejsce do tej pory, skupia się na jednym zadaniu, jemu podporządkowuje swój czas, zamiary i wysiłki, rezygnując z mnóstwa rzeczy, znajomości, kontaktów i rozrywek. Znamy z życia ten mechanizm losu: często tak poważnieją ludzie, którzy założyli rodzinę, albo zaczęli swoją poważną pracę. Zazwyczaj tak się zresztą składa ­ i nie jest to przypadkiem, gdyż za to odpowiadają te same przemiany jakości czasu oraz energii, na których człowiek pracuje ­ że w tym samym momencie, o którym mówimy, przy przejściu Saturna przez descendent, zawierane są małżeństwa lub podejmowane inne poważne decyzje, nieodwracalnie determinujące czyjś los [przypis 1]. Obserwator ma przy tym wrażenie, że ów człowiek z rozmysłem rezygnuje z uroków, jakie przynosiło mu dotychczasowe życie, jakby to wszystko, co miał dotąd i czym żył, okazało się niewystarczające, i że istnieje jakiś ukryty cel, ukryte przeznaczenie, nie do końca znane samemu zainteresowanemu, które każe mu jawnie zubażać swoje życie, wybierając jedną tylko z wielu dotąd jego stron, i ze stanu takiej jednostronności rozpoczynać dalszą pracę. Można zaobserwować czasami wręcz masochistyczny aspekt takiego postępowania: człowiek jakby sprzymierza się ze swoim niezbyt przychylnym losem i wybiera taka linię działania, jakby sam świadomie chciał utrudnić start w nowym etapie życia.

Inny wariant rozwoju sytuacji można określić hasłem udanie się na poszukiwanie. Przyczyny na poziomie zjawiskowym są podobne: dotychczasowy okres radosnej dowolności zaczyna wydawać się dręcząco nie wystarczający, osiągnięte sukcesy okazują się nie tym. Istnieje wielka potrzeba posiadania jednego celu i jednego zadania, tyle że nie wiadomo, czym właściwie ma być ów cel. A stan umysłu w omawianym okresie jest taki, że pierwsza lepsza propozycja nie zadawala. Zaczyna się okras uporczywych poszukiwań.

Trzeci z kolei wariant (nie podejmuję się podać ich liczby, ani wyliczyć ich w jakiejś uporządkowanej, logicznej kolejności) to stan rzucenia na wzburzone morze. W ogóle cechą tej właśnie ćwiartki cyklu jest największe wzmożenie przygód losowych: największa amplituda życiowych burz, przez które się przechodzi. Ludzie w tym okresie mają największą skłonność do ryzykowania, do przyjmowania wyzwań ze strony losu, a także do poszukiwania wszelkich mocnych wrażeń. Oczywiście tendencje, o których mowa, przejawiają się w sposób proporcjonalny do właściwej każdemu natury. W przypadku, który wyliczam, główną cechą trzeciej ćwiartki jest to, iż przejawia się ona jako pasmo nie uporządkowanych zaburzeń, zmiennych przedsięwzięć, przeżywania skrajnych doświadczeń ujętych w przysłowie raz na wozie, raz pod wozem. Tak więc charakter negatywnej trzeciej ćwiartki cyklu Saturna można zawrzeć w haśle trud i skrajne doświadczenia.

Znowu, podobnie jak w przypadku poprzednich dwóch ćwiartek, omawiany okres dzieli się na dwie ósme części i zasada różnicująca oba podokresy jest podobna jak poprzednio: w pierwszym, to znaczy w piątej ósmej części cyklu, w czasie ruchu Saturna od descendentu do punktu pik, przeważa orientacja zewnętrzna: szukanie wzorów w świecie zewnętrznym i w tym, co ogólnie przyjęte ­ w takim stopniu, oczywiście, w jakim charakter tego okresu, generalnie bardzo indywidualistyczny, w ogóle pozwala. Przeważa wtedy także postawa sam przeciw wszystkim; zdolność do wchodzenia w jakieś bardziej intymne, poufne związki z ludźmi, jest mocno ograniczona, i zazwyczaj zostaje wysycona (jak wiązania chemiczne) przez związki z najbliższą rodziną. To twarde i pionierskie nastawienie, po przejściu Saturna przez dwusieczną ćwiartki, czyli przez punkt pik, ulega zmianie o tyle, że łatwiej wtedy o znalezienie w świecie myślących i działających podobnie do siebie, i wejście z nimi w bliższe związki, a zatem uspołecznienie własnych wysiłków. W zgodzie z klimatem tego czasu jest przynależność do jakichś grup eksperymentujących i nie oszczędzających się w pracy. Być może w takiej fazie cyklu pracowały zespoły amerykańskich firm informatycznych, które na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych dokonały rewolucji mikrokomputerowej (z moich obserwacji wynika, że w grupach rządzących się wyrazistymi celami i zasadami dokonuje się selekcja na zgodność fazy cyklu Saturna) ­ a na pewno, bo znany jest jego horoskop [przypis 2], w tej właśnie trzeciej ćwiartce cyklu Charlie Chaplin w wariackim tempie jednej premiery na tydzień produkował ze swym zespołem w Kalifornii swoje nieme filmy, które przeniosły go historii.

Ostatni etap trzeciej ćwiartki, po punkcie pik, ma z reguły cechy wytężonej pracy obliczonej na rychle spodziewany cel i sukces. Oczywiście skala i miara tego sukcesu wyznaczona jest przez całość natury danego człowieka, czy wręcz przez jego przeznaczenie (w jakiejś mierze odkrywa je horoskop urodzeniowy) ­ a spełnienie wysiłku, jeżeli ma przyjść, przychodzi przy tranzycie Saturna przez medium coeli, najwyższy punkt urodzeniowego nieba.

Obserwacje każą podejrzewać, że trzecia, z punktem pik pośrodku, ćwiartka cyklu Saturna jest najtrudniejsza ­ dosłownie ­ do przeżycia. Zapewne owo natężenie losowych przygód i związanych z nimi emocji wpływa negatywnie na biologiczną równowagę organizmu ­ i jeżeli niektórych hartuje, to wielu powala. Wydaje mi się ­ chociaż nie posiadam miarodajnych statystyk ­ że prawdopodobieństwo śmierci największe jest właśnie w tym okresie, w skali wystarczającej do tego, aby położenie Saturna w opisywanym tu układzie odniesienia na równi z innymi czynnikami uwzględniać przy próbach prognozowania czasu śmierci.

Przedstawiony powyżej opis trzeciej ćwiartki należy jednak koniecznie uzupełnić o tę charakterystykę, którą wcześniej przypisano ćwiartce pierwszej. Jeżeli poziom sił witalnych człowieka jest (z jakichś przyczyn) niski, doświadczenia trzeciej ćwiartki mogą dla niego wyglądać bardzo podobne jak niska i schyłkowa dynamika ćwiartki pierwszej.

Przypisy:

1 Pewien znany mi buddyjski mnich właśnie podczas tranzytu Saturna przez urodzeniowy descendent przyjął ślubowania właściwe dla swego stanu, przy czym równie poważnie zastanawiał się, czy zamiast tej decyzji się nie ożenić.[wróć]

2 Urodzony 16 kwietnia 1889, godz. 8 rano w Londynie. (za M. Gauquelin, Your Personality and the Planets, New York 1980; w przygotowaniu jest polskie wydanie tej książki nakładem Wydawnictwa Głodnych Duchów).
( Przypis pisany w 1990 r. Książka ta została wydana pod tytułem "Planety a osobowość człowieka" w 1994 r. nakładem nie istniejącego już Wydawnictwa Warsztat Specjalny. Przypis 2001 r.)[wróć]


W książce "Cykle zodiaku": 1991. W Internecie: 12.02.2001


Wojciech Jóźwiak

Komentarzy nie ma.