Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2010-08-30

Wojciech Jóźwiak

Szestow i fotografie z Trockim

Czytam Szestowa „Ateny i Jerozolima”. (I wdzięczny jestem Krzysztofowi Joczynowi, który wskazał mi tę książkę!) Chociaż jest skusa, że lektury wciągną nas w przedeptaną uliczkę od Aten do Jerozolimy, zaniedbamy za to dwa pozostałe boki trójkąta: miedzy Jerozolimą a Gangesem (gdzie trwa komedia pomyłek na swój temat...) i między Atenami a Gangesem (gdzie wzajemna nieskrywana pogarda...).

Szestow (informując w pigule) oręduje za Jerozolimą, Ateny mając za przyczynę duchowej śmierci Europy. Atenom zarzuca, że ugięły się, hołd oddały konieczności – ananke - wbrew płynącej z Objawień nauce, że Bóg i wiara weń są ponad koniecznością. Szestow powtarza, że Bóg jest ponad faktami, że ma je w swojej władzy; może sprawić, by „byłe stało się niebyłe” – że „Sokratesa nikt nigdy nie otruł”. Stąd idą ciekawe historyczne odgałęzienia, nawet do Castanedy, który kazał swojemu Don Juanowi manipulować zjawiskową rzeczywistością dokładnie tak, jak pisze Szestow. Myślenie Szestowa (1866-1938, ur. w Kijowie jako Jehuda Lejb Szwarcman) ma jednak ciekawszą analogię w wydarzeniach, które miały miejsce już za jego życia. Wolność Boga w kształtowaniu realu wraz z historią ma dziwną paralelę w wyssanych z sufitu projektach społecznej inżynierii bolszewików, nie liczącej się z rzeczywistością ani na cal. Szestowowska boska wolność unieważniania historii zmaterializowała się w anonimowym, więc upozowanym na objawione dziele pt. „Krótka historia WKP(b)” i w fotografiach prasowych, w których w miejsce Trockiego u boku Lenina wklejano buźkę Stalina. Rozpatrywano już Stalina jako pozującego się na Biblię, w niej zwłaszcza na Mojżesza prowadzącego Naród Wybrany do Ziemi Obiecanej przez trudy i masakry – czy ktoś rozpatrywał jego i innych bolszewickich liderów jako (nie-boskich!) realizatorów rozumołomnej filozofii Szestowa? W każdym razie to co pisze Szestow daje wgląd w to, co chodziło po głowach myślicielom z tej dziwnej formacji, która powstała ze stopienia się Narodu Wiecznych Tułaczy z Ogniem Prawosławia, w obliczu łudzącej Nieskończonej Przestrzeni ichnich stepów. Wielu bolszewików było przecież z tej samej formacji. Co Szestow fantazjował, tamci zrobili – choć może to zbyt łopatny wniosek, to coś w tym jest. W każdym razie jakby się jakieś moskiewsko-chasydzkie mięso macało...

Wojciech Jóźwiak

Komentarzy nie ma.