Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2019-09-28

Wojciech Jóźwiak

Chrześcijaństwo, lewica, poczucie winy

Paweł Droździak na FB 24 września napisał przy okazji amerykańskiej wizyty Grety Thunberg... Zacytuję w całości, ryzykując naruszenie kopyrajtu:

Chrześcijaństwo nie zawdzięcza swojej popularności sile Rzymu, ani przewadze krucjat. Zawdzięcza swój sukces sposobowi, w jaki adresuje poczucie winy, które jest składnikiem każdej psychiki. Chrześcijaństwo poczucia winy nie tworzy. Ono je w człowieku odnajduje i nadaje mu treść, dzięki czemu życie z tym poczuciem winy staje się bardziej znośne. Współcześnie jesteśmy świadkami powstawania religii, która może powtórzyć karierę chrześcijaństwa bazując na podobnym pomyśle. Tak jak chrześcijaństwo odwracało porządek relacji miedzy człowiekiem i Bogiem, bo to Bóg za człowieka umierał, tak ta współczesna religia odwraca porządek relacji miedzy rodzicem i dzieckiem, bo to rodzic będzie winny, a dziecko będzie w umyśle rodzica obrazem karzącego sumienia.

I w tym miejscu następuje zdjęcie zagniewanej Grety T.

Tu są dwie kwestie. Jedna, że należałoby jakoś uświętować to odkrycie, że chrześcijaństwo stoi na opoce poczucia winy. Bo to już wiemy, ale to za mało: warto tym się ucieszyć. Jak? Np. wyszukując miejsca u Klasyków, którzy mówili o tym samym lub podobnym. Mnie przypomniał się od razu Nietzsche z „Tako rzecze Zaratustra”, najlepiej w oryginale:

Der Mensch selber aber heisst dem Erkennenden: das Thier, das rothe Backen hat. // Wie geschah ihm das? Ist es nicht, weil er sich zu oft hat schämen müssen? // Oh meine Freunde! So spricht der Erkennende: Scham, Scham, Scham – das ist die Geschichte des Menschen!

Co zostało przełożone tak:

Człowiek bowiem zwie się dla poznającego zwierzęciem o zarumienionych policzkach. // Jak to się stało? Czy nie dlatego, iż zbyt często musiał się wstydzić? // O, przyjaciele moi! Tak rzecze poznający: wstyd, wstyd, wstyd – oto historia człowieka! [1]

Poczucie winy jest odmianą wstydu; właściwie jest synonimem wstydu. Wstyd jest jedną z trzech kardynalnych negatywnych emocji Enneagramu (pozostałe to lęk i gniew). Właśnie wstyd, a nie inna z tych emocji, został tu wzięty pod światło, ponieważ jest – jakoś – związany z granicą między zwierzętami a człowiekiem. Człowiek jest zwierzęciem wstydzącym się – rzecze Nietzsche. Droździak dopowiada: i na szczególnym wynalazku w gospodarowaniu wstydem zasadziło się chrześcijaństwo i temu wynalazkowi zawdzięcza swój sukces. Wstyd czyli poczucie winy położyło jako medium pomiędzy człowiekiem a Bogiem. Zdaje się, że oryginalni Grecy, „poganie”, nie znali tego uczucia. Czy ktoś o tym szerzej pisał, odkrywał, tę arcy-ciekawą kwestię? Zapytam Pawła.

Niedawno poleciłem Jackowi Dobrowolskiemu artykuł „Długi Wrzesień ’39. Polska ofiara krwi jako katastrofa wyobraźni” Bartłomieja Radziejewskiego w „Nowej Konfederacji”. (Wszystkim polecam.) Odpowiedział, mały fragment przepisuję odnoszący się do omawianej sprawy:

Ciekawe, ale prawie nic nowego. O mistyce krwi za płytko, bo jej kamieniem węgielnym jest skupienie się na męce Jezusa, a nie na zmartwychwstaniu. Polski katolicyzm każe potęgować cierpienie, aż do ofiary z życia by zbliżyć się do Boga, a nie radować się z obecności Boga jak chasydzi.

No właśnie, w świetle tego, co zauważył Paweł Droździak, że chrześcijaństwo (a chyba w nim rzymsko-polski katolicyzm szczególnie) ufundowane jest na nieustannym poczuciu winy jakie ma mieć człowiek wobec Boga, rada Jacka skierowana jest w powietrze: polscy katolicy nie mogą się cieszyć obecnością Boga (ani czegoś/kogoś podobnego, np. Mocy i Piękna w przyrodzie) jak chasydzi, bo na innym fundamencie są ufundowani. Musieliby wtedy odrzucić swoje fundamentalne poczucie winy, jak (poruszając niebo i ziemię), próbował uczynić to Nietzsche, albo przynajmniej „coś z nim zrobić”, jakoś nim zarządzić. („Więc wy o panie, wy to coś złapcie, albo w ogóle coś zróbcie” – śpiewał kiedyś Tadeusz Chyła słowa Andrzeja Waligórskiego.) Chasydzi nie byli chrześcijanami, a jeszcze bardziej nie byli katolikami.

Tu otwiera się panorama niewiadomych. Czy katolicy uprawiają swoje poczucie winy podobnie, tak samo, lub inaczej niż z jednej strony młodsi sąsiedzi protestanci (Nietzsche był z nich), z drugiej strony starsi sąsiedzi prawosławni? Czy mają je/znają muzułmanie? A może oni są pod względem tej odmiany wstydu jak dzieci? Czy (może) w tym miejscu była różnica między zawstydzonymi prawosławnymi Serbami, a rolującymi ich islamskimi przecherami Albańczykami z Kosowa? (Tu polecam lekturę książki, dziś na papierze całkiem sprzedanej i istniejącej tylko w formacie pdf, zmarłego niedawno krakowskiego prof. Marka WaldenbergaRozbicie Jugosławii”. Horror. Horror. Za naszą miedzą 30 – 15 lat temu działy się rzeczy jak na Wołyniu. „Myśmy wszystko zapomnieli” – jak gadał klasyk. Nasze gazety dokładały się do kłamstw, a nasze wojsko... A, wystarczy.)

Jak gospodarowały wstydem – poczuciem winy – inne cywilizacje? Indie? Chiny? Japonia? Panorama niewiadomych... coraz większa. O to powinniśmy pytać poznawanych mieszkańców dalekich krajów. Wikipedyści uznali, że odpowiednikiem polskiego „poczucia winy” jest po angielsku remorse, a po niemiecku die Reue. Czy faktycznie tamte słowa w uszach-duszach mówiących tamtymi językami brzmią aż tak złowieszczo i paraliżująco, jak poczucie winy po polsku?

Paweł Droździak sugeruje, że oto tworzone są początki „nowej religii”, gdzie dorosły/rodzic ma mieć poczucie winy wobec dziecka. Ale to nie tylko to. Poczucie winy, lub zarządzanie poczuciem winy, coraz szerzej jest wykorzystywane jako broń i to masowego rażenia. Gdzie to widzę? Oto feminizm: mężczyzna ma czuć się winny wobec kobiet. Rasizm, lub oskarżenie o rasizm: Biały ma mieć poczucie winy wobec nie-białych, głównie Murzynów. Antysemityzm: nie będący Żydem ma mieć fundamentalne poczucie winy wobec Żydów. Podobnie jest z „islamofobią”. Tu leży fenomen „mniejszości”: mniejszość to nie grupa, której członków jest jakoś niewielu, tylko grupa na widok której powinno się odczuwać poczucie winy. Mniejszość to kategoria, której jesteśmy winni poczucie winy.

(Mniejszości zanim zaczną żądać poczucia winy wobec siebie, najpierw rozpoznają u siebie jakieś szczególne upośledzenie lub niesprawność. – Ale to już inny fork.)

Ciekawe, że eksploatowanie poczucia winy jest „bronią” lewicy. Być może jest nawet tak, że „lewicowość” w jej dzisiejszym sensie można zdefiniować jako posługiwanie się poczuciem winy jako narzędziem dla osłabienia przeciwników.

Jak na ten hak nie dać się złapać?

(Tytuł parafrazuje Adama Michnika „Kościół, lewica, dialog” 1977.)


[1] „To rzekł Zaratustra”, przełożyli Sława Lisiecka i Zdzisław Jaskuła. 1999.

Wojciech Jóźwiak

Komentarze: 20

1. Moje luźne, może nieco grafomańskie refleksje i dygresje • autor: Ylvaluiza (2019-09-28 12:42:03)

Chrześcijańskie poczucie wstydu i winy bierze początek z grzechu pierworodnego: Adam i Ewa zjedli owoc z Drzewa Poznania Złego i Dobrego, po czym zaczęli się wstydzić swojej nagości. Wtedy też oddzielili się od Boga, stracili poczucie rajskiej Jedności. Innymi słowy - według Żydów wstyd i wina biorą się z rozwoju świadomości dobra i zła, która prowadzi do ocen wartościujących. Ponieważ sami jesteśmy oceniani i zawstydzani, rodzą się w nas kompleksy, a w rezultacie staramy się za wszelka cenę znaleźć kogoś jeszcze gorszego od nas, by odzyskać poczucie wspólnoty z grupą. Protestanci spotykali się w małych społecznościach religijnych, więc nie utracili więzi z grupą a spowiedź była zbiorowa, zatem łatwiej pozbyć się było grzechu, ale za to nie wolno im posiadać zasłon i firanek i wpływ społeczności na jednostkę był i nadal jest silniejszy niż u nas - akceptacja w zamian za dostosowanie się do norm, większa też samokontrola. U nas panuje dość wybujały indywidualizm, egoizm i brak szacunku dla drugiego człowieka, które być może są odpowiedzią na kompleksy i poczucie winy. Trudno przerwać łańcuch kompleksów przenoszonych z ojca na syna poprzez autorytarne wychowanie. Jednak trwanie w poczuciu winy przy krzyżu przekreśla szansę na Zmartwychwstanie do Jedności z Bogiem Widzę rozwiązanie w uświadomieniu sobie i młodemu pokoleniu jedności wszystkich rzeczy, ich globalnego powiązania, o którym przecież już nawet i fizyka kwantowa mówi. Bóg, bliźni i przyroda nie są czymś całkowicie odrębnym od nas. Musimy przyjąć do wiadomości fakt, że wszyscy stanowimy jeden organizm, czy tego chcemy, czy nie. Wtedy mamy szanse odzyskać raj, pozbyć się poczucia winy i odrzucenia i zacząć pracować dla wspólnego dobra. Wtedy mamy szansę na ratunek dla Ziemi.

[foto]2. @Yilvaluiza: scena z Raju to małe piwo • autor: Wojciech Jóźwiak (2019-09-28 13:21:55)

Ylvaluizo, nie tak. Być może jesteś z innej sekty i nie przeszłaś przez odpowiedni etap treningu. Wsłuchaj się w następujące mantry: "Któryś za nas cierpiał rany...!" oraz: "Niemało cierpiał niemało, winni byliśmy my sami..." Scena z Raju to małe piwo w porównaniu z horrorem Ukrzyżowania. To dopiero jest istna orgia poczucia winy. Samooskarżeń. Itd.

3. Lewica wykorzystuje nasze słabości • autor: Ylvaluiza (2019-09-28 15:05:14)

To prawda, że lewica (jak niegdyś być może ruch konrreformacji) wykorzystuje nasze poczucie winy, by zdobyć władzę nad duszami. Lewica rzekomo bierze w obronę słabszych i uciśnionych, ponieważ to głównie oni stanowią jej wyborców: imigranci, czarnoskórzy, ubodzy, kobiety itp, itd. (a jest tych mniejszości w sumie całkiem sporo, a już zwłaszcza w Europie Zachodniej). Celowo zatem wyolbrzymia wszelkie sygnały ich prześladowania, by zbić na tym kapitał polityczny. W dodatku zaostrza w ten sposób wzajemną niechęć różnych grup. Jak się nie złapać na ten hak? Używać rozumu.   

4. Za to prawica słynie z umiarkowania... • autor: JSC (2019-09-28 18:15:28)

Gdyby nie znał wyczynów Młodzieży Wszechpolskiej (słyną z zadym na 11 Listapada),  Jędraszewskiego (Tęczowa zaraza) czy Kaczynskiego (Jesteście kanaliami!)  to bym uwierzył.

[foto]5. Teraz poważniej -- i przeprosiny Yilvaluizy • autor: Wojciech Jóźwiak (2019-09-28 19:27:04)

Yivlaluizo, przepraszam za obcesowy ton. (Tzn., że napisałem niezbyt grzecznie. Muszę bardziej się miarkować.)
Wracam do tematu.
1) To fakt, że wątek wstydowy jest obecny już w judaizmie, i zaczynanie Biblii od zawstydzenia się Ewy i Adama nie jest przypadkowe.
2) Ale, na ile znam judaizm, a wiedzę o nim mam dość powierzchowną, watek Adama-Ewy nie był u Żydów szczególnie eksponowany. Np. nie mieli święta czczącego Raj. (Chociaż mieli/mają święto Wyjścia z Egiptu.) Bardziej uważali się za "synów" Abrahama i Jakuba i za uczniów Mojżesza niż za synów Adama. Zdaje się, że w judaizmie nie było doktryny grzechu pierworodnego! Jej wynalazcą jest św. Augustyn, czyli myśliciel czysto już chrześcijański, zachodni (po łacinie pisał, nie po grecku) i późny, który dożył najazdu Wandalów na ojczystą Afrykę.
3) Co do protestantów: dobrze ich nie znam, podobnie jak Żydów. Ale jeśli uznamy, że Nietzsche był ich dobrym przykładem, to ciekawe, że w "Tako rzecze Zaratustra" wstyd jest zwalczany (negatywnie wartościowany), ale w innej jego odmianie niż poczucie winy: wstyd dla Nietzschego to głównie "pokuta". Najgorszą obelgą, jaką rzuca oponentom-kapłanom, jest nazwanie ich "kaznodziejami pokuty". A pokuta to coś innego niż poczucie winy. P.w. jest bierne i duszące-obezwładniające, pokuta jest czynna, bo polega na robieniu czegoś: albo na wzmożonej gorliwości w religijnym życiu, albo na czynieniu jakichś "społecznie użytecznych" uczynków. A to drugie to już właściwość człowieka faustycznego, czyli nowoczesnego "poprawiacza świata".
4) Ja pisząc o tym wszystkim staram się trzymać dystans, obserwować z boku, analizować. Nie zapisuję się do żadnego "my", przynajmniej do żadnego z tych tutaj wymienionych. Pozdrowienia!

[foto]6. Kultury winy, a kultury wstydu i kultury lęku • autor: Jacek Dobrowolski (2019-09-29 12:45:42)

Czytam właśnie książkę Ruth Benedict "Chryzantema i miecz" o kulturze japońskiej.
Od niej w antropologii zaczęło się rozróżnianie kultur winy od kultur wstydu i kultur lęku
https://lochgarman.blogspot.com/2017/07/kultura-winy-versus-kultura-wstydu.html

[foto]7. Loch Garman • autor: Wojciech Jóźwiak (2019-09-29 19:58:55)

Ciekawie pisze ów Loch Garman. Jak widać, wstyd jest potężniejszym żywiołem niż by się zrazu wydawało.

Tylko czy w tym przeciwstawianiu Zachodu i Wschodu nie kryje się jakieś echo kolonialne? "Orientalizm"?

[foto]8. Stara lewica gniewu i nowa lewica prowokowania poczucia winy • autor: Wojciech Jóźwiak (2019-09-29 20:24:22)

Dopisuję myśl, która nie zmieściła się w tekście.
Stara, pierwotna lewica, od Robespierre’a, Marxa, Lenina do Stalina, bazowała na prostym gniewie.  Zadaniem było znaleźć („uświadomić”) zwolenników, wzbudzić w nich gniew przeciw „klasie panującej” czyli „wyzyskiwaczom”, po czym w rewolucyjnej furii ową wrogą klasę przemocą (więc gniewem) obalić i zniweczyć.
Nowa, współczesna lewica bazuje na poczuciu winy (należącym do spektrum wstydu) i to poczucie winy prowokuje u swoich przeciwników, aby ich tak moralnie przygotować, aby sami spełnili jej życzenia.
U starej gniewnej lewicy był jeden prosty podział: wyzyskiwani kontra wyzyskujący.
U nowej poczucio-winowej lewicy jest wiele podziałów: liczne „mniejszości” kontra nie-mniejszościowa reszta świata, która danej mniejszości winna jest poczucie winy. Która ma się wstydzić i siebie samą obwiniać za krzywdy danej mniejszości. Mniejszości (w tym szczególnym sensie) wymieniłem w tekście. Przypomnę: kobiety, Murzyni, Żydzi, muzułmanie, mniejszości seksualne. Teraz dodają się do tego dzieci i w ogóle młode i przyszłe pokolenia.

9. Dziewice i męczennice klimatyczne. • autor: Tomasz Wasyłyk (2019-09-29 22:31:07)

Opisywana broń lewicy, jest znana, nosi nawet wśród polskiej antylewicy swoją nazwę - "pedagogika wstydu". Co do tego, jak się na nią nie dać złapać, to obawiam się, że dla większości ludzi jest to niemożliwe, ze względu na dość wczesną ekspozycję na tego typu zagrywki. Możliwe jest za to, zdejmowanie kajdan poczucia winy z ludzi zniewolonych w ten sposób - i pozyskiwanie ich lojalności. To jest też siłą napędową antylewicy.
Pewnym novum, jest fakt że przedmiot poczucia winy lokowany jest nie w przeszłości, (jak biedni Murzyni, kolonizowani przez nas, nie-Murzynów) czy w teraźniejszości (jak biedne kobiety, zapędzane do zajmowania się dziećmi przez męskie bestie w ludzkiej skórze), a w przyszłości i to swojej własnej przyszłości, ale nie wiele to zmienia, moim zdaniem. Cała propaganda, jeśli będzie się opierała o poczucie winy, nie wiele zdziała. Część populacji jest po prostu na to uodporniona. Ponadto, mając do wyboru, albo zagładę całej ludzkości, albo jej wieczne zniewolenie przez poczucie winy, zagłada nie wydaje się być taką złą opcją.
Oczywiście gdyby wystarczyło przekonać do działania tylko część ludzkości, to może i by miało to sens, ale jeżeli trzeba działać szybko i wszyscy razem - to życzę powodzenia.
EDIT:
A, przepraszam, najwyraźniej uległem tkwiącemu we mnie kolonialnemu imperializmowi i nie zauważyłem nic poza Europą na świecie, chodziło mi oczywiście o ludzkość w obrębie tzw. cywilizacji zachodniej, reszta świata zapewne czuje się bardziej skrzywdzona niż winna i kazanie świętej Grety w ogóle do nich nie trafi.

[foto]10. Lewica, czyli nienawiść • autor: Edward Kirejczyk (2019-09-30 08:00:19)

Pojęcie lewicy wzięło się z parlamentu francuskiego, gdzie po lewej stronie zasiadali zwolennicy pomocy słabym i biednym, po prawej wyznawcy rozumu i pieniądza. Skutki jak wyżej. Bo w powyższym tekście i komentarzach mało przeczytamy o wzbudzaniu poczucia winy dla zwalczania zła, wiele o nienawiści do bogatszych, wyższych rangą, wykorzystujących władzę dla kradzieży. Bogaci z reguły są całkowicie uodpornieni na poczucie winy. Oznacza to, że skali makro muszą dźwigać "brzemię białego człowieka". W skali mikro muszą pilnować tego, co najbardziej lewicowy ze skamandrytów określił jako "...święte nabytki, swoje, wyłączne, zapracowane". Burżuazja generalnie nie wierzyła w Boga. Wspierała jednak religię, jako pożyteczną dla utrzymania proletariatu w ryzach. Albowiem, jak napisałem w jednej ze swoich książek: "Człowiek inteligentny zawsze dojdzie do zgody z własnym sumieniem". 

[foto]11. Poprawka • autor: Edward Kirejczyk (2019-09-30 08:09:47)

Generalnie Wojtek ma jednak sporo racji pisząc o poczuciu winy jako narzędziu walki politycznej. To nie przypadkiem ruchy non violence zostały stworzone w połowie XX w. Dla swojej skuteczności wymagają bwiem (podobnie jak terroryzm) ugruntowanej demokracji. Więc w ilu krajach świata można je stosować?

[foto]12. Wojtek i Tomasz... • autor: Jacek Dobrowolski (2019-09-30 09:44:20)

Wojtek i Tomasz Wasyłyk stosują tę samą retorykę co Prezes wszystkich Prezesów. Zresztą Edward Kirejczyk wspomniał o jego "pedagogice wstydu". Jak odrzucimy całkowicie wstyd i poczucie winy będziemy jak hitlerowcy i stalinowcy, którzy odrzucili etykę chrześcijańską. Niewinni Niemcy walczący z bolszewią, niewinni Rosjanie walczący z faszyzmem do dziś! Znam terapeutę w Warszawie, który uczył pacjentki bezwstydu i uwiódł wiele, ale tylko za jedną zawieszono go na rok w prawach terapeuty, choć wg. standardów amerykańskich powinien stracić licencję. Zbrodniarz, który nie czuje winy i skruchy jest psychopatą. Prezes Kaczyński wmawia Polakom, że Polska i naród polski są bezgrzeszni, niewinni jak Matka Boża i cierpią za cudze winy jak Pan Jezus. Czyli byliśmy zawsze niewinna ofiarą i zło jest na zewnątrz nas. Nie było ucisku pańszczyźnianych chłopów zniesionego dopiero przez zaborców, nie było tłumienia powstań chłopskich na Podhalu i na Ukrainie i wbijania na pal, nie było tortur zniesionych dopiero w 1776 r. czyli 4 lata po pierwszym zaborze. Nie było kun, klatek, pręgierzy na rynkach, choć są ślady po nich na Rynku Starego i Nowego Miasta w Warszawie, a pręgierz stoi w Poznaniu. Nawiasem mówiąc proponowałem rekonstrukcję kamiennego, pięknie rzeźbionego pręgierza na Rynku Nowego Miasta, ale Ratusz nie był skłonny. Nie było wojen religijnych ze schizmatykami, czyli Kozakami i Rosją. Czyżby papieże nie przysłali Zygmuntowi III i Janowi Kazimierzowi mieczy i obrazów Matki Bożej, by gromić heretyków? Czyżby nie było spalenie 123 cerkwi na Chełmszczyźnie w 1938 r. przez policję i wojsko, by zmusić ludność prawosławną do przejścia na katolicyzm? Czyżby nie było pogromów antysemickich przez wieki kulminujących w czasie II Wojny i nawet po wojnie. Czyżby Piłsudski nie rozformował odd

[foto]13. Z "Wesela" Wyspiańskiego • autor: Jacek Dobrowolski (2019-09-30 09:45:34)

PAN MŁODY
Myśmy wszystko zapomnieli;
mego dziadka piłą rżnęli…
Myśmy wszystko zapomnieli.
GOSPODARZ
Mego ojca gdzieś zadźgali,
gdzieś zatłukli, spopychali:
kijakami, motykami
krwawiącego przez lód gnali…
Myśmy wszystko zapomnieli.
PAN MŁODY
Jak się to zmieniają ludzie,
jak się wszystko dziwnie plecie;
myśmy wszystko zapomnieli:
o tych mękach, nędzach, brudzie;
stroimy sie w pawie pióra.

14. poczucie winy? chyba nie zawsze • autor: Katarzyna (2019-09-30 10:00:43)

W odniesieniu do chrześcijaństwa trochę w tym racji, ale wszystko zależy jak kto to przeżywa. Jestem katoliczką, praktykującą (ale nie co niedzielę bo nie mam czasu) i prawie kompletnie nie mam poczucia winy. Co więcej każdą Ewangelię gdzie na kogoś spada kara za jego grzechy odbieram tak: Bóg nie rychliwy ale sprawiedliwy! I moim prześladowcom się kiedyś rypnie:-)))

[foto]15. Nie wspomniałem o... • autor: Jacek Dobrowolski (2019-09-30 10:16:01)

Nie wspomniałem o gwałcie na Saragossie i w ogóle o pacyfikacji Hiszpanii przez naszych pod wodzą brata Napoleona. Jak pisał w liście do żony książę Antoni Sułkowski: Dlaczegóż los rzucił nas do tego barbarzyńskiego kraju, którego wszystkich mieszkańców należałoby powybijać?

A także o pacyfikacji Santo Domingo, o wyczynach lisowczyków w wojnie 30-letniej, o Berezie Kartuskiej i o najeździe na Czechosłowację w 1968 r. a także o Wyspie Węży gdzie gen. Sikorski umieścił swych wrogów politycznych. Mamy czego co się wstydzić, co nie znaczy, że mamy się biczować jak Sarmaci. Wystarczy przestać udawać, że jesteśmy anielskim narodem wybranym przez Matkę Boską jako obrotowe przedmurze chrześcijaństwa. JPII chciał by Polska weszła do Unii i ewangelizowała Europę! Co to znaczy idealizacja własnego narodu. Jak patrzę na pijanych rodaków pod polskimi kościołami w Paryżu i Berlinie i jak słyszę, że nasi w angielskich miasteczkach nie chodzą do pubów, by się integrować, lecz piją na ulicach i w parkach, a potem śpią pijani na ławkach jak koło mnie w Ogrodzie Krasińskiego to rozumiem dlaczego lud brytyjski chce Brexitu. Ewangelizacja w naszym wydaniu jest przeciwskuteczna.

16. Na prawicy też ostro pogrywają  • autor: JSC (2019-09-30 22:31:53)

Jak widać tam też są co im przeszkadza to, że ugrupowanie które reprezentują są za mało radykalne https://oko.press/korwin-jurek-liroy-i-kolonko-do-sejmu-szli/?u=true...
 Swoją drogą znaczących (...)narwańców(...) z calego spektrum (...)ideologicznego(...) wspiera Putin. 

17. Wojciechu, • autor: Ylvaluiza (2019-10-01 00:45:53)

Przyjmuję przeprosiny (aczkolwiek nie czułam się zbytnio urażona).  I ja też staram się wiele analizować i porównywać. W młodości pojawiałam się w różnych "sektach", by wybrać coś dla siebie, teraz nie widzę sprzeczności pomiędzy nimi - istota religii jest ta sama, ich założyciele posiadali mistyczne doświadczenia, ich następcy nie zawsze i stąd błędy i wypaczenia. Co nie znaczy, że nie można z dorobku różnych "sekt" korzystać na duchowych ścieżkach. A pieśni wielkopostne lubię, podobnie jak Gorzkie Żale (które zdają się przenosić nas w jakąś zamierzchłą przeszłość). Misteria pasyjne mają w sobie dużo dramaturgii, poruszają emocje, są "medialne", a ludzie tego pragną. W Wikipedii przeczytałam, że: "w okresie nowożytności, coraz większą popularność zyskiwała pobożność pasyjna, a w teologii zarówno protestanckiej, jak i katolickiej – teoria zadośćuczynienia za grzechy ludzi dokonanego przez Chrystusa na krzyżu, rozumianej w sposób czysto jurydyczny. (...) teologia Paschy, a szczególnie zmartwychwstania, ugięła się przed teologią krzyża". Zatem jak widać, kościół dopiero w czasach nowożytnych zaczął koncentrować się na winie i krzyżu zamiast na zmartwychwstaniu. 

18. ad Jacek Dobrowolski • autor: Tomasz Wasyłyk (2019-10-01 11:58:52)

Ja wypraszam sobie, jakobym stosował retorykę, jak jakiś tam prezes mainstreamowej partii, który jest raczej wtórny, a poza tym posiada liczne grono fanatycznych wyznawców i machinę propagandową, która pozwala mu stosować znacznie słabszą argumentację, niż ja sobie mogę pozwolić.
Poza tym sposób zwalczania kolektywnego wstydu, przez wzbudzanie kolektywnej dumy czy krzywdy, jest mało skuteczny i wymaga ciągłego podtrzymywania poprzez dostarczanie argumentów, że, a to inwazja na Czechosłowację w 1968 to odwet za najazd księcia Brzetysława w 1038, a to że pogromy to za rozpijanie polskiego chłopa, a to że palenie heretyków to za kolaborację ze Szwedami podczas potopu, a to że lisowsszczyków Polska wygnała, a to że tamto to nie nie tak to było i tak dalej... Chociaż może na to to jest policzone, żeby uzależnić swoich zwolenników od ciągłych dostaw historycznego opium, na ból historycznych wyrzutów sumienia.
Jedyne co pisałem to, że ludzie którzy mieli narzucone kajdany poczucia winy, będą reagować furią i paniką, kiedy ktoś będzie próbował, im nałożyć je znowu. Jeszcze ewentualnie z tonu mojej wypowiedzi widać, że identyfikuję się z odwstydzaczami i solidaryzuję się z odwstydzanymi w tym kontekście.
A ten terapeuta to przykład oczywiście znacznego przekroczenia uprawnień i łamania etyki zawodowej, ale przypuszczam, że to była raczej realizacja fetyszu przewodnika duchowego u jego pacjentek.

[foto]19. Ylvoluizo • autor: Jacek Dobrowolski (2019-10-01 13:28:50)

Kościół niestety od dawna koncentruje się na pasji zamiast akcentować zmartwychwstanie jak w prawosławiu w którym na ikonach przedstawia się też ukrzyżowanego Chrystusa zmartwychwstałego o złotym ciele bez śladów ran. Zaprasza on wówczas do swego raju. Te dwie wizje się przeplatały przez wieki. Koncentracja na pasji Chrystusa i jej werystycznym przedstawianiu zwana jest w historii sztuki doloryzmem i jest on obecny w chrześcijaństwie od kiedy zaczął się kult krucyfiksu w V-VI w. n. e.. Jest to niebywale, że wielu chrześcijan zamiast cieszyć się z tego, że Chrystus zmartwychwstał na całą wieczność dręczy się, bo cierpiał przez jeden dzień na krzyżu. Jest to echo cierpień ofiarniczych męskich płodnościowych bóstw wegetacyjnych winorośli i zbóż, jak Tammuz/Dumuzi, Ozyrys, Attis, Dionizos, Jaryło, etc. W Polsce wielu katolików uważa, że życie duchowe polega na potęgowaniu cierpienia, a nie wyzwoleniu się od niego. Są liczne praktyki masochistyczne u nas w XVII w. mieliśmy nawrót biczownictwa. Dopiero II Sobór Watykański zakazał grupowego biczowania się w klasztorach, ale indywidualnego nie potępił i JPII się regularnie biczował, co było argumentem w procesie beatyfikacyjnym (zeznawały usługujące mu w Rzymie zakonnice). Aldous Huxley w DOORS OF PERCEPTION pisze, że biczowanie sprawia, że jest więcej azotu w krwi, co sprzyja stanom ekstatyczno-wizyjnym. Gorzkie Żale były najpopularniejsza książką w Polsce w XVII w. Po rozpuście i pijaństwie tarzano się w popiele i biczowano. Sarmaci to lubili.

20. W Lublinie pękła pewna granica... • autor: JSC (2019-10-02 18:19:50)

podczas Marszu Rownosci doszło do próby zamachu terrorystycznego... https://www.tvp.info/44652567/malzenstwo-z-lublina-montowalo-bomby-chcieli-je-wniesc-na-marsz-rownosci