Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2008-07-23

Maciej Lorenc

Ayahuasca, pnącze duszy
O Banisteriopsis caapi i podobnych roślinach

Istnieją ludzie, którzy z braku doświadczenia lub z tępoty odwracają się drwiąco od takich zjawisk jako od "chorób ludowych" lub z politowaniem w poczuciu własnego zdrowia; biedni, nie przeczuwają oczywiście, jak trupio i upiornie wygląda ich "zdrowie", gdy obok nich szumem przebiega płomienne życie dionizyjskich marzycieli.
Friedrich Nietzsche



źródło: www.alexgrey.com

Substancje psychoaktywne

Nie jest odkrywcze stwierdzenie, że w naturze człowieka leży skłonność do ucieczki od ograniczeń ziemskiej egzystencji poprzez przeżywania odmiennych stanów świadomości. Stany te mogą pojawiać się niezależnie od woli człowieka, możliwe jest też wywoływanie ich posługując się przeróżnymi technikami, do których należą m.in. modlitwa, medytacja, ekstaza seksualna, ekstaza wywołana obcowaniem ze sztuką, hipnoza, wywoływanie świadomych snów czy zażywanie substancji narkotycznych. Podstawowy podział tych substancji ze względu na działanie i właściwości chemiczne może prezentować się następująco:

Niektóre substancje psychoaktywne mogą zmieniać swoje właściwości zależnie od przyjętej dawki, okoliczności oraz fazy działania. Dla przykładu: meskalina ze względu na działanie uznawana jest za psychodelik, ale z chemicznego punktu widzenia należy do amfetamin. Inny podział dokonany przez Louisa Lewina, a uzupełniony przez Williama Embodena dokonany ze względu na stan świadomości wywoływany przez określoną substancję przedstawia się następująco[1]:

Zażywanie narkotycznych substancji ma bardzo długą historię - sięgającą według niektórych do początków istnienia ludzkości. Terence McKenna uważał, że ludzka świadomość narodziła się w momencie, w którym istota człekokształtna zjadła grzyb zawierający psylocybinę i pierwszy raz doświadczyła poznania. Jako że niemożliwe jest jednoznaczne stwierdzenie, który moment można uważać za narodziny świadomości nie będę tego zagadnienia rozwijał. Jest jednak bezsporną kwestią fakt, że substancje zmieniające świadomość były ludziom znane od tysiącleci (możliwe, że tradycja ich używania sięga nawet do górnego paleolitu - około 34 tysiące lat temu). Być może najstarsze znane nam malowidła naskalne w Lascaux oraz francuskich Pirenejach przedstawiające zwierzęta i abstrakcyjne figury geometryczne również są skutkiem używania psychoaktywnych roślin. O wielowiekowej tradycji użycia takich roślin[2] świadczą misy służące prawdopodobnie do palenia opium wykopane w Bretanii, palenia konopi znalezione w Europie środkowej i Wschodniej czy naczynia w kształcie makówek służące prawdopodobnie do przechowywania opium w starożytnym Egipcie.

Wiodącym tematem tej pracy będą rośliny zawierające pochodną indolu - DMT (N,Ndimethylotryptamina) i β-carboliny (harminę i harmalinę) oraz kontekst kulturowy ich użycia i znaczenie w życiu poszczególnych jednostek i całych grup. Pochodne indolu zaliczane są do halucynogenów powodujących odmienne stany świadomości, bez wywoływania trwałych zmian toksykologicznych w organizmie. Alkaloidy oparte na grupie indolowej są powszechnie spotykane w tkankach organizmów żywych jest nim m.in. serotonina - najważniejszy neuroprzekaźnik ośrodkowego układu nerwowego.

Dzielą się na[3]:

Rośliny zawierające DMT oraz harminę i harmalinę występują w różnych rejonach i sferach klimatycznych kuli ziemskiej. Samo DMT może być zażywane doustnie, palone, wstrzykiwane dożylnie lub domięśniowo lub wciągane do nosa. Po przyjęciu doustnym ze względu na podobieństwo chemiczne do serotoniny jest stosunkowo szybko wychwytywane i dezaktywowane przez monoaminooksydazę (MAO). Dlatego aby przedłużyć i wzmocnić działanie używa się alkaloidów harmaliny i harminy będących silnymi krótkotrwałymi inhibitorami monoaminooksydazy (MAO-I), co zwalnia proces metabolizowania DMT w jelitach. Wiedzę dotyczącą łączenia tych dwóch alkaloidów posiadają od tysięcy lat Indianie amazońscy, ale jest bardzo prawdopodobne, że mieli ją także Ariowie (Indoirańczycy).


Amazońskie pnącze duszy

W Amazonii spożywa się święty wywar znany m.in. jako ayahuasca, yage (lub yaje), natema, huaraca, pinde, cudana, caapi, soga de muerte[4]. Nazwa ta może oznaczać "pnącze śmierci", "pnącze duszy", "pnący powróz śmierci"[5] lub "napój bogów". Napój jest rytualnie spożywany na terenie Brazylii, Peru, Ekwadoru i Kolumbii. Przyrządzany jest z dwóch składników. Pierwszym jest kora i pędy amazońskiej liany Banisteriopsis caapi z rodziny Malpighiaceae, nazywane toe. Roślina ta została jako jedna z wielu psychoaktywnych roślin amazońskich przez Richarda Spurce'a między 1849 a 1864 r. nazwana przez niego początkowo Banisteria caapi. Aktywną substancją tej rośliny jest przede wszystkim harmalina (inne nazwy to banisteryna, yageina, telepatyna). Drugim składnikiem najczęściej są liście Psychotria viridis z rodziny Rubiaceae, nazywanej chacruna. Używa się jej jako dodatek do ayahuaski, ponieważ zawiera duże ilości DMT. Obie rośliny są gotowane razem lub macerują kilka godzin. Po odparowaniu otrzymuje się gęsty napój zachowujący swoje właściwości przez kilkanaście godzin.


Po lewej stronie Bansteriopsis caapi, źródło www.uncaria.pl
po prawej Psychotria viridis, źródło: toptropicals.com

Wojownik i szaman ayahuasca Rafael mówi o chacruna:

Duchowo jest połączone poprzez ziemię z innymi roślinami ayahuaski. Dlatego dzięki temu wizje są mocniejsze. Bez tego nie masz wizji, nie widzisz wyraźnie, ale gdy to dodasz, wtedy masz wizje, możesz widzieć ducha dżungli i górskie lekarstwa.[6]


"Ayahuasca and Chacruna" - szaman Pablo Amaringo malujący swoje wizje przedstawia konieczność połączenia magicznych roślin: z pnącza ayahuasca wychodzi czarny wąż, inny wąż - czekruna penetruje węża ayahuaski wywołując efekty wizjonerskie tych roślin (cztery postacie w lewej części obrazu)

Pity wywar może powodować wymioty, uczucie ciężkości na żołądku, nudności i rozwolnienie, a także torsje. Ważniejszym jednak wydaje się fakt, że osoby, które spożywały yage mówią o braku komfortu psychicznego - uczuciu lęku, paranoi, doświadczenia siebie samego bardzo głęboko, co nie zawsze jest opisywane jako przyjemne. Wynika to z intensywności samego przeżycia, na które osoby pijące yage często nie są przygotowane. [7]

Picie wywaru ayahuasca umożliwia szamanom doznawanie wizji przyszłości i porozumiewanie się ze światem duchów przodków, powrót do źródeł oraz otwarcie ponadzmysłowych kanałów percepcji, takich jak telepatia czy jasnowidzenie. Ponadto przekroczenie progu śmierci, a także ważne z socjologicznego punktu widzenia wzmacnianie więzów między członkami wspólnoty i użycie w rytuałach dojrzewania. Yage może być spożywane zarówno indywidualnie jak i w grupie. Niektóre decyzje dotyczące przyszłości zbiorowości powstają w oparciu właśnie o grupowe halucynacje. Może być spożywana tylko przez dorosłych mężczyzn, ale często kobiety i młodzi przed inicjacją mogą być przy tym obecni. Bardzo ważnym jest fakt, że ayahuasca jest utożsamiana z bóstwem kobiecym, a samo doświadczenie obfituje w symbole związane z płciowością i seksem. Szaman Rafael w ten sposób uzasadnia rolę spożywania wywaru yage:

Bierzemy ją, aby doznać duchowych wizji dżungli, rzeki, deszczu i wzgórz. Ona zawiera rzeczy, które są dobre dla zdrowia szamana. Daje szamanowi władzę, daje mu ogromną energię do władzy nad całą dżunglą. Wąż boa jest szamanem, jaguar jest szamanem, duchowość wszystkich zwierząt jest zwarta w ayahuasce.(...) Kiedy nie patrzymy, ginie osoba, więc wtedy pijemy ayahuaskę i widzimy kim był zabójca. Wiemy duchowo. (...) Uczy nas miłości do całego kosmosu, miłości naszej kosmologii, "Ama Lulla, Ama Killa, Ama Shua". Nie kradnij, nie kłam, nie bądź leniwy. Uczy nas opieki nad naturą. Nas i nasze dzieci. Ayahuasca uczy nas kochać naturę, widzieć duchowości tej krainy, zobaczyć "Pacha Mama", matkę Ziemię i Kosmos.[8]

Jak da się również zauważyć z powyższej wypowiedzi bardzo istotnym aspektem jest nawiązanie łączności ze światem roślin i zwierząt pod wpływem yage. Indianie z plemienia Amahuaca w trakcie sesji przywoływali wizje zwierząt, na które polowali. Byli w stanie dzięki temu utożsamić się ze zwierzyną, a przez to poznać instynkty i zwyczaje na tyle dobrze by zwiększyć znacznie skuteczność polowań.[9] Inna relacją ukazującą doświadczenie duchów zwierząt jest wizja Indianina z plemienia Jivaro w Ekwadorze:

Powietrze przeszyła muzyka tsentsak, duchowych pomocników. Moc napoju karmiła je. Przyzywał je, a one przyszły. Pierwszy, pangi, anakonda, zwinięty wokół jego głowy, przemienił się w złotą koronę. Potem wampang, olbrzymi motyl, krążył wokół ramion i śpiewał trzepotem swych skrzydeł. Nad nim tańczyły węże, pająki, ptaki i nietoperze (...) Dźwięk rwącej wody przepełnił jego uszy. Słuchając jej huku wiedział, że posiadł moc Tsungi, pierwszego szamana. Teraz mógł widzieć.[10]

Stanisław Grof przytacza także jako przykład identyfikacji ze zwierzęciem relację Petera Stafforda:

(...)Pod wpływem yage nie czułem się po prostu jak wąż, ale w pewnym sensie byłem nim i jakoś osiągnąłem poziom doświadczenia, w którym mogłem skontaktować się z ukrytym wężem wewnątrz mnie (...) Moje postrzeganie zostało uporządkowane według nowych i odmiennych kategorii,[11]

Ponadto uważa się, że wywar ma ogromne właściwości lecznicze i to zarówno, gdy jest spożywany przez pacjenta jak i przez szamana. Szamani stosują ayahuaskę przy leczeniu febry, ponadto jest uważany za silny środek odrobaczający (poprzez torsje i rozwolnienie), działa znieczulająco i jest stosowana w bolesnych obrzędach inicjacyjnych. Wierzy się, że yage pozwala szamanowi zobaczyć choroby i poznać ich przyczyny. Ponadto ayahuasca wykazuje korzystne działanie przy leczeniu chorób psychicznych takich jak schizofrenia i depresja, a także przy terapii uzależnień od alkoholu i narkotyków. Wiele jest zeznań osób, które po wypiciu ayahuaski zrozumiały i rozwiązały powody nadużywania przez siebie alkoholu, heroiny lub kokainy. Według badań prowadzonych przez Stanisława Grofa oraz Claudio Naranjo z lat 60-tych i 70-tych wskazują, że wywar okazał się być skuteczny w 1/3 przypadków terapii osób uzależnionych od heroiny (czyli bardzo dużo porównując z innymi metodami). Charles Grob i Rick Strassman, kontynuujący te badania w latach 90-tych stwierdzili, że zażywanie ayahuaski niweluje pociąg do narkotyków i alkoholu. Właściwości terapeutyczne i zwiększenie zdolności telepatycznych, jakie posiada yage skusiła również jednego z największych pisarzy amerykańskich XX w. Williama Burroughsa do wyprawy w poszukiwaniu pędów Banisteriopsis caapi. Przez prawie całe życie zażywał on przeróżne narkotyki z heroiną na czele. Efektem fascynacji Burroughsa rośliną są m.in. w dużej mierze autobiograficzną powieść "Pedał", w której opisuje on wyprawę do Ekwadoru, tekst "In search of yage", korespondencja z Allenem Ginsbourgiem w "The yage Letters" czy wzmianki w "Nagim lunchu" i debiutanckim "Ćpunie".

Rolę, jaką ayahuasca pełni w kulturze niektórych plemion dobrze obrazują niektóre fragmenty mitu o stworzeniu według Tukano, będących przedmiotem wieloletnich badań kolumbijskiego antropologa Gerarda Reichel-Dolmatoffa. Pierwszy dom został według ich wierzeń zbudowany przez jedno z dwóch bliźniaczych Istnień - Słońce w "miejscu rośliny yage"[12]. W innej części córka Vai-mahse, jednego z najważniejszych bóstw lasów, będąc w ciąży udała się na brzeg. Kiedy przyszły bóle porodowe bardzo cierpiała. Kobieta z plemienia Desana chciała jej pomóc, więc chwyciła ją za rękę, ale córka Vai-mahse wiła się tak mocno, że złamała sobie palec. Stara kobieta zachowała ten palec w swoim domu, ale został on ukradziony i zasadzony przez młodego mężczyznę. Wyrosła z niego roślina yage.[13] W podobny zresztą sposób powstała roślina coca oraz curara - trucizna, którą Indianie smarują strzały. Richard Rudgley przytacza inną wersję mitu o pochodzeniu yage. Mityczna postać - Kobieta yage urodziła roślinę yage w postaci dziecka. Zostało one porwane i rozdarte na części przez mężczyzn, będących świadkami tych narodzin[14]. Rola yage u Tukano jest szczególna także pod innym względem. Ozdabiają oni ceramikę, budowle, meble i narzędzia codziennego użytku geometrycznymi figurami i wzorami widzianymi podczas halucynacji. Wierzą również, że muzyka i taniec także pochodzą z halucynacji słuchowych pod wpływem ayahuaski. "Odmienne stany wywoływane przez spożycie pnącza uznawane są za coś lepszego od zwykłej, codziennej świadomości, co znajduje odbicie zarówno w użyciu motywów w celach dekoracyjnych, jak i nadawaniu im ważnych społecznie znaczeń".[15] Przykładem znaczenia nadawanego przez Tukano formom geometrycznym pojawiającym się w wizjach przytoczę za Richardem Rudgleyem[16] np. spirala - symbol kazirodztwa i kobiet zakazanych (kształt wiru wodnego przedstawiający społeczne niebezpieczeństwo kazirodztwa) czy kropki lub kółka ułożone w rzędy odpowiadają wyobrażeniom kropli spermy i oznaczają linię pochodzenia społecznego oraz ciągłość życia.


Czym była soma Ariów?

Kwestią konieczną do poruszenia jest spór dotyczący słynnego, boskiego narkotyku Ariów (zamieszkujących niegdyś terytorium obecnego Afganistanu). W irańskiej Aweście (pismo święte zoroastryzmu) nazywany jest on haoma, w Rigwendzie należącym do tradycji staroindyjskiej - soma. Roślina ta została prawdopodobnie sprowadzona do Indii przez ludy aryjskie i wywarła ogromny wpływ na rozwój Hinduizmu.[17] Do dziś jej tożsamość stanowi temat dyskusji, jako, że przedstawiona została ona w obu tekstach bardzo abstrakcyjnie i metaforycznie. Przy przedstawianiu go oprę się w największej części na syntezie dokonanej przez Richarda Rudgleya. Początkowo uważano, że był to napój alkoholowy. Rigwenda jednakże wyraźnie odróżnia somę od napojów preparowanych przez fermentację. Poza tym ze względu na krótki czas trwania opisywanych tam rytuałów, niemożliwe było zajście fermentacji. Próbowano też utożsamić ją z haszyszem, jednakże sposób przyrządzania somy nie miał nic wspólnego z preparowaniem konopi indyjskich. Pojawiły się też próby utożsamienia somy z żeń-szeniem (Panax gingseng) oraz przęślą zwyczajną (Ephedra sinica). Ważną teorię wysunął Gordon Wasson w latach 50-tych XX w. - współtowarzysz psychodelicznych podróży Alduosa Huxley'a a zarazem mykolog-amator. W 1968 r. wydał pokaźny materiał zatytułowany "Soma: Divine Mushroom of Divinity", w którym stara się dowieźć swojej tezy, że soma to nic innego jak muchomor czerwony (Amanita muscaria),[18] zawierający potężne substancje halucynogenne: muskarynę i muscimol, a także kwas ibotenowy. Argumentacja była przekonująca dla wielu uczonych, wystarczy wymienić Claude Levi-Straussa i Richarda Schultes'a. W Rigwendzie nie ma bowiem wzmianek o korzeniach, liściach, kwiatach lub nasionach somy, co pasowałoby bardzo do grzyba. Nie ma też mowy o jej uprawie, jako że muchomor jest praktycznie niemożliwy do uprawy. Są też wzmianki dotyczące związku somy z moczem (np. "Mężowie o nabrzmiałych twarzach sikają i płynie [soma]." Rigwenda IX, 74)[19]. Aktywne substancje muchomora nie są metabolizowane, dlatego spożywający go człowiek może pić następnie swój mocz, który zachowuje psychoaktywne właściwości Amanita muscaria. Argument ten jest wątpliwy, gdyż ani w Rigwendzie, ani w Aweście nie ma nigdzie mowy o piciu moczu, a fragmenty, na których opierał się Wasson zostały przetłumaczone ponownie przez językoznawców, zmieniając w dużej mierze znaczenie. Argument stojący w zupełnej opozycji w stosunku do jego teorii to wzmianka o tym, że soma występowała wyłącznie w górach, Indo-Ariowie natomiast podbili jedynie doliny i mało prawdopodobne, by prowadzili handel wymienny z agresywnymi plemionami górskimi. Ponadto w Aweście haoma jest opisana jako roślina wysoka, wonna i zielona, co w żaden sposób nie pasuje do jakiegokolwiek grzyba. Ważniejszą teorią biorąc pod uwagę temat pracy jest teoria, której autorami są David Stophlet Flattery i Martin Schwartz. Doszli oni do wniosku, że haoma to poganek rutowaty, nazywany też rutą stepową (Pegaum harmala), występująca pospolicie na terenach pierwotnie


Nasiona Peganum harmala
źródło: www.luckymojo.com/aspand.html
zamieszkałych przez Indoirańczyków.[20] Roślina ta zawiera m.in. harmalinę i harminę, czyli te same alkaloidy co Banisteriopsis caapi. Właściwości ruty są znane w irańskiej medycynie ludowej od wieków, są też doniesienia o używaniu go przy praktykach religijnych. Ponadto Flattery zauważył, że teksty z czasów islamskich wskazują na jego bardzo podobne właściwości z tymi, które posiadała haoma w Aweście a mianowicie: nadanie działania duchowego przez Najwyższą Istotę, odstraszanie złych duchów, wzbudzanie męstwa i odwagi. Korzystając z powyższej teorii Rudgley porównuje somę/haomy z amazońską yage, potwierdzając, że posiadała ona wiele właściwości takich jak ayahuasca, co wzmacnia podobieństwa natury farmakologicznej. Należą do nich m.in. oddzielenie duszy od ciała i wkroczenie w świat duchów. Ponadto wskazuje na tajemniczy zbieg okoliczności, że Indianie Guarani określają lianę Banisteriopsis caapi mianem "jauma" (czyt. haoma).


Współczesna recepcja

O znaczeniu, jakie ma spożywanie napoju z yage dla ludzkiej duchowości świadczy powstanie religii Santo Daime. Stanowi ona swoiste połączenie chrześcijaństwa z kultem ayahuaski i mitologią szamańską. Kościół ten został założony w latach 30-tych XX w. przez Raimundo Irineu Serra.[21] Z czasem przeniósł się do większych miast Ameryki Południowej, a stamtąd rozprzestrzenił do Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej i wielu krajów Europy Zachodniej. Rytualne spożywanie ayahuaski, a co za tym idzie praktyki religijne kościoła Santo Daime są nielegalne we wszystkich krajach (zgodnie z moją wiedzą z wyłączeniem Brazylii i Peru), a DMT (w czystej formie) znajduje się na liście substancji kontrolowanych przez rząd na mocy Konwencji Narodów Zjednoczonych o substancjach psychotropowych z 21 lutego 1971r. Nieuzależniająca substancja o ogromnym znaczeniu kulturowym i terapeutycznym została zdelegalizowana i postawiona w jednym rzędzie z heroiną i kokainą. Jest to konsekwencja paniki, która opanowała cywilizację zachodu wraz z popularyzacją psychodelików w latach 60-tych XX w. i represjami, które rząd przede wszystkim USA nakładał na społeczności ich używające. Walka o legalizację Santo Daime w Brazylii zakończyła się po latach prześladowań raportem komisji interdyscyplinarnej powołanej przez CONEMA (Brazylijska Rządowa Komisja do Spraw Narkotyków) w 1988 r., w którym możemy przeczytać, że u osób pijących ayahuaskę "nie stwierdzono anomalii społecznych, normy etyczne i modele zachowania mogą służyć za wzór". W Europie, ze szczególnym wskazaniem na Holandię jest kilka ośrodków zabiegających o legalizację DMT i rytuałów związanych z yage, na razie bezskutecznie. Nic też nie wskazuje na to, żeby sytuacja mogła ulec zmianie. Terence McKenna zauważył, że "każde społeczeństwo wybiera niewielką liczbę substancji, nie ważne jak toksycznych i czci je w swoich wartościach kulturowych, później prześladuje wszystkie inne substancje i ludzi, którzy ich używają". Oczywistym jest spostrzeżenie, że cywilizacja zachodu w związku z wartościami, na których się opiera wybrała silnie uzależniający fizycznie i psychicznie alkohol oraz rośliny takie jak


Terence McKenna
źródło www.nitrozen.com
tytoń, kawa, herbata czy chociażby drzewo kakaowca, wszystkie posiadają działanie łagodzące zmęczenie i głód, ale jak większość stymulantów mogą powodować w mniejszym lub większym stopniu uzależnienie psychiczne. Upowszechnianie na całym świecie zachodniego stylu życia wiąże się nie tylko z ujednolicaniem kultury na przykład poprzez zakazywanie tradycyjnych obrządków[22], ale także postępującym przyzwoleniem na wyniszczanie środowiska naturalnego przez kampanie naftowe i duże koncerny. Rick Strassman nazywa DMT "molekułą duszy". Jego badania z 1990 r. opisane w "DMT: The Spirit Molecule" dowodzą, że DMT jest substancją endogenną, wytwarzaną przez szyszynkę przede wszystkim podczsas doświadczeń bliskich śmierci ("near death experience" - NDE), czyli przeważnie chwile narodzin i śmierci. Stanisław Grof z kolei wskazuje na podobieństwo substancji produkowanych przez szyszynkę z harmaliną:

Dostarcza to podstaw do pewnych fascynujących spekulacji, ponieważ tradycje mistyczne przypisują gruczołowi przysadki (szyszynki) wielkie znaczenie w procesie otwarcia trzeciego oka, wiążą go ze stanami wizyjnymi i zdolnościami psychicznymi.[23]

Stało się to punktem wyjścia dla wielu myślicieli i naukowców:

Nie rozumiemy jeszcze, dlaczego współczesny styl życia na zachodzie niszczy DMT w szyszynce. Przyczyną może być stres i odżywianie, ale również to, że wizjonerska funkcja szyszynki jest tłumiona w nas we wczesnym dzieciństwie (...)Trenujemy dziecko, aby posługiwało się logiką, aby stało się sztukmistrzem w skomercjalizowanym świecie, zwolennikiem logiki i założeń społecznie akceptowanych.[24]

Mamy więc do czynienia z niezrozumiałym paradoksem, który przedstawia Terence McKenna:

DMT, najpotężniejszy halucynogen występuje w ludzkim mózgu, jest normalną częścią metabolizmu. Jest traktowany jak narkotyk nielegalny (Schedule I drug), więc wszyscy go posiadamy i może on stać się podstawą do wszczęcia postępowania. Aby pokazać, jakim głupstwem jest cały ten nonsens: Ludzie Stali Się Nielegalni![25]

McKenna napisał wiele książek dotyczących swoich doświadczeń z użyciem roślin halucynogennych, stał się także cenionym filozofem i znawcą szamanizmu. Był tym samym zwolennikiem legalizacji wszystkich środków psychoaktywnych pochodzenia naturalnego i symbolem kontrkultury związanej z psychodelikami. Inna ważna postać dla tych środowisk - Timothy Leary, guru psychodelicznej rewolucji lat 60-tyc XX w. w USA zaklasyfikował DMT, obok LSD i STP (nazywany też DOM) do klasy narkotycznych substancji umożliwiających przekroczenie wszystkich 7 wyróżnionych przez niego poziomów świadomości i osiągnięcie ostatniego z nich - "Atomowo-Elektronowego".


Świadectwa

Na terenie Polski również występuje roślina zawierająca śladowe ilości DMT - Mozga trzcinowata (Phalaris arundinacea L.). W całej roślinie występuje 0,06% czystego DMT. Jak wynika z wypowiedzi internautów najczęściej ze względu na niską cenę i łatwość przyrządzenia używane jest połączenie nasion opisywanego wcześniej Peganum harmala (zawierającego inhibitory MAO) i kory Mimosa hostilis (zawierającej duże ilości DMT). Obie rośliny nie występują w klimacie umiarkowanym, ale można je zamówić w sklepach internetowych zajmujących się sprzedażą legalnych roślin używanych do magicznych rytuałów i religijnych obrzędów, często mających psychoaktywne działanie. Zapytałem o doświadczenia kilka osób, które spożywały ayahuaskę. Poprosiłem ich o napisanie mi krótkiego sprawozdania, zastrzegając, że nie ma ograniczeń co do objętości i poruszonych tematów, ale najbardziej interesują mnie okoliczności spożycia napoju, wpływ tego doświadczenia na rozwój duchowy i życie respondenta, co z niego wyniósł, czy doświadczenie było przyjemne i czy poleciłby picie wywaru innej osobie. Zdawałem sobie sprawę z ograniczeń takiej metody, jednakże z osobami, do których wysyłałem wiadomości prowadziłem wielokrotnie rozmowy na forum, więc z najbardziej kompetentnymi i zainteresowanymi mogłem pozwolić sobie na wymianie kilku wiadomości na ten temat, pogłębiając tym samym szczegółowość zdobywanych informacji. Inną kwestią jest ogromna anonimowość portali i forów internetowych, co mam nadzieję wpłynęło pozytywnie na szczerość wypowiedzi, ale też z drugiej strony chęć zachowania tej anonimowości a w niektórych przypadkach miejsce zamieszkania respondenta uniemożliwiało spotkanie i przeprowadzenie wywiadu pogłębionego. Jedna z osób nie zgodziła się napisać takiego sprawozdania stwierdzając:

Nie chce mi się rozpisywać, ale nic specjalnego moim zdaniem, choć może za mało wypiłem (...) podobne do wejścia grzybowego tylko bardziej mroczne".

Inna osoba wyraziła duże zainteresowanie tematem, ale nie miała czasu na napisanie szczegółowego raportu ze względu na zbyt dużą ilość obowiązków. Wszystkie osoby, które podzieliły się za mną doświadczeniem ayahuaski przygotowywały wywar z nasion Peganum harmala i Mimosa hostilis. To, co charakterystyczne i przewija się we wszystkich relacjach to ogromna szybkość i niespodziewanie silne działanie wywaru, a także wynikający z nich szacunek w stosunku do całości doświadczenia. Skupię się najpierw na czynnikach odczuwanych przez respondentów jako negatywne. Wszystkie osoby mówią o bólach żołądka, nudnościach i wymiotach spowodowanych spożyciem yage, a także osłabienie zdolności motorycznych ciała. Jedna z osób porównał negatywne skutki działania do spożycia dużej ilości alkoholu. Inna napisała, że całe doświadczenie "psychofizycznie oscyluje pomiędzy bardzo przyjemnym a fatalnym". Sam fakt zwymiotowania trzy osoby niezależnie od siebie określiło mianem katharsis, jako że po zwróceniu wywaru ustępuje większość negatywnych objawów fizycznych. Jeśli chodzi o negatywne odczucia psychiczne przytoczę fragmenty relacji kolejnej osoby:

Działanie zaczęło przybierać na sile w lawinowym tempie. Zmiany w percepcji w moment zrobiły się tak radykalne, że poczułem strach, czy aby na pewno wszystko działa tak, jak powinno. (...) Czułem się jak w klatce, ale nie byłem w stanie podjąć jakiejkolwiek decyzji, mogłem tylko coraz bardziej zapadać się w siebie(...) Poczułem się sam, mimo, że blisko mnie byli ludzie (...) Czułem, że opuszczam ciało i że robię to w najgorszym możliwym kierunku - w kierunku piekła, z którego - czułem to wyraźnie - nie wrócę.

Z tych fragmentów można już wstępnie wywnioskować o potencjale, jaki posiada w sobie wywar z yage i głębokości zmian percepcji, jakie powoduje. Przytaczając w dalszym ciągu cytowaną powyżej osobę:

Moja świadomość przechodziła dziwne transformacje i zdecydowanie przestałem być ograniczony do ciała. Percepcja także nie zależała już od moich zmysłów. W zasadzie nie byłem w stanie określić czym w danym momencie jestem, bo moje ja w zawrotnym tempie oscylowało między różnymi punktami widzenia/odniesienia.

Kolejny rozmówca relacjonuje podobnie:

Mistyczne i niewyobrażalne dla kogoś, kto nie doświadczył podróży psychodelicznej wejście w siebie. Było to jedno z moich pierwszych, albo i pierwsze mocne doznanie duchowe.

Głębokość doznań mistycznych ayahuaski potwierdza także następujące stwierdzenie:

Każdy kontemplowany element świata nabierał dla mnie wielkiej głębi i wielkiego znaczenia. W niebie ujrzałem to, co mogli widzieć Majowie. Wiedziałem, że warto tam patrzeć, wiedziałem, że kryje się w nim mądrość, że Ziemia jest jednym z punktów mistycznego planu (...) Opuściłem świat materialny i powędrowałem do tego, co dziś nazywam karmicznym wymiarem świata astralnego.

Osoba ta zeznaje, że doświadczyła podróży w głąb siebie na tyle głębokiej, że ujrzała swoje poprzednie wcielenie, w którym była człowiekiem zagubionym w świecie alkoholu i narkotyków oraz którą samotność i poczucie beznadziei doprowadziło ostatecznie do samobójstwa. Przeżycie to okazało się dla niej na tyle silne, że odmieniło jej sposób bycia:

Wystrzegam się błędów poprzedniego życia jak ognia. Znalazłem miłość, znalazłem Boga, całkowicie poruszony zostałem mistyczną stroną życia i staram się trzymać jak najbliżej jej. Doświadczenie nie było przyjemne. Było wręcz męczarnią, ale tylko w ten sposób mogłem się tyle nauczyć. Byłem w ciężkiej sytuacji, ayahuasca pomogła mi zintegrować się ponownie z życiem, pomogła mi naprawić siebie i uczynić się lepszym dla innych.

O przemianach duchowych pisze także inny, wcześniej przytaczany rozmówca:

Poczułem piękno wpisane w najgłębszą naturę Wszechświata i zobaczyłem w nim odcisk dłoni Stwórcy i jego nieskończonej miłości. Miłość przepełniała i rozrywała mnie od środka. Odkryłem, że miłość duchowa nie pochodzi od nas, że kochając innych obdarzamy ich miłością Boską i że możemy przez to faktycznie pokochać cały świat, gdyż miłość ta jest nieskończona. Zrozumiałem, że żyjemy po to, by poznać jak najlepiej Boga, że żyjemy pośród jego dzieł, z których każde jest osobnym cudem a mimo to śmiemy kwestionować Jego istnienie. Nie czułem siebie jako osoby. Nie czułem istnienia śmierci (...) zyskałem niesłychaną intuicję. Kilkakrotnie odpowiedziałem na pytania (szczegółowe, nie ogólne), zanim mi je jeszcze zadano, bo "wyczytałem je" w oczach rozmówcy. Resztę nocy spędziłem z przyjaciółmi rozmawiając, słuchając (miałem wrażenie, że pierwszy raz w życiu tak na prawdę słucham ludzi) i bawiąc się. Smak nowego życia był piękny. To był smak nigdy niegasnącej Nadziei, i celu istnienia.

Kolejna osoba z kolei stwierdza, że przeżycie z yage zaprowadziło ją do odkrycia własnej prawdy odnośnie religii:

Mam swój własny punkt odniesienia, takiego mojego boga,bogiem jest miłość, to ona jest dla mnie najwyższym priorytetem, wyznaczeniem linii życia. Miłość i przyjaźń.

Wszyscy respondenci stwierdzają jednogłośnie, że doświadczenia psychodeliczne a w tym także spowodowane spożyciem ayahuaski nie są przeznaczone dla wszystkich - zależy to od pewnej wrażliwości na tego rodzaju przeżycia, nastawienia, wiedzy dotyczącej działania substancji, a także celu, motywującego do przyjęcia substancji. W gruncie rzeczy nieprzyjemne fizycznie, a momentami też psychicznie przeżycie badane osoby nazwały: "niezapomnianym", "impulsem, który pozwolił mi wejść na drogę szczęścia", "nieocenionym" , "ważnym doświadczeniem". Żadna z osób badanych nawet nie wspomniała o jakichkolwiek długotrwałych problemach wynikających z przyjęcia yage, często przez niewiedzę przypisywanym psychodelikom przez zaklasyfikowanie ich jako narkotyków.

Istnieje pogląd, że ogromna wiedza, jaką posiadali m.in. Inkowie została zaczerpnięta z wizji pod wpływem psychodelików. Według tej teorii to właśnie te doświadczenia psychodeliczne dawały szamanom wiedzę dotyczącą funkcjonowania całych galaktyk. Grono etnologów badających to zagadnienie zauważyło także podobieństwo między dwugłowym wężem (częste wyobrażenie ayahuaski), a podwójną helisą DNA. Peruwiański szaman don Hector mówi o yage:

Ayahuasca może udzielić ci odpowiedzi na każde pytanie, które jej zadasz (...) Ona, tak naprawdę... wie wszystko.[26]


Maciej Lorenc



Przypisy

[1] Za Richard Rudgley, "Alchemia kultury", str. 10

[2] Jerzy Tomasz Bąbel. Środki psychoaktywne w kulturach megalitycznych Europy Środkowej. (Przypis Taraki).

[3] Za Tomasz Sikora, "Użycie substancji halucynogennych a religia", str. 287-288

[4] W pracy będę posługiwał się zamiennie najczęstszymi nazwami, czyli ayahuasca i yage, nadmienię zaledwie, że dużo problemów przysparza nazywanie w ten sposób przez niektóre plemiona napoju, przez niektóre zaś poszczególnych roślin wchodzących w jego skład.

[5] Za Stanisław Grof, "Przygoda odkrywania samego siebie", str. 286

[6] "Shamans of the Amazon", Dean Jeffreys

[7] Przypomnieć warto ewidentny "bad trip" który po pierwszym wzięciu ayahuaski miał założyciel ruchu neoszamańskiego Michael Harner i upowszechnił tamto swoje skrajnie negatywne inicjacyjne doświadczenie w książce "Droga szamana" (Wrocław 2007), tworząc chyba najbardziej znany (niestety!) opis działania ayahuaski. Więcej w: Wojciech Jóźwiak Pierwsze kroki szamana (przypis Taraki).

[8] "Shamans of the Amazon", Dean Jeffreys

[9] Za Stanisław Grof, op. cit., str. 77

[10] Za Stanisław Grof, op. cit., str. 139-140

[11] Za Stanisław Grof, op. cit., str. 80

[12] Za Tomasz Sikora, op. cit., str. 352

[13] Za Tomasz Sikora, op. cit., str. 360

[14] Za Richard Rudgley, op. cit., 72

[15] op.cit., str. 74

[16] op. cit., str. 75

[17] Za Stanisław Grof, op. cit., 285

[18] Patrz: Mateusz Zięborak, Rola muchomora czerwonego w kulturach plemiennych dawnej Syberii (przypis Taraki).

[19] Za Richard Rudgley, op. cit., str. 54

[20] Obszernie o roli ruty stepowej w szamańskich doswiadczeniach dawnych Arjów pisze Andrzej Rozwadowski, "Indoirańczycy - sztuka i mitologia" (przypis Taraki).

[21] Zob. Wojciech Jóźwiak, Halucynacyjne kościoły (przypis Taraki).

[22] Jaskrawszym przykładem jest zdelegalizowanie Native American Church w USA - religii łączącej kult Chrystusa z użyciem kaktusów pejotlowych (Lophophora williamsi). [Z Wikipedii, en.wikipedia.org/wiki/Native_American_Church: "Peyotyzm w przeszłości podlegał licznym prawnym ograniczeniom, dotyczącym zarówno Indian jak i wyznawców nie będących Indianami. Obecnie w Stanach Zjednoczonych prawo federalne pozwala używać pejotlu w religijnych obrzędach tylko członkom oficjalnie uznanych plemion." Szczegółowe prawa odnośnie tego, komu i kiedy wolno zażywać pejotlu, są różne w różnych stanach. Sama roślina podlega ścisłej ochronie w Meksyku, gdzie głównie rośnie. Przypis Taraki.]

[23] Za Stanisław Grof, op. cit., str. 289

[24] Stuart Wilde, fragment wypowiedzi z grupy dyskusyjnej (źródło: www.nitrozen.com/articles/details/90)

[25] Terence McKenna, artykuł "Nie-zwykła retoryka" (źródło: www.nitrozen.com/articles/details/83)

[26] Jacek Kaziński, Wit Romanowski, "Ayahuasca - kalejdoskop wyobraźni", (źródło: vilcacora.com.pl/archiwum/ayahuasca.html)


Bibliografia:

Rudgley Richard, "Alchemia kultury", Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2002

Grof Stanisław, "Przygoda odkrywania samego siebie", Wydawnictwo URAEUS, Gdynia 2000

Sikora Tomasz, "Użycie substancji halucynogennych a religia", Zakład Wydawniczy "NOMOS", Kraków 2003

"Shamans of the Amazon" - film Dean Jeffreys

"Ayahuasca visions", album Pablo Amaringo

www.santodaime.org

www.yage.net

www.erowid.org

www.nitrozen.com/articles/details/90

www.nitrozen.com/articles/details/70/2

www.nitrozen.com/articles/details/83

www.rodman.most.org.pl/SE/SE14a.htm

www.ms.gov.pl

vilcacora.com.pl



Maciej Lorenc

Komentarzy nie ma.