Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2012-01-06

Piotr Wojnar

O "Axis Mundi" raz jeszcze
O powieści Wiktora Trojana "Axis Mundi"


Jerzy Hoffmann przed premierą "Bitwy Warszawskiej" powiedział: ”Wydaje mi się, a wręcz jestem pewien, że nie będziecie Państwo żałowali pieniędzy ani swojego poświęconego czasu na ten mój ostatni film”. Uważam, że podobne słowa powinny również paść odnośnie książki Wiktora Trojana, „Axis Mundi”. Autor tej porywającej powieści, swoim dziełem zapisuje się do historii polskiej literatury.

Gdy czytałem tę powieść powracały do mojej głowy wciąż te same fakty historyczne. Potęga I Rzeczpospolitej była wytworem wielokulturowego i wielowyznaniowego państwa. Mieszko I nigdy nie ochrzcił całego kraju, tylko sam siebie. Gdyby ochrzcił kraj, automatycznie, niemal z urzędu stał by się świętym. A on nigdy świętym chrześcijańskim nie został, syn jego Bolesław Chrobry, ze znanym politycznym wyrachowaniem, musiał do Prusów wysłać potykającego się o własne sandały Wojciecha, żeby zdobyć ciało świętego, potrzebne mu do nałożenia na głowę korony. W tamtych czasach Święty był konieczny, aby kniaź mógł zostać chrześcijańskim królem. Zatem nasz kraj nie był chrzczony, nie dostaliśmy (w prezencie od Cesarza CRNN) flagi z krzyżem na znak chrześcijaństwa powszechnego (takiego jaki ma Anglia, Szwecja, Norwegia, Dania a nawet daleka dla Cesarza Finlandia, wszystkie te kraje do tej pory mają przecież krzyże w swoich flagach narodowych) ponieważ opór przed nową wiarą był tak silny, że nie pomogły wycinki Świętych Gajów ani lokowanie na wzgórzach Świętych Gór nowych świątyń chrześcijańskich. Lud stawiał opór, podobnie jak to ma miejsce w powieści „Axis Mundi”. My i Ruś przez całe wieki. Jest też chichotem historii fakt, że Mieszko świętym nie został, jest nim za to, znany każdemu dziecku Urlich von Jungingen, który dorobił się tego zaszczytu za walkę z poganami. Zadbał o to papież Marcin X, po przegranej przez Zakon ... pod Grunwaldem (sic!). Władysław Jagiełło i cały naród polski zostali obłożeni klątwą, której zapomniał ściągnąć nawet nasz rodak JP II. Zresztą klątwy na nas rzucone były co najmniej trzy, więc JP II mógł w zapale podróżowania po krajach świata, przeoczyć ten drobiazgach.

Ale wracając do książki „Axis Mundi”. W polskiej literaturze opisującej czasy I Rzeczypospolitej występuje pewien szablon dotyczący postrzegania ludzi tamtego okresu. Przynajmniej takie mam wrażenie odnośnie większości powieści jakie przeczytałem. Czy chłop to, czy szlachcic, każdorazowo jednak katolik, bezrozumnie klepiący zdrowaśki. Reformacja, czyli proces reformowania swojego poglądu na świat, to również temat prawie nie poruszany (historię piszą zwycięzcy). Autor „Axis Mundi”, choć wiernie odzwierciedla, powszechnie nam znane realia epoki, stara się zajrzeć głębiej w mentalność i duchowość bohaterów tamtych czasów (pomaga mu przy tym jego duża erudycja). Rozważa możliwe różne postawy XVI wiecznych mieszkańców naszego kraju. Wskazuje, że świat ówczesny musiał być bardziej wielopostaciowy niż to się zwykło uważać. Różne religie, różne, przenikające się ludy (grupy etniczne jak byśmy je dziś nazwali), różne systemy wierzeń ukryte pod sztywnym kanonem obowiązujących norm i zachowań, musiały tworzyć postawy i postacie nieszablonowe, których nie brakuje na kartach tej powieści.

Tam gdzie wiedza o przyrodzie jest jednocześnie wiarą przyrody (rodzimą), tam gdzie alchemia przeradza się w naukę, tam wreszcie, gdzie czary stanowią część medycyny ludowej na tym styku właśnie, autor dostrzega źródła podziemnego nurtu wiedzy, wiary i tajemnicy. Nurtu, który musiał w owym czasie istnieć, a który został przez tak wielu pisarzy wcześniej zupełnie nie zauważony.

Czy powinna nas dzisiaj dziwić XVI wieczna adnotacja Marcina z Urzędowa, mówiąca o nadal żywym zwyczaju obrzędowym (jak identyfikuje prof. Kolankiewicz) ku czci bogini Dziewanny? Takich drobnych faktów obrazujących rzeczywistość są setki, trzeba tylko chcieć je dostrzegać. Świat, który przy okazji barwnych przygód i wydarzeń politycznych przedstawia autor, to świat dużo pełniejszy a przez to dużo ciekawszy i prawdziwszy, od tego jaki zapamiętaliśmy z lekcji historii. Jeżeli Wiktorowi Trojanowi wystarczy chęci do dalszego pisania, wytrwałości i wiary w siebie, będzie On w przyszłości wielce uznanym pisarzem.

Książka, którą przeczytałem należy do tych pozycji w których czytelnik czytając jedną stronę pragnie szybko odwrócić ją na drugą, by przekonać się co nastąpi dalej. Dziękujemy Panu Trojanowi za to dzieło, bo jest to na pewno kamień milowy na naszej drodze do zrozumienia przeszłości i teraźniejszości. Na koniec jeszcze jeden cytat „...a gdybym dożył takiej pociechy aby ta księga trafiła pod (wszystkie) strzechy” (Adam Mickiewicz).


Piotr Wojnar

ZZW Słowiańska Wiara


Tekst najpierw zamieszczony w witrynie „Słowiańska Wiara.info.pl”. W Tarace za zgodą Wydawcy i Autora.



Piotr Wojnar

Komentarzy nie ma.