Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2014-12-02

Alexandramag

Bezdomne dzieci

Szłam przez plac w nieznanym mieście. Minęłam drewnianą furmankę z woźnicą i koniem. Poszłam w kierunku lasu. Na brzegu lasu skryłam się za gałęziami i zasłonką, i zaczęłam się przebierać. Obok chodziło sporo osób. Z lasu szły dwie kobiety - młodsza  i starsza z koszem uzbieranych grzybów. Weszłam z powrotem w to ustronne miejsce i zaczęłam ponownie się przebierać. Zobaczyłam kolejkę ludzi. Wszyscy starali się opuścić tamto miejsce. Zobaczyłam gromadkę dzieci. Nie miały domu. Tłumaczyłam jakiejś osobie, jak ma wrócić do miasta. Zobaczyłam znajomą od ubezpieczeń, miała łzy w oczach. Martwiła się tym, że dzieci te nie mają domu. U niej w sklepie zostawiona była duża paczka. Spotkałam dawnego znajomego. Powiedział, że wynajmuje mieszkanie, ale w następnym  mieszkaniu, będziemy mieszkać razem. Będzie to nawet połowa domu, nie mam się o co martwić, że nie będę miała gdzie mieszkać. Wyszłam stamtąd. Była druga dwadzieścia na zegarku. Zobaczyłam mojego syna, jak wychodzi z plecakiem na plecach. Zamierzałam wrócić tą samą drogą przez miasteczko. Znakiem rozpoznawczym była furmanka stojąca na placu z woźnicą.

Śnił mi się jeszcze tor wyścigowy dla samochodów. Samochody jechały jeden za drugim. Udało mi się przejść przez jeden pas. Przeskoczyłam przez barierkę. Dotarłam do drugiej jezdni. Poszłam tą jezdnią; samochody tam zakręcały, jadąc szybko prawą stroną, ja szłam lewą stroną. Doszłam do małego mostku. Po prawej stronie, na poboczu, dawny znajomy (nieżyjący) szykował dużo małych, okrągłych, wyrośniętych chlebków dla bezdomnych dzieci.

Alexandramag

Komentarzy nie ma.