Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2019-05-22

Luis Eduardo Luna

Ayahuasca na zachodzie
Fragment książki Macieja Lorenca „Czy psychodeliki uratują świat?”, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2019

OkladkaWywiad przeprowadził Maciej Lorenc.
Jest to fragment jego książki „Czy psychodeliki uratują świat?”, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2019.
W Tarace za uprzejmą zgodą Wydawcy.


ML: Co oznacza słowo „ayahuasca” i skąd się wzięło? Często jest ono tłumaczone jako „pnącze umarłych”.

LEL: To słowo pochodzi z języka keczua i jest jedną z wielu nazw, których używa się wobec wywarów sporządzanych z amazońskich roślin halucynogennych. Bardzo ważne jest to, abyśmy rozróżniali dwa terminy: „yage” i „ayahuasca”. Kluczowe znaczenie mają tutaj kwestie związane z botaniką. Indianie mieszkający w Amazonii najprawdopodobniej początkowo spożywali wywar przygotowywany wyłącznie z pnącza Banisteriopsis caapi, ale w pewnym momencie odkryli, że mogą zmieniać jego właściwości za pomocą roślin zawierających DMT. Nie wiemy, kiedy dokładnie zaczęli korzystać z tego rodzaju mieszanek. Na terenie Kolumbii i niektórych części Ekwadoru dodatkową rośliną jest Diplopterys cabrerana, a wywar jest nazywany „yage”. Można przypuszczać, że ta nazwa jest najstarsza. Na terenie Peru, Brazylii, Boliwii dodatkową rośliną jest natomiast Psychotria viridis a wywar jest nazywany „ayahuasca”. Banisteriopsis caapi może jednak być łączone z wieloma różnymi roślinami, więc liczba możliwych mieszanek jest ogromna. Na przykład wśród Indian Shuar dodatkiem do wywaru jest Calliandra pentandra, a nie Psychotria viridis lub Diplopterys cabrerana.

Słowo „ayahuasca” pochodzi od keczuańskiego wyrazu aya, który jest czasem tłumaczony jako „zmarły”. Sprawa jest jednak dość złożona. Nie mówię po keczuańsku, ale zgodnie z moją wiedzą wyraz aya oznacza coś w rodzaju „ducha”, „duszy” albo „zmarłego przodka”. Z tego względu uważam, że słowo „ayahuasca” powinno być tłumaczone nie jako „pnącze umarłych”, ale raczej jako „pnącze przodków”. Według mnie taki przekład byłby nieco bardziej właściwy.

ML: W roku 1996 założył pan w Brazylii ośrodek o nazwie Wasiwaska. Czy mógłby pan opowiedzieć o jego celach?

LEL: Chciałem stworzyć przestrzeń na interdyscyplinarne dyskusje. Zapraszam do mojego ośrodka ludzi zajmujących się bardzo różnymi dziedzinami takimi jak biologia, fizyka czy sztuka, aby mogli spędzić trochę czasu w naszym ogrodzie botanicznym, nacieszyć się dobrym jedzeniem i porozmawiać o rozmaitych ideach. Z wykształcenia jestem lingwistą i antropologiem, a mój doktorat dotyczył religioznawstwa porównawczego. Obecnie jednak większość mojej pracy zarobkowej ma związek z innymi dyscyplinami, głównie biologią. Przez jakiś czas pracowałem również jako historyk. Zawsze interesowała mnie interdyscyplinarność, ponieważ według mnie doświadczenia wywoływane przez yage lub ayahuaskę stawiają przed nami wiele pytań, na które nie da się odpowiedzieć za pomocą jednej dziedziny. Te przeżycia są tak przytłaczające, że zmuszają nas do rozmyślań dotyczących natury rzeczywistości i tajemnicy istnienia. Wasiwaska jest miejscem, w którym dobrze wykształceni ludzie z całego świata mogą porozmawiać o tego rodzaju sprawach. (...)

ML: Jakie wydarzenia miały największy wpływ na popularyzację yage w świecie zachodnim?

LEL: Stephen Beyer uważa, że globalizacja ayahuaski została zainicjowana przede wszystkim przez album Ayahuasca Visions, który ukazał się w 1991 roku i zawiera obrazy amazońskiego malarza Pablo Amaringo. Dennis McKenna również wspomniał o tym podczas jednego ze swoich wykładów. Oczywiście w literaturze antropologicznej informacje o ayahuasce zaczęły pojawiać się znacznie wcześniej. Moja rozprawa doktorska zatytułowana Vegetalismo: Shamanism Among the Mestizo Population of the Peruvian Amazon ukazała się w 1986 roku w Sztokholmie i przykuła uwagę wielu badaczy takich jak Ralph Metzner czy Terence McKenna. Została jednak wydana w nakładzie zaledwie 950 egzemplarzy i od kilkunastu lat pozostaje niedostępna, więc prawdopodobnie nie miała zbyt dużego wpływu. Dwa lata wcześniej w czasopiśmie „The Journal of Ethnopharmacology” ukazał się natomiast mój artykuł The Concept of Plant as Teachers, za sprawą którego wprowadziłem do literatury naukowej koncepcję „roślinnych nauczycieli”. Przede mną tą dziedziną zajmowało się wielu innych badaczy. Pod koniec lat 60. Marlene Dobkin de Rios z University of California prowadziła badania terenowe w Amazonii, a następnie napisała wiele artykułów i książek na temat halucynogenów, między innymi swoją najbardziej znaną publikację Visionary Vine: Healing in the Peruvian Amazon. Jeszcze wcześniej o tej tematyce pisał Richard Evans Schultes, a także kolumbijsko-austriacki antropolog Gerardo Reichel-Dolmatoff, który napisał między innymi książkę The Shaman and the Jaguar. Duże znaczenie miały również publikacje zmarłego niedawno Michaela Harnera, który badał Indian Shuar i Conibo, zwłaszcza przygotowana przez niego antologia Hallucinogens and Shamanism. Literatura dotycząca yage i ayahuaski była więc dostępna, ale interesowały się nią wyłącznie kręgi akademickie – głównie antropolodzy i botanicy. Z tego względu miała stosunkowo niewielką siłę oddziaływania. Wiele wskazuje na to, że album Ayahuasca Visions wywarł znacznie większy wpływ. Wynikało to z tego, że zawierał obrazy, które w tamtym czasie były niemal szokujące. Zachód nigdy wcześniej nie miał do czynienia z czymś takim. Dla nas indiańska sztuka inspirowana yage lub ayahuaską jest bardziej abstrakcyjna niż dla plemion południowoamerykańskich. Z ich perspektywy nie jest tak bardzo odrealniona, ponieważ dostrzegają w niej wzory pochodzące ze świata natury, na przykład z sierści jaguara albo ze skorupy żółwia. Interpretują te desenie jako reprezentacje określonych zwierząt. My natomiast traktujemy je po prostu jako geometryczne dekoracje, ponieważ w znacznie mniejszym stopniu rozumiemy przyrodę. Sztuka tworzona przez Pablo Amaringo była niezwykle nowatorska, ponieważ nikt wcześniej nie malował ayahuaskowych wizji przedstawiających ludzi, zwierzęta i duchy. Jego obrazy zyskały dużą popularność zwłaszcza wśród ludzi zainteresowanych odmiennymi stanami świadomości wywoływanymi za pomocą LSD, „magicznych grzybów” i innych psychodelików. W rezultacie w latach 90. wielu mieszkańców świata zachodniego zaczęło jeździć do Amazonii. Gdy kilkanaście lat wcześniej pojechałem do Iquitos, nie było tam nikogo z Zachodu. Mogę wręcz powiedzieć, że jestem pierwszym człowiekiem, który zdobył zachodnie wykształcenie, a następnie poddał się tradycyjnej diecie związanej ze spożywaniem ayahuaski. Marlene Dobkin de Rios była oczywiście pionierką w tej dziedzinie, ale wypiła wywar tylko raz. W moim przypadku picie ayahyaski było integralnym elementem metodologii badawczej, ale wynikało również z mojej ciekawości. Chciałem doświadczyć jej efektów. Początkowo spożywałem ją jako zwyczajny człowiek, jako filolog zainteresowany halucynogenami. Nieco później zrobiłem jednak doktorat z antropologii, ponieważ chciałem uporządkować swoją wiedzę na temat ayahuaski i opisać ją przy użyciu terminologii akademickiej. (...)

ML: Dlaczego ludzie Zachodu tak bardzo interesują się ayahuaską? Czy czegoś szukają, czy próbują przed czymś uciec?

LEL: Według mnie te osoby nie próbują przed czymkolwiek uciec, lecz raczej poszukują czegoś nowego. Warto zaznaczyć, że w przeszłości mieliśmy do czynienia z bardzo podobnymi zjawiskami. Na przykład w latach 60. ludzie Zachodu masowo jeździli do Indii i pobierali nauki od tamtejszych guru. Liczyli bowiem na to, że uda im się znaleźć prawdziwe doświadczenia i autentyczną duchowość. Według mnie „turystyka ayahuaskowa” początkowo była bardzo podobnym zjawiskiem. Ludzie w znacznym stopniu połączyli ją z ekologią, amazońską duchowością i poszukiwaniem osobistych przeżyć, a nie dogmatów, idei lub wiedzy książkowej. Mieli nadzieję, że w Amazonii doświadczą czegoś nowego. Po jakimś czasie zaczęły jednak ukazywać się sensacyjne reportaże na temat ayahuaski, przez co stała się modna. Niektóre osoby chciały ją wypić tylko dlatego, że były ciekawe jej działania albo po prostu miały ochotę „odlecieć”. Nie jestem ekspertem od „turystyki ayahuaskowej” i nie przepadam za tym terminem. Evgenia Fotiou z University of Wisconsin-Madison wie znacznie więcej o tym zjawisku kulturowym i napisała na jego temat swoją rozprawę doktorską. Według mnie wynika ono przede wszystkim z tego, że duża liczba mieszkańców świata zachodniego potrzebuje jakiegoś wsparcia albo ukierunkowania. Ci ludzie poszukują przeróżnych rzeczy, na przykład odpowiedzi na pytania filozoficzne, a także sposobów na rozwiązanie swoich problemów psychicznych i zdrowotnych. Wiele wskazuje na to, że pewna część zdesperowanych osób cierpiących na przeróżne dolegliwości znalazła lekarstwo w Amazonii.

ML: Amazońscy szamani mawiają, że duch ayahuaski daje im siłę i mądrość, ale może również być zazdrosny i właśnie dlatego przed wypiciem wywaru trzeba przestrzegać odpowiedniej diety. Jak powinien wyglądać proces przygotowań do ceremonii i jakie zagrożenia się z nią wiążą?

LEL: Zanim odpowiem na to pytanie, pozwolę sobie omówić kilka amazońskich koncepcji leżących u podstaw diety i odosobnienia. W świecie zachodnim użytkownicy różnych psychodelików przywiązują dużą wagę do wizji, które w pewnym sensie są zjawiskiem kognitywnym. Ludzie mieszkający w Amazonii kładą natomiast większy nacisk na ciało fizyczne. Spożywają ayahuaskę po to, aby wzmocnić organizm i rozjaśnić umysł. Według nich nasze ciała mogą stać się silniejsze tylko wtedy, gdy przestrzegamy określonych zasad dotyczących odżywiania. Z tego względu uważają, że przed wypiciem wywaru powinniśmy oczyścić się za pomocą odpowiedniej diety, aby wywoływane przez niego efekty mogły wniknąć w nasze wnętrze i nas zmienić. Chodzi nie tylko o siłę i zdrowie na poziomie fizycznym, ale również o zdolność do przeciwstawienia się atakom duchowym. Pamiętajmy, że amazońskie społeczności wyznają animizm, więc z ich perspektywy wszystko żyje i jest inteligentne. Według nich musimy współpracować z wizyjnymi roślinami w odpowiednich warunkach, ponieważ w przeciwnym razie nie będą działać. Niektórzy mieszkańcy Amazonii rzeczywiście mawiają, że ayahuaska może być bardzo zazdrosna. Tego rodzaju stwierdzenia opierają się jednak na założeniu, że wizyjne rośliny są w stanie wniknąć w nasze ciała i umysły tylko w ściśle określonych okolicznościach. Jeżeli chcemy otworzyć się na działanie ayahuaski, musimy przebywać w odosobnieniu i trzymać się odpowiedniej diety.

Jak powinien wyglądać proces przygotowań do ceremonii? Mój metyski nauczyciel Don Emilio mawiał, że możemy przyjmować ayahuaskę na dwa różne sposoby. Możemy spożywać ją po to, aby się uzdrowić, dowiedzieć się czegoś i przeżyć niesamowite doświadczenie. Nie ma w tym nic złego. Tego rodzaju podejście może być bardzo pomocne i bardzo pozytywne. Istnieje jednak również inny sposób. Jeżeli chcemy regularnie uczyć się od ayahuaski, powinniśmy spożywać ją w odosobnieniu i przestrzegać określonej diety. Pierwsze z tych podejść można porównać do sytuacji, w której wsiadamy do samolotu, spoglądamy przez okno i widzimy wszystko z innej perspektywy. Drugie z nich można natomiast porównać do zapisania się na kurs dla pilotów, ponieważ za jego sprawą możemy znacznie głębiej wniknąć w doświadczenia wywoływane przez ayahuaskę. Oczywiście w pierwszej kolejności dowiadujemy się dużo o własnej osobie i musimy stawić czoło wszystkim swoim demonom, poglądom oraz przypuszczeniom. Proces ten może być bardzo trudny. Nie wszyscy ludzie są bowiem w stanie poradzić sobie z tego rodzaju informacjami i przeżyciami – zwłaszcza w świecie zachodnim. O zagrożeniach związanych z piciem ayahuaski pisałem już w kilku swoich publikacjach. Według mnie największym z nich jest „inflacja ego”, a więc sytuacja, w której ktoś wypija napój i niespodziewanie stwierdza: „Dowiedziałem się już tak dużo, że mogę nauczać innych ludzi, wprowadzać ich do świata ayahuaski i pobierać od nich opłaty. Dzięki temu zarobię trochę pieniędzy i będę cieszyć się prestiżem”. Od czasu do czasu docierają mnie słuchy o młodych ludziach, którzy pojechali do Amazonii i spędzili tam miesiąc, a następnie wrócili do swoich krajów i zaczęli określać się mianem „szamanów”. Tego rodzaju postawa może być bardzo niebezpieczna, ponieważ w Amazonii trening szamański jest długotrwałym i wymagającym procesem.

ML: Czy mógłby pan opowiedzieć o kulturowym wpływie synkretycznych Kościołów łączących szamanizm ayahuaskowy z chrześcijaństwem, takich jak Santo Saime i Uniao de Vegetal (UDV)?

LEL: Jednym z głównych przywódców Santo Daime jest Alex Polari, który twierdzi, że Kościół ten składa się obecnie z mniej więcej dziesięciu tysięcy wyznawców. Oczywiście w ceremoniach zawsze uczestniczy wiele dodatkowych osób, które oficjalnie nie przynależą do wspólnoty. UDV składa się natomiast prawdopodobnie z mniej więcej dwudziestu tysięcy ludzi. Warto również wspomnieć o niewielkim Kościele Barquinha, którego główna świątynia znajduje się w Rio Branco. W latach 90. przeprowadziłem badania terenowe na temat tej wspólnoty i byłem pierwszym antropologiem, który o niej pisał. Barquinha wywodzi się od Santo Daime i składa się z około czterystu wyznawców, którzy mieszkają niemal wyłącznie w Amazonii. UDV jest więc obecnie największym Kościołem ayahuaskowym, mimo że jest stosunkowo nowy. Santo Daime powstało bowiem w latach 30., Barquinha w latach 40., a UDV dopiero w latach 50.

ML: Jak wszystkie te Kościoły są postrzegane przez oficjalnych przedstawicieli chrześcijaństwa w Ameryce Południowej? Czy traktuje się je jako niebezpieczne sekty narkotykowe czy też może jako pewien rodzaj kompromisu pomiędzy rdzennymi wierzeniami a wiarą chrześcijańską?

LEL: Wszystko zależy od tego, z kim się rozmawia. Oczywiście najwyższe autorytety chrześcijańskie odnoszą się do tych Kościołów podejrzliwie, ale Brazylia jest krajem, w którym istnieje wiele różnych religii. Chrześcijaństwo jest tylko jedną z nich. Według mnie największym wrogiem Kościołów ayahuaskowych nie jest katolicyzm, lecz protestantyzm. Wynika to z tego, że w pewnym sensie Santo Daime i Barquinha są religiami afro-brazylijskimi, a protestanci wyraźnie próbują zwalczać wszystkie tego rodzaju tradycje – takie jak umbanda, candomble albo tambor de minas. Protestantyzm postrzega wszystkie te ruchy jako zło. Kiedy w XVI wieku hiszpańscy misjonarze przybyli do Ameryki, mieli bardzo podobne podejście. Uważali, że przez halucynogenne rośliny przemawia diabeł. Warto jednak zaznaczyć, że UDV bardzo różni się od Santo Daime. Przede wszystkim ma zupełnie inną strukturę polityczną, która opiera się na pokrewieństwie. Kościół ten został założony przez człowieka powszechnie uważanego za medium, ale w późniejszym czasie zmienił swój charakter i zaczął w większym stopniu opierać się na procesach, które przeważnie są kojarzone z lewą półkulą mózgu. Obecnie najważniejszym aspektem ceremonii są słowa, czyli kognitywne i racjonalne przesłanie. Członkowie wspólnoty zadają pytania swojemu mistrzowi, a on powoli i ostrożnie im odpowiada. Wszyscy przywiązują dużą wagę do swoich wypowiedzi, ponieważ uważają, że słowa wywierają ogromny wpływ na rzeczywistość. Kościół UDV różni się od Santo Daime także tym, że jego członkowie nie tańczą. Wyznawcy tej religii prawdopodobnie nigdy nie poszliby na karnawał. Warto również wspomnieć, że Santo Daime jest znacznie bardziej otwarte na nieoficjalne eksperymenty z innymi roślinami psychoaktywnymi, takimi jak konopie. UDV ma niezwykle surowe podejście do tego rodzaju spraw, więc zabrania swoim zwolennikom nawet alkoholu i tytoniu.

ML: Wspomniał pan, że w Amazonii ayahuasca jest uważana za „roślinnego nauczyciela”. Czy podczas swoich licznych sesji z tym wywarem dokonał pan jakiegoś odkrycia, które miało dla pana szczególnie duże znaczenie?

LEL: Ogromne znaczenie miały dla mnie moje pierwsze doświadczenia z yage, ponieważ popchnęły mnie w zupełnie nowym kierunku. Niespodziewanie odkryłem rzeczy, o których nigdy wcześniej nie myślałem. Pochodzę z Amazonii, ale nie miałem pojęcia o lokalnych wierzeniach i halucynogennych roślinach. Ayahuaska pokazała mi zupełnie nową epistemologię i zupełnie nowy sposób przyswajania informacji. Zdałem sobie sprawę, że mogę uczyć się za pośrednictwem bezpośrednich doświadczeń i że nie muszę opierać się na dyskursie kognitywnym. W świecie zachodnim ludzie zazwyczaj zdobywają wiedzę za pomocą wnikliwej analizy. Dzielą każde zjawisko na części i sprawdzają, w jaki sposób te części są ze sobą połączone. Dystansują się wobec świata, próbują dostrzec rządzące nim mechanizmy i opisywać go jako obiektywni obserwatorzy. Przeprowadzają eksperymenty, które są następnie powtarzane i weryfikowane przez innych. Na tym polega metoda naukowa, która jest niezwykle interesująca i użyteczna. Wiedzę można jednak zdobywać również w inny sposób, a mianowicie za pomocą bezpośrednich przeżyć, podczas których dochodzi do identyfikacji albo nawet transformacji. Wyobraźmy sobie na przykład człowieka, który jest zoologiem specjalizującym się w jaguarach. Obserwuje te zwierzęta w dzień i w nocy, dzięki czemu wie dużo o ich kryjówkach, zachowaniu i sposobie odżywiania. Dysponuje ogromną wiedzą na temat ich zewnętrznych cech. Inna osoba może natomiast wypić ayahuaskę i niespodziewanie „stać się jaguarem”. Będzie wówczas mogła poznać wnętrze tego zwierzęcia i spojrzeć na świat jego oczami. Ede Frescka nazywa tego rodzaju przeżycia „bezpośrednimi doświadczeniami intuicyjnymi”. Za ich sprawą zaczynamy identyfikować się z obiektem naszego zainteresowania albo nawet „zmieniamy się w niego”. Ten sposób zdobywania wiedzy jest wykorzystywany w szamanizmie i towarzyszy ludzkości od czasów paleolitycznych. Wystarczy spojrzeć na malowidła naskalne w jaskiniach Trois Freres albo jaskini Chauveta we Francji. „Bezpośrednie doświadczenie intuicyjne” polega na tym, że nasz punkt widzenia przenosi się z jednego ciała do drugiego. Regularne spożywanie ayahuaski przypomina trochę chodzenie do szkoły, w której stopniowo uczymy się coraz bardziej skomplikowanych zagadnień. Największą przeszkodą podczas tego procesu jest strach. Nie jesteśmy w stanie całkowicie się od niego uwolnić, ponieważ bezustannie otwieramy się na nowe rzeczy. Oczywiście możemy przez jakiś czas pić ayahuaskę w niezmienny sposób, przez co nasze przeżycia staną się dość monotonne. Ja również tego doświadczyłem. Przez wiele lat po spożyciu ayahuaski osiągałem bardzo podobne stany i trafiałem do bardzo podobnych miejsc. W pewnym momencie stałem się zniecierpliwiony i zacząłem pytać samego siebie: „Co to ma być?”. Po jakimś czasie niespodziewanie przytrafiło mi się doświadczenie, które pokazało mi wiele nowych zagadnień. Pomyślałem sobie wtedy: „Wielkie nieba, to wszystko jest znacznie bardziej skomplikowane niż sądziłem”. Ayahuasca pomaga nam zrozumieć, że świat wewnętrzny jest równie rozległy jak świat zewnętrzny i że te dwa światy prawdopodobnie są ze sobą połączone. Człowiek może więc pracować jako biolog albo astronom, a jednocześnie za pomocą różnych metod zgłębiać własne wnętrze. Według mnie ayahuasca jest przede wszystkim narzędziem kognitywnym. Może jednak mieć również ogromny wpływ na nasze emocje, ponieważ czasami niespodziewanie pomaga nam wyraźniej zobaczyć schematy w naszym życiu i relacjach międzyludzkich. W znacznym stopniu oddziałuje również na nasz sposób postrzegania natury. W naszym ośrodku Wasiwaska można zobaczyć mniej więcej czterysta różnych roślin, ale również wiele zwierząt, takich jak gęsi, indyki, motyle, jaszczurki, pająki i ptaki. Od czasu do czasu odwiedzają nas jakieś małe ssaki. Utrzymujemy bliski kontakt z otoczeniem i bezustannie się uczymy. Uważam, że z pomocą ayahuaski możemy stać się bardziej świadomi przyrody i zacząć żyć w bardziej naturalny sposób. Taka właśnie jest esencja nauk, które otrzymałem od tego wywaru. Transformacyjna moc tego wywaru pomogła mi żyć pełniej.

Luis Eduardo Luna

Komentarzy nie ma.