Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2016-12-07

Piotr Jaczewski

Bufonada celowości
Błogosławieństwo bóstwa

Gdy zabieramy się do “wewnętrznej roboty”, tj. w wędrówce wewnętrznej, przezwyciężamy podstawowe pytania, co i jak - pojawia się zestaw motywacyjny: “Dlaczego? Po co? Ki diaboł mnie podkusił ... Skoro w wizji można zrobić wszystko, to co liczy się naprawdę... i co z tego będę miał? Czemu czas na TO mam poświęcać.” Napęd do celowego wkraczania do wnętrza skutkuje poszukiwaniem poruszającej wartości, jej wyłanianiem się... rozwojem i zanikaniem na rzecz kolejnej.

Ten aspekt motywacyjny wyłania się w miarę jak człek się uczy, że rzeczy stają się ważne przez czas i wysiłek włożony w jakieś działanie. Są funkcją autoteliczności owego emocjonalnego i mentalnego wysiłku włożonego w myślenie i przeżywanie świata (wewnętrznego i zewnętrznego). Ważne same przez się?

To konfrontuje nas z infantylnością owego przeżywania: Och, ja boska rozgwiazda, spaceruję z przewodnikiem, buduję i niszczę światy niczym domki z klocków, dyskutuję z bogami i mam istotne wglądy na każdy temat, w tym zdrowotne, psychologiczne i polityczne.

Niewiele osób z tej konfrontacji wychodzi ze zdrowym poczuciem humoru, mocy i miłości, tj. nie poważnieje w idiotycznych przesądach, nie pławi się w narcystycznym złudzeniu pewności najprawdziwszej prawdy i nie naruszając granic własnego Ja i społecznego otoczenia. Częściej wychodzi z tego ezoteryczny postrach rozmowy, królowa dramy świata rozwoju, król Burczymuchuś Brzdąkuś I z księżniczką Fochem i księciem Narcyzem.

Odzwierciedlenie społecznego parcia na bycie kimś i walki z poczuciem bycia nikim.

Pożałowania godne owoce tegoż parcia widać w tej rozwojowej, pogranicznej działce na każdym kroku.

Dlaczego? Po co? Ki diaboł mnie podkusił ...

O tak, racjonalizowanie działań jest łatwiejsze do osiągnięcia niż ich celowość.

Piotr Jaczewski

Komentarze: 1

1. " okiem psa fafika ' • autor: (2016-12-12 16:34:30)

Powyższa ocena zgadza się całkowicie z praktyką pracy wewnętrznej. Zgubą nas, homo ledwosapiens jest jednak tendencja do auto waloryzacji na KAŻDYM GRUNCIE.Tendencja rzekłach! Można ją rozbuchać lub przełamać in plus, jasne że to groźba depry, schizy- ba, trzeba o tym wiedzieć i widzieć. W dodatku nie jesteśmy doskonali na tyle, by panować nad wyobrażeniami. I jak fajnie czuć się Bogiem. Pułapki wizualizacji są często groźne, aż tak, że można być łupem różnych działań telemorele, nieprawdaż?? Praca nad samoświadomością, to wredny ugór i zła pogoda. Wygodniej wierzyć w mit. Świetną odtrutką jest posiadanie psa. W momencie brania do ręki smyczy, ubierania się nabieramy cech boskości.Psina wodzi oczyskami i całym sobą cieszy ze spacerku- decydujesz! Za oknem plucha, wieje a tu rozmodlone spojrzenie, ozór po pas i radocha ogona. Jesteś Bogiem- przez chwilę. Na spacerze zaś bogiem staje się obsikana trawa- łapy psa szeroko, skała nie do ruszenia a za kołnierz byłego bóstwa leje deszcz, wiatr piździ w wersji piździernika.Tak , to zwykłych ludzi/ rzeczywistość ze snu budzi!Psychoterapia z wyobrażeń, wizualizacji też. Przychodzi jednak pora otwarcia tęczowego mostu i dusza jęczy, mogę wizualizować do zafajdanej śmierci a serce pęka.Jesteśmy mali, to też trzeba przerobić. pozdr.