Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

1999-10-03

Wojciech Jóźwiak

Eliasz, władca burzy

W historii Eliasza biorą udział trzy osoby: sam prorok Eliasz, Achab król Izraela, i żona króla, główna przeciwniczka proroka, imieniem Izebel. Kiedy to było? Achab panował w latach około 869-850 przed Chrystusem, a Eliasz zapewne był jego rówieśnikiem. Co działo się w tej epoce bliżej nas, w Europie? Historia milczy o tym. Rzym nie był jeszcze założony, grodzisko w naszym Biskupinie zostanie zbudowane dopiero za sto lat; również Grecy mogli być śmiało w owych czasach uważani za lud mocno zacofany. Cywilizowany świat ograniczał się wtedy do Egiptu i Mezopotamii, które miały już za sobą dwa tysiące lat pisanej historii. Gdzieś daleko stamtąd budowali miasta i spisywali czyny bohaterów mieszkańcy Indii i Chin, ale to były osobne światy, nic nie wiedzące o sobie. Pomiędzy Egiptem a Mezopotamią leżały zaś dwa kraje o prawie tak samo starej kulturze jak tamte: Syria, oraz Kanaan, nazywany też Palestyną lub Izraelem. Izrael lata swojej największej świetności miał już za sobą. Kilka pokoleń wcześniej władali nim królowie-mocarze: Dawid i jego syn Salomon.20 Teraz kraj rozpadł się na dwa skłócone państewka, południowe i północne, najeżdżali go wojowniczy sąsiedzi i niepokoili buntownicy.

Eliasz śmiało mógłby uchodzić za takiego buntownika. Był nim rzeczywiście: toczył długą wojnę z Achabem i Izebel i w końcu wygrał: osadził na tronie człowieka, którego sam wyznaczył na króla. Nie był sam, musiał mieć za sobą zastępy wiernych i zbrojnych stronników - ale Biblia o nich nie mówi. Jednakże dla autorów świętych ksiąg żydowskich to Achab jest uzurpatorem, Eliasz zaś - przedstawicielem Prawdy. Bo Eliasz czcił Jehowę,21 Achab zaś i Izebel byli wyznawcami Baala.

Wydaje się, że w tej epoce wiara w Boga Jedynego, wyniesiona przez Mojżesza z pustyni Synaju, po pięciuset latach osłabła21A i chyliła się ku upadkowi. Królowie Izraela woleli innych bogów, przede wszystkim Baala i Aszerę-Isztar. Byli politeistami jak prawie cały ówczesny cywilizowany świat, uprawiali kulty płodności, bogactwa i mocy. Przy wierze w Jahwe pozostali tylko prorocy, wędrowni mistycy, kryjący się po pustelniach, górach i pustyni.

Eliasz był jednym z nich. Co więcej, w oczach późniejszych Żydów i chrześcijan wyrósł na największego z proroków, niemal równie świętego i zasłużonego jak Mojżesz. Dla nas jednak najciekawszym jest, że kiedy Biblia mówi o Eliaszu, opowieść ta odrywa się od dotychczasowego stylu i wątku Ksiąg Królewskich,22 które mają charakter historycznej kroniki, nasyca się cudownościami i zaczyna brzmieć jak baśń albo mit. My, którzy w Biblii szukamy szmanistycznych wątków, nastawiamy w takich miejscach ucha. A jest o czym posłuchać.

Postać proroka Eliasza zjawia się na kartach Biblii w dramatycznym momencie, kiedy oto oznajmia on Achabowi, iż odtąd w Izraelu nie spadnie kropla deszczu, chyba że "na jego - Eliasza - słowo". Achab oczywiście zrozumiał to tak, że prorok go przeklął - więc Eliasz musiał ratować się ucieczką na pustynne ziemie na wschód od Jordanu, gdzie władza króla nie sięgała. Tam, nad potokiem Kerit, żywiły go kruki, które rano i wieczorem przynosiły mu mięso i chleb.

Wzmianka o krukach każe nam z wielką uwagą śledzić tekst Pisma, jako że kruk wcale nie był ulubionym ptakiem Żydów. Przeciwnie, był ptakiem nieczystym, obłożonym tabu, a więc przeklętym. I chociaż Noe ze swego statku-arki wypuszczał kruka jako wysłannika, to zawiódł się na nim, gdyż kruk wolał padlinę na ziemi wynurzonej z potopu, aniżeli powrót do arki. Kruki żywiące Eliasza świadczą o tym, że prorok był dla swoich współplemieńców postacią niezwykłą, należącą do innego świata. Dalsza lektura utwierdzi nas w tym przekonaniu.

Po pewnym czasie potok, z którego pił Eliasz, wysechł, bo susza trwała i prorok schronił się w jednym z miasteczek w Fenicji. Tam zamieszkał u ubogiej wdowy; mieli co jeść, gdyż Eliasz wyczarował garnek z mąką i bańkę z oliwą, z których nie ubywało pożywienia. Ożywił też synka wdowy, kiedy ten zachorował i nie dawał już znaku życia. (Pomnażanie pokarmu i wskrzeszanie zmarłych uderzająco przypomina czyny, z których kilka stuleci później zasłynął Jezus.)

Powoli zbliżamy się do najsłynniejszego dzieła Eliasza. Po trzech latach katastrofalnej suszy, postanawia (z natchnienia Boga) wyzwać Achaba i jego kapłanów na jedyny w swoim rodzaju pojedynek. Na górze Karmel każe ustawić dwa ołtarze. Przy jednym z nich czciciele Baala będą składać ofiarę z bydła swemu bóstwu, przy drugim, samotny Eliasz złoży takąż ofiarę Bogu Jedynemu. Jedni i drudzy wezwą swoich bogów. Ten, który próśb wysłucha, okaże się prawdziwym Bogiem. Ciekawe, że już nikt nigdy po Eliaszu nie próbował w ten prosty sposób udowodnić istnienia i mocy swego boga. A wyniki takich eksperymentów mogłyby być nader interesujące...

Baal nie wysłuchał modłów swych kapłanów, chociaż wołali wielkim głosem, tańczyli wokół ołtarza i rytualnie kaleczyli swoje ciała ostrzami. Eliasz zaś prawił im różne złośliwości. I tak minął prawie cały dzień, kiedy Eliasz ułożył wreszcie drwa na stosie, poćwiartował młodego byczka i kazał dla utrudnienia sobie zadania całą ofiarę, ołtarz i rów wokoło obficie polać wodą. Po czym wypowiedział trzy proste zdania prośby, po których spadł ogień Pana i strawił ofiarę całopalną, i drwa, i kamienie, i ziemię, a wodę, która była w rowie, wysuszył.

Próba wypadła jednoznacznie. Jahwe objawił się jako Bóg prawdziwy, Baal skompromitował się. Eliaszowi nie wystarczyło moralne pokonanie przeciwników: kazał ludowi zabić wszystkich kapłanów Baala nad pobliskim potokiem Kiszon. (Co jak się zdaje jest wskazówką, że naprawdę rozegrała się wtedy bitwa pomiędzy wojskiem króla a powstańcami Eliasza. Osiem i pół setki mężczyzn - a tylu było jakoby kapłanów Baala i Aszery - nie dałoby się przecież pozarzynać bez walki. Zapewne jedna strona i druga przed bitwą podnosiła się na duchu i straszyła przeciwników odprawiając ceremonie ofiarne i to stało się początkiem legendy o cudownym ogniu z nieba.)

Kiedy zwycięstwo się dokonało, Eliasz uroczyście zapowiedział Achabowi, że zaraz spadnie deszcz. A niebo było czyste, ani chmury. I oto po słowach Eliasza znad morza (z wyżyny Karmelu widać Morze Śródziemne) podniosła się maleńka chmurka, za nią następne, i w końcu lunął upragniony deszcz. Achab rydwanem ruszył do swej niedalekiej stolicy, Eliasz zaś, owładnięty mocą Pana, nagi, tylko z przepaską na biodrach, biegł przed jego zaprzęgiem aż do bram miasta.

Przyjrzyjmy się jeszcze raz całej opowieści. Eliasz ogłasza zatrzymanie padania deszczu, zatrzymanie życiodajnego obiegu wody. Nie jest to jego prywatna klątwa 23 - domyślamy się, że to Bóg nałożył taką karę na kraj Achaba za to, że król odstąpił od prawdziwej wiary i poszedł za bożkami, demonami. Następnie Eliasz stacza walkę z wrogimi siłami: z kapłanami Baala i z ich fałszywym bóstwem. Walkę tę wygrywa, używając pioruna. (Rozumiano, że ów "ogień zesłany przez Pana" był piorunem.) Oczywiście, Eliasz nie rzuca gromów sam: piorun pada, gdyż jego działania są zharmonizowane z wyrokami Boga. Wrogowie, czciciele Baala, zostają zabici, z niebios zaś pada ulewny deszcz.

Historia Eliasza łudząco przypomina pewien prastary mit. W owej świętej opowieści Bóg Władca Gromu, albo wysłany przez niego heros, zabija Smoka, który zagrażał ładowi w świecie przez to, że więził wody, powstrzymywał płynięcie rzek i padanie deszczu. Zwycięstwo Gromowładcy nad Smokiem objawia się na świecie poprzez padanie wiosennych deszczów, dzięki którym ziemia może wydać plony.

Czyny Eliasza wyglądają jak przeróbka tego mitu.24 Smokiem są czciciele Baala. Sami oni wprawdzie nie więżą wód, ale swoim bałwochwalstwem prowokują Boga do słusznego gniewu, do zatrzymania deszczu. W rolę Gromowładcy wciela się Eliasz. Sam wprawdzie nie bierze pioruna do rąk, ale działa jako istny "miecz Boży" i jego prawa ręka. Wreszcie różnica jest taka, że piorun z nieba nie razi wroga bezpośrednio, lecz podpalając ołtarz dowodzi, po czyjej stronie jest prawda. Zemsty zaś na wrogu dopełnia lud podburzony przez Eliasza. Wynik jest jednak taki sam, jak w oryginalnym micie: na ziemię spada deszcz.

Mit o walce Gromowładcy ze Smokiem był najważniejszą świętą opowieścią ludów indoeuropejskich. W czasach Eliasza i Achaba Indoeuropejczycy od dawna obecni byli na arenie historii. Ich praojczyzną był Wielki Step24A - morze traw na równinach pomiędzy Karpatami, Morzem Czarnym, Kaukazem i Ałtajem. Odpryski tego ludu wielokrotnie najeżdżały kraje sąsiednie, narzucały im swoją władzę, kolonizowały ościenne ziemie. Z indoeuropejskiego matecznika wyszli (nie licząc pomniejszych plemion) - Hetyci, Irańczycy, Indowie, Grecy, Celtowie, Italikowie (przodkowie Rzymian), Germanowie i najpóźniej ze wszystkich - Słowianie. Spośród wymienionych, Hetyci pierwsi opuścili ojczyste stepy, weszli w styczność ze starymi cywilizacjami Bliskiego Wschodu i założyli swoje imperium w obecnej Turcji. W czasach Achaba ich miasta leżały już w gruzach, ale wcześniej ich plemiona osiedlały się również w Kanaanie i były jednym ze składników, z których uformował się późniejszy naród żydowski, naród wyznawców Jahwe.

Jest znanym zjawiskiem w historii języków, że kiedy dwa ludy wchodzą w ścisłą styczność, a ich języki mieszają się, wychodzi z tego nowy język, znacznie w porównaniu ze swoimi poprzednikami uproszczony i łatwiejszy. Tak np. z pomieszania staroangielskiego i francuskiego powstał nowoczesny język angielski. Z pomieszania angielskiego i dialektów Melanezji powstał jeszcze prostszy język "pidżin-english". Można zgadywać, że coś podobnego stało się z religiami. Indoeuropejczycy nieśli ze sobą kult męskich, ojcowskich bogów nieba i burzy, bogów ustanawiających prawo i pokonujących ciemne demony i smoki. Otaczające je ludy czciły za to Boginie-Matki i służących im Boskich Królów, bóstwa roślin i urodzaju, którzy co roku umierali i powstawali z martwych. Taka Boginią-Matką była Aszera, zaś zmartwychwstającym bóstwem urodzaju był Baal. Żydzi znali oba te rodzaje religii. Nie wybrali jednak żadnej z nich, lecz stworzyli własną, prostszą i surową. Dzięki objawieniom Mojżesza i późniejszych proroków stworzyli religię jednego Boga.

Echa indoeuropejskiego mitu pozostały w opowieści o Eliaszu.

A co działo się dalej z Eliaszem? Gdyby król Achab był sam, pewnie uznałby się za pokonanego przez proroka. Ale królowa Izebel, jak wszystkie silne kobiety, była nieugięta. Eliasz musiał po raz drugi uciekać z kraju, daleko na południe, aż na górę Horeb, tę samą, na której Mojżesz otrzymał Prawo od Boga.25 W końcu zwyciężył, a "krew Izebel lizały psy".

Eliasz nie umarł jak wszyscy śmiertelnicy. Biblia (Druga Księga Królewska) opowiada, że prorok został wzięty do nieba. Kiedy szedł nad Jordanem wraz ze swoim uczniem Elizeuszem, nagle zerwała się burza, i "oto rydwan ognisty i konie ogniste oddzieliły ich od siebie i Eliasz pośród burzy wstąpił do nieba". Znów mamy scenę wypisz wymaluj z indoeuropejskiego mitu, w którym bogowie-władcy burzy pędzili po przestworzu niebios w ognistych wozach zaprzężonych w płomienne rumaki.

Minęło lat mniej więcej tysiąc dziewięćset i inne już ludy zamieszkiwały ziemię. Religia narodzona w pustyniach Palestyny i odnowiona przez Chrystusa zawędrowała daleko na północ - nad Dniepr i inne leniwe rzeki kraju Słowian. Jako rodowici Indoeuropejczycy czcili oni Boga Burzy Smokobójcę, nazywając go wieloma imionami, z których najlepiej zapamiętano imię Perun. Na miejscu dawnych sanktuariów, świętych gajów i gór, chrześcijańscy misjonarze budowali kościoły i cerkwie. Czynili tak celowo, aby przejąć dla nowej religii dawne miejsca mocy. Podobnie postępowali ze świętym czasem: z dniami w roku, które dotąd poświęcone były pogańskim bóstwom. I tak święto płodności około letniego przesilenia słonecznego (Kupała) stało się świętem św. Jana Chrzciciela.

Prorok Eliasz zastąpił Peruna. Słowiańskie główne święto Peruna było w połowie lata, tuż przed żniwami. Eliasza - czyli św. Ilię - czczono w tym samym czasie, 20 lipca. Rychło w wyobraźni ludu obaj herosi zrośli się w jedną postać: mieszkańca niebios, jeżdżącego ognistym wozem, porażającego smoki i uwalniającego deszcze. Nasi przodkowie sprzed tysiąca lat bezbłędnie odczytali wspólną strukturę mitów: Eliasza i Peruna.

Przypisy

20. Istnieje pogląd, że świetne państwo Dawida i Salomona nie istniało, było tworem wyobraźni lub raczej politycznej propagandy czasów późniejszych. Wykopaliska wskazują, że Jerozolimą w czasach Dawida i Salomona władali władcy zaskakująco skromni.

21. czcił Jahwe... Nawet imię proroka ma "propagandowy" sens: Eliasz, po hebrajsku El-iyahu znaczy "moim Bogiem jest Jahwe". Niewykluczone, że imię to było przydomkiem politycznym, przybranym w dorosłym wieku.

21A. ...Ale bardziej jest prawdopodobne, że JESZCZE nie powstała! Legendarnemu plemiennemu herosowi Mojżeszowi przypisano stworzenie ideologii, którą naprawdę obmyślili jahwiści nie wcześniej niż w VII wieku pne. Starożytni żydowscy twórcy religii pisali taką historię, jaka była im potrzebna. Przypis dodany w 2009 r.

22. O Eliaszu piszą: I Księga Królewska 17-19, 21; II Ks. Królewska 1; II Ks. Kronik 21.

23. prywatna klątwa Eliasza... Ale Achab uważa, że tak właśnie jest!

24. Inną, znaną w Polsce, przeróbką tego mitu jest spisana przez Wincentego Kadłubka (i potem w Kronice Wielkopolskiej) legenda o Smoku Wawelskim. Władca Krakowa, król Krak (lub jego sługa Skuba) uśmierca Smoka nie piorunem, ale łatwopalną smołą i siarką w skórze zwierzęcej podrzuconą bestii. Smok próbuje się ratować wypijając rzekę - tu ujawnia się jego zdolność do powstrzymywania wód.

24A. Niniejszy tekst pisałem w 1999 roku, kiedy bezkrytycznie przyjmowałem rozpowszechnione poglądy na temat "praojczyzny" Indoeuropejczyków, a ściślej: ludów mówiących językami indoeuropejskimi. Pogląd, iż byli ludem Stepu, nie wytrzymuje krytyki! Indoeuropejczycy najprawdopodobniej byli neolitycznymi tubylcami Bałkanów lub regionu bałkańsko-egejskiego - tzn. zajęli ten obszar w procesie pierwotnej kolonizacji rolniczej w epoce neolitu. To był ich "matecznik" i stąd rozeszli się na wschód do Azji Mniejszej, Iranu, Indii i kotliny Tarymu, i na zachód, do Zachodniej Europy. Był i trzeci kierunek, na północ, skąd Słowianie i Bałtowie. Pogląd ten pochodzi od prof. Ryszarda Ignacego Danki, w większości zbieżny jest też z poglądem Colina Renfrew'a. Przypis dodany w 2009 r.

25. uciekać... na górę Horeb. Epizod ten przypomina motyw rozpowszechniony w polskich legendach herbowych, gdzie heros-założyciel rodu zrazu ponosi klęskę, ale ratuje się ucieczką do lasu, będącego zarazem zaświatami, siedzibą bogów i duchów przodków, i otrzymawszy od nich pomoc, na nowo, często w nocy i w pozornie nie sprzyjających warunkach uderza na wroga i tym razem zwycięża. W opowieści o Eliaszu zamiast lasu występuje pustynia, siedziba Boga. (Patrz M. Cetwiński, M. Derwich, "Herby, legendy, dawne mity", Wrocław 1989.)


Wojciech Jóźwiak

Komentarzy nie ma.