Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2013-06-08

Wojciech Jóźwiak

Ciemna literatura

Jak jest (podobno) w kosmosie ciemna materia i ciemna energia, i jak jest (podobno) ciemny internet (niedostępny po zwykłych linkach i Googlach, a podobno znacznie obszerniejszy od tego jasnego), tak jest też ciemna literatura. Zacząłem o niej myśleć, kiedy Tarakowy komentator „Mettanokit” napisał notkę „Re: Szukam szamanów”, gdzie napisał: „Osobiście od początku mojej drogi podążam tylko drogą rdzennych nauczycieli z przekazem.” Taki pogląd i postawa nie dziwią, w „naszym kręgu” je się spotyka, ale od czego/kogo to się zaczęło? Słowo „rdzenni” w zwrocie „rdzenni nauczyciele” to przekład z ang. native, więc „urodzeni” - w domyśle: „na miejscu”, czyli tubylcy Ameryki, w odróżnieniu od przyjezdnych Anglosasów i innych Białych. Kiedy miałem lat dwadzieścia parę nikt nie szukał duchowych nauczycieli u Indian. Szukało się ich, owszem, ale głównie w Indiach, odkrywany był Zen, więc Japonia, jeszcze świeższym odkryciem był Tybet z jego Wadżrajaną. Ja sam pierwszy raz usłyszałem o kimś „kto terminował u indiańskiego mistrza” dopiero około 1980 roku i było to echo... tak! Carlosa Castanedy, o którym dopiero wtedy słuchy zaczęły docierać do Polski, chociaż pisać zaczął w USA w archaicznym r. 1968. Ktoś z moich znajomych wtedy właśnie zaczął czytać Castanedę i to echo doszło do mnie. Bo – co najważniejsze – Castaneda był pierwszym, który rzucił hasło: duchowej wiedzy uczmy się od mistrzów indiańskich.

Ciekawe, że Don Juan Matus, mniemany mistrz Castanedy (który – nigdy nie dość nudnego zrzędzenia o tym - nie istniał, był kreacją literacką) był bi-egzotem (słówko wymyślone na wzór bi-sz-kopta, biszkopt to pieczywo dwa razy pieczone, bi-egzot istota podwójnie egzotyczna), ponieważ raz egzotyczny, Inny, jako Indianin, a drugi raz Inny jako człowiek z nie-jankeskiej, łacińskiej części Ameryki, ze wciąż Innego, alienicznego dla Amerykanów (tych z USA) Meksyku.

Książki Castanedy ewidentnie należą do ciemnej literatury. Po czym poznać ciemną literaturę? Nie dostaje się za nią nagród Nobla. Nie wchodzi do literaturoznawczych kanonów, nie jest polecana ani uczona w szkołach przez polonistów, anglistów i innych „istów” od narodowej kultury. Typowe dla niej jest, że w niej jest „coś nie tak” z jej autorstwem i pochodzeniem. Typowe są dla niej „ściemy” czyli mistyfikacje: pisanie pod cudzym nazwiskiem, manipulacje gatunkiem literackim, np. powieść-fikcja (nawet można powiedzieć, głęboka fikcja) ogłaszana za literaturę faktu czyli prawdę, podpieranie się „odczytami akaszy”, albo używanie literackich gatunków nie uznawanych przez „scholarów”, np. proroctw. Przez kulturę wysoką i jej kustoszy jest traktowana z niesmakiem, jakby nieświeży towar brany dla higieny przez gumową rękawicę.

Poza „naszą” ezoteryką, klasyką ciemnej literatury są „Protokoły mędrców Syjonu”. W przypadku „Protokołów” widoczna jest jeszcze jedna charakterystyczna cecha ciemnej literatury: nie jest ona oryginalna i jej wykonawcy nie silą się na oryginalność. Dzieła ciemnej literatury są zazwyczaj przepisywane-odpisywane, albo przerabiane z wcześniej istniejących. Przypominają plotkę lub urban legend, która też jest nieustannie przerabiana z swoich wcześniejszych wersji.

Mimo tych wszystkich defektów, ciemna literatura wywiera na nas wielki wpływ. Początki wielu „ogólnie krążących” idei pochodzą z ciemnej literatury. Dwa przykłady: każdy słyszał o poglądach i opowieściach, jak to Jezus albo za młodu zanim zaczął nauczać, albo po szczęśliwej ucieczce z grobu, udał się do Indii. Niedawno znalazłem źródło tej legendy: jest nim „The Aquarian Gospel of Jesus the Christ”, czyli „Ewangelia Jezusa Chrystusa Epoki Wodnika” z 1908 roku; tekst cały w sieci TU. Dzieło Leviego H. Dowlinga, amerykańskiego pastora-kaznodziei, medyka i naukowca-amatora, który jak twierdził, z „kroniki akaszy” wyczytał prawdziwe dzieje Jezusa. Kto nie słyszał o Dzieciach Indygo? Ten pomysł pochodzi od pewnej jasnowidzącej z lat 1960-tych (zob. w Wikipedii: Indigo children), a rozpropagował go autor-przekaziciel channelingów Lee Carroll.

Channelerzy są potężnymi producentami ciemnej literatury, a co więcej, właśnie w praktyce channelingów w pełni ujawnia się pewna charakterystyczna cecha ciemnej literatury, i to cecha „koronna”, bo odróżniająca ją od literatury zwykłej czyli tej jasnej: w ciemnej literaturze obciach jest przyznać się, że jest się autorem! To jest coś, co najradykalniej odróżnia obie te literatury. O ile w tej zwykłej autor jest honorowany za to, że jest autorem, i im bardziej „jego i własne” jest to, co napisał, tym większa dla niego chwała i zaszczyt, to w ciemnej literaturze przyznanie się do autorstwa, do stworzenia dzieła, byłoby obciachem właśnie. A nawet gorzej, bo autor ciemnego literackiego dzieła, gdyby przyznał się do tego, że je stworzył, przyznałby się jednocześnie, że to dzieło – a raczej, jak przyjęte jest w tej części literatury mówić, przekaz – zmyślił, a więc obrzydliwie i egoistycznie sfałszował! Przyznając się do autorstwa, dzieło to by zniszczył. Jak widać, pogląd o związku między autorem i dziełem w obu tych „frakcjach” literatury jest dokładnie przeciwny. Co dobre w części ciemnej, jest złe w tej zwykłej, a co dobre w zwykłej, jest fatalne w ciemnej.

Barbara Marciniak (zob. też tu: plejadianie.pl), gdyby chciała swoje wizje wyrazić jako powieści science-fiction lub fantasy, być może by nie osiągnęła pisarskiego sukcesu; tymczasem zręczne wypromowanie ich jako „prawdy”, bo channelingi z zasady mają być prawdą, a nawet jakąś „wyższą prawdą”, sukces ten jej przyniosło.

Co nie znaczy, że channelingi potępiam i odrzucam, no nie! Tylko że fascynowanie się plejadianami i kursami cudów skutecznie odwraca uwagę i zasłania to, co w tym zjawisku jest głównie ciekawe: to, jak powstają takie wizje i co faktycznie zawierają, niosą? Oraz czy każdy może nauczyć się tej umiejętności channelowania (albo właśnie nie każdy?) i wykorzystać ją do jakichś pożytecznych celów? Oraz: czy są lub być mogą jakieś metody takiego nauczenia? Zwierciadlanie podobna jest sprawa z przypominaniem sobie poprzednich wcieleń. Ciekawe jest tu nie to, że ktoś dostaje przekaz, że był akurat egipską księżniczką, tylko to, jak to się dzieje, że umysł umie generować na poczekaniu takie wizje, oraz jak by można ten niewiarygodnie potężny potencjał twórczy umysłu, który stoi za tym zjawiskiem, wykorzystać z pożytkiem?

W polskim kręgu wpływowym egzemplarzem ciemnej literatury jest lub była Przepowiednia Wernyhory z jej nieuchwytnym niby Don Juan Matus wygłosicielem, oraz jej XX-wieczne przedłużenie, Przepowiednia z Tęgoborza. „Powstanie Polska od morza do morza” - i znów retoryczne pytanie: kto tego nie słyszał?

O ile zwykła literatura, w anatomicznej przenośni, odpowiada głowie społecznej świadomości czy dyskursu, to ciemną literaturę porównałoby się do brzucha. W czym się też przejawia jej „jelitowa” wpływowość i skuteczność tego wpływu.

Ciemna literatura ma wiele wspólnego z ezoterycznym folklorem – nowoczesnym ezoterycznym folklorem miejskim, jak go kiedyś nazwałem, do badania którego potrzebna by była nowa dziedzina wiedzy: neoetnologia. Podobnie ciemna literatura aż się prosi, żeby powstała specjalna nauka ją badająca. Jakaś historia ciemnych idei?


Wojciech Jóźwiak


Wojciech Jóźwiak

Komentarze: 14

[foto]1. Native • autor: Mettanokit (2013-06-10 11:17:18)

Skoro zostałem przywołany to muszę się wypowiedzieć
To że Castenada i podobni autorzy są wątpliwej reputacji
wcale nie oznacza negowanie całej wartościowej literatury tworzonej przez rdzennych autorów takich jak Grandmother Twylah Nitsch Hurd i jej wnóczka Jamie Sams oraz Venerable Dhyani Ywahoo a także Sun Bear i Black Elk

Pozdrawiam
Mettanokit

[foto]2. Castaneda? • autor: Wojciech Jóźwiak (2013-06-10 14:12:55)

Ależ Mettanokicie, nigdzie nie neguję wartościowej literatury indiańskich (czy innych rodzimych*) autorów. Opowieści Black Elka są dla mnie jedną z najbardziej pozytywnie zaczytanych książek! Powiedziałem tylko tyle, że trwająca od jakiegoś czasu moda na Indian jako duchowych nauczycieli została zapoczątkowana przez Castanedę i pochodzi z tego ciemnego źródła.
Dodam, że źródło lub pochodzenie pewnej wiedzy może być ciemne, a mimo to ta wiedza może być wartościowa. Ciemne pochodzenie - z ciemnej literatury - ma enneagram. Astrologia. Dzieła Szekspira!

"Ciemność" nie oznacza jakiejś "gorszości". Tak określam te dzieła lub przekazy, które nie wiadomo jak powstały, lub co do których głoszono, że powstały inaczej niż faktycznie.

Z innych ciekawostek, ciemne jest "Słowo o pułku Igora" - które ma wszelkie cechy literackiego apokryfu, jeśli nie użyć słowa "fałszerstwo". O "Księdze Welesa" pisałem kilka lat temu.

[foto]3. Przypis pod gwiazdką • autor: Wojciech Jóźwiak (2013-06-10 14:13:53)

Jakoś mi "zgrzyta" tłumaczenie native przez "rdzenny".

[foto]4. Ciemność i jasność • autor: Wojciech Jóźwiak (2013-06-10 14:42:56)

Właściwie, "ciemność" i "jasność" tekstów (dzieł literackich lub przekazów) można sprowadzić do jednego punktu:
W przypadku tekstu (dzieła) jasnego, jego twórca mówi: "Tak, ja to napisałem, wymyślilem, wynalazłem, stworzyłem".
W przypadku tekstu (przekazu) ciemnego, jego przekaziciel mówi: "Nie, to nie ja to wymyśliłem itd."
Co można dodać: że ciemna literatura jest starszym gatunkiem niż ta jasna. Anonimowe pieśni, baśnie, mity, eposy są znane od (dużo) dawniej niż dzieła autoryzowane.

[foto]5. Anonimy • autor: Przemysław Kapałka (2013-06-12 20:46:32)

Autorzy tych anonimowych eposów, ballad itp. chyba nie tyle mówili "to nie ja", co nic nie mówili :) Nawet gdyby się przyznali do autorstwa, to nie było jak tego zapisać i z czasem zostali zapomniani. W końcu te dawne anonimowe dzieła to nie jest żadne literackie podziemie, tylko coś, co nie zdołało się w pełni wykształcić.

Czy ktoś czytał pracę habilitacyjną "wstęp do imagineskopii"? To jest dopiero podziemie i ciemna literatura!

6. 'Wstęp do imagineskopii" • autor: Krabat (2013-06-13 10:37:10)

Czytałem w liceum i zastanawiałem się, czy pod pseudonimem Śledź Otrembus Podgrobelski ukrywa się Lem czy Mrożek. Później, oczytawszy się w pracach naukowych i naukawych, zrozumiałem że autor był prekursorem Sokala.

[foto]7. Imagineskopia i ciemna literatura • autor: Przemysław Kapałka (2013-06-14 16:24:29)

Jak na Lema za mało elementów ścisłych, a jak na Mrożka za dużo. Podobno zidentyfikowali autora, jest nim jakiś krakowski ekonomista.

Wojtku, czy nauki Osho i jemu podobnych zaliczasz do jasnej literatury, czy do ciemnej?

[foto]8. Osho • autor: Wojciech Jóźwiak (2013-06-14 16:44:36)

Pism Osho właściwie nie czytałem. Próbowałem, ale po kilku kartkach nużył mnie swoim gadulstwem i powierzchownością.
Ale zdaje się nie twierdził, że jakiś duch lub bóg dyktuje mu książki, ani nie zmyślił swojego mistrza, pisał pod własnym imieniem - więc należał do tej jasnej :)

9. Jezus w Indiach • autor: (2013-07-22 07:03:27)

O tym pisał Renan(?) w książce "Życie Jezusa" (?) wydanej ok 1860 roku. Pisarz francuski. Mogłem przekręcić nazwisko i tytuł książki.

10. Termy i inne takie • autor: mechlinski.pawel (2019-04-09 14:47:33)

Taka channelowana i ciemna literatura jest typowa też dla buddyzmu. Była od początków spisywania sutt tradycja niepodpisywania się przez mnicha pod tekstem swoim własnym imieniem, a także tybetańskie termy, teksty mistrzów sprzed wieków odkrywane w snach lub w nietypowych miejscach fizycznych, np. skałach, posągach, albo jeszcze zsyłane wprost przez pozaludzkie istoty.
Czy pod tą kategorie można też podrzucić literaturę współczesnych religii objawieńczych czy w ogóle religii, których zasady były podyktowane przez wyższe siły? Mahomet zasady islamu otrzymał w snach czy wizjach od anioła-reprezentanta, współcześnie są np. "ufo-cults", np. raelianizm. Swoją drogą, właśnie jesteśmy w środku 115 rocznicy spisania przez Aleistera Crowleya Księgi Prawa - także przekaz, channeling.

[foto]11. Ciemna literatura tylko w Europie? • autor: Wojciech Jóźwiak (2019-04-09 16:44:53)

Określenie "ciemna literatura" ma sens tylko w Europie -- lub gdzie indziej, gdzie było przyjęte, że test ma swojego autora, autor zaś dba o to, żeby prawdę odróżniać od zmyślenia, wizji lub zasłyszenia -- i od fikcji czyli twórczości literackiej. W buddyźmie tego zwyczaju nie było, więc też nie ma tam sensu wyróżniać termy lub sutry jako "ciemne". A właściwiej, one są ciemne ("ciemno-literaturowe") dopiero z naszego punktu widzenia. Ta ciemno-literaturowość stopniuje się. Jeśli Sutra Serca została napisana po chińsku (co prawdopodobne) i wstecznie przełożona na sanskryt, to jasne, że jest apokryfem czyli ciemną literaturą.

[foto]12. Polecam o Słowie o wyprawie Igora, trzy-wieczny spór trwa • autor: Wojciech Jóźwiak (2019-04-09 17:44:47)

[foto]13. NT • autor: artur olczykowski /Artur Olczykowski (2019-04-11 18:53:53)

Co z ewangeliami? Anonimowe dziela pisane pod innym imieniem, przekazywane jako prawda historyczna?

[foto]14. Też. Ale zawahałem się. (Poprawka) • autor: Wojciech Jóźwiak (2019-04-11 20:05:41)

W tekście napisałem: "Typowe dla [ciemnej literatury] jest, że w niej jest „coś nie tak” z jej autorstwem i pochodzeniem."
Co w tym przypadku jest raczej jednoznaczne.

Tu po wahaniu, poprawka:
Pojęcie ciemnej literatury ma sens (chyba?) tylko w odniesieniu do naszych czasów i naszej kultury, czyli tam, gdzie wynaleziono pojęcie autora, jako realnej fizycznej osoby, która autoryzuje dzieło -- przypisuje je sobie.
W czasach i miejscu powstawania opowieści o Jezusie wprawdzie pojęcie autora już istniało (Józef Flawiusz pisał swoje i podpisane przez siebie dzieła w tym samym pokoleniu co ewangeliści lub pokolenie wcześniej) -- ale czy traktowano je aż tak poważnie jak później i obecnie? Chyba nie, o czym świadczy masa apokryfów podpisywanych imionami autorów "sławniejszych".