Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2011-05-23

sny innych, WJ

Byłem żywym trupem

Czułem że umieram. Mięśnie rozluźniły się, serce przestało bić, krew znieruchomiała w żyłach, zablokowana zastawkami. Fizycznie umarłem.
Otworzyłem oczy i podniosłem rękę. Była taka jak zawsze. Wstałem z maty i przeszedłem kilka kroków. Pozornie nic się nie zmieniło – świeciło słońce, słyszałem ptaki i przejeżdżające samochody. Pachniało drewnem i kurzem. Czegoś mi jednak brakowało. Kiedy żyłem, nie uświadamiałem sobie obecności tego jedynego, niepowtarzalnego uczucia – wszechprzenikającego prądu życia, pulsowania krwi, chłodnego powiewu wdychanego powietrza. Teraz czułem jedynie martwotę ciała. Wetknąłem palec w ucho, ale nie usłyszałem szumu krwi.
Zapragnąłem zobaczyć swoją twarz i podszedłem do lustra. Spojrzałem na swoje odbicie i wstrząśnięty znieruchomiałem. Z lustra patrzyła na mnie blada, wychudzona twarz. Z braku krążenia krwi skóra obwisła, usta posiniały, ale to była moja twarz. Tylko te oczy! Przerażająco martwe i puste. Wstrząsający widok! Cofnąłem się pod ścianę, wcale nie była zimna. Byłem zaszokowany, ale moje ciało nie reagowało. Żołądek NIE podjechał mi do gardła, jak to dawniej bywało, serce NIE waliło jak oszalałe, dłonie NIE pociły się, źrenice NIE rozszerzyły ani włosy NIE zjeżyły.
- Jak długo to trwało? - zastanawiałem się w panice - od trzech godzin jestem martwy. Moje ciało jest martwe – poprawiłem się. Wszystko to przypominało jakiś koszmarny sen. Sen?
- A może to jest sen? – zacząłem gwałtownie się rozglądać. Przyjrzałem się meblom, ścianom. Były rzeczywiste, słyszałem i czułem otoczenie. W takim momencie ludzie śniący koszmarny sen budzą się, mówiąc z ulgą “Ja żyję! Co za koszmar, muszę opowiedzieć żonie”, ale dla mnie to była rzeczywistość. Ogarniała mnie coraz większa panika.
- Jak długo będę normalnie wyglądał? Bladość twarzy coraz bardziej będzie się zmieniać w szarość, skóra ulegnie rozkładowi. Co robić? Iść do lekarza? Nie ma lekarstwa na rozkład ciała. Uznają mnie za wariata, albo będą robić setki bezużytecznych badań.
W dzieciństwie cierpiałem na egzemę. Dłonie pokrywały się kropelkami wyprysków, skóra pierzchła i pękała. To co mnie czekało oznaczało znacznie większe komplikacje niż choroba skóry. Pojawił się nowy problem. Suchość w ustach przestała mi już przeszkadzać, zresztą wody wolałem nie pić, nie przeszłaby przez przełyk. Czułem jednak, jak coraz bardziej sztywnieję. Stężenie pośmiertne następuje w ciągu sześciu godzin po śmierci, plamy opadowe pojawiają się niedługo potem. Stężenie mogłoby cofnąć się częściowo po pięćdziesięciu godzinach, ale nie mogłem przecież czekać tak długo, unieruchomiony na krześle. Chyba żeby wcześniej połamać sobie kończyny...
Wtem podłoga gwałtownie zbliżyła się do moich oczu i z dużym hałasem wyrżnąłem w deski. Potknąłem się, bo nogi zupełnie mnie nie słuchały. Uderzyłem skronią, ale oczywiście nic nie poczułem. Pewnie też uszkodziłem sobie twarz, ale teraz nic nie skłoniłoby mnie do ponownego spojrzenia w lustro. Ciągle pamiętałem swoje przerażająco martwe spojrzenie. Nie sądziłem, że widok oczu może budzić taką grozę. Z żalem przypomniałem sobie swoje piękne oczy, bystro patrzące spod grzywy jasnych włosów.
Postanowiłem się podnieść i na tych swoich drewnianych nogach powlokłem się do okna. Byłem martwy, ale mój umysł żył dalej. Tylko że w trupie, który sztywniał, rozkładał się powoli i był mi coraz bardziej obcy. Pomyślałem jak bardzo przykry będzie mój widok dla ludzi, powiedzmy za miesiąc. Rozmowa będzie niemożliwa ze względu na mój cuchnący oddech. Rozmowa? Ja nie mogłem mówić! Spróbowałem głośno coś powiedzieć. Klatka piersiowa zapadła się, płuca nie poruszały się
i otwierałem tylko bezgłośnie usta. Zdziwiło mnie, że cały świat zmatowiał i poszarzał. Dominował kolor niebieski. Przypomnieli mi się starcy w naszym laboratorium i wiedziałem już, że doszedłem do kresu.
- Dość tego - spojrzałem przez okno w dół. Dwadzieścia pięter, wystarczy aby obrócić moje ciało w nicość. Ale czy zniszczę też umysł? Czy później z kolei będzie skazany na zamieszkiwanie krwistego befsztyku? To bardzo utrudniłoby moją dalszą egzystencję. A więc co? Pożar? Rozpuszczenie w kwasie? Mrowisko? Czułem się taki samotny...

----------------

Kiedy się obudziłem, wymyśliłem trzy możliwe zakończenia tego snu:

1. Budzę się ze snu, zlany potem, z mocno bijącym sercem i zauważam że mam zdrętwiałe nogi.
2. Dalsze życie spędzam w szpitalu psychiatrycznym, gdzie wstydliwie próbuję ukryć gnijące ciało przed pielęgniarkami, które uprzejmie udają, że mnie nie rozumieją.
3. Zgrabiałymi dłońmi otwieram okno, przechylam ciężar ciała za parapet i po krótkim locie roztrzaskuję się o chodnik.

sny innych, WJ

Komentarze: 1

1. wygasłe życie • autor: (2011-05-23 09:51:06)

Komentarz do jawy? Może poczułeś się jakbyś zatrzymał życie/rozwój i tylko trwał, wegetował w niezmienionych warunkach, wygasłych związkach, bez nowych inspiracji? Albo się tego bardzo boisz?