Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2010-05-21

Wojciech Jóźwiak

28. Planetarne typy mieszane
Jak odczytywać i stosować kosmogramy. Wykłady z lat 2004-2007


W tym rozdziale i w następnych zajmiemy się przypadkami jednoczesnych wpływów dwóch planet. To, co określam jako jednoczesne wpływy dwóch planet, obejmuje dwie rzeczy:

W obu przypadkach wpływy dwóch planet mieszają się i tworzą pewną wypadkową. Z połączenia dwóch planet powstaje często nowa jakość, np. mieszańcy Jowisza z Neptunem są dowcipni i mają inklinacje aktorsko-komedianckie, podczas gdy u czystych typów zdominowanych przez Jowisza lub Neptuna takiej cechy może wcale nie być. Mieszańcy Mars-Saturn to tzw. twardziele, podczas gdy czyści saturniarze są typowo lękliwi, nieśmiali i wycofujący się. Czyli to, czym tu się zajmiemy, to coś w rodzaju planetarnej algebry, gdzie z dodawania dwóch planet wychodzi (często) trzecia jakość.

Wymieniłem (A) współdominowanie, (B) aspekty. Te dwie rzeczy są omawiane w podręcznikach astrologii daleko od siebie (o ile w ogóle ktoś zauważa zjawisko współdominanty!), tymczasem mają ze sobą mnóstwo wspólnego. Jeśli ktoś rozumie np. jak działają aspekty Saturna i Jowisza, na tej samej zasadzie zrozumie osobowość kogoś, kto ma Saturna w medium coeli i Jowisza na ascendencie albo odwrotnie - czyli ma te planety współdominujące.


Trzy podobne planety: Jowisz, Słońce i Mars

Trzy planety są (w swoich wpływach horoskopowych na człowieka) bardzo podobne do siebie, są to: Jowisz, Słońce i Mars. Wszystkie trzy mają też wiele wspólnego z żywiołem ognia. Ludzie, u których te planety są dominujące, są nastawieni do świata, życia i do innych ludzi ekspansywnie, są śmiali, energiczni, idą do przodu, mają wiele zapału i wewnętrznej siły. Różnice są takie, że:

W terminach głównych pięciu wymiarów osobowości określimy to tak, że Jowisz działa jako wymiar ekstrawersja, Mars jako przeciwieństwo ugodowości, Słońce jako przeciwieństwo neurotyzmu. (Koniecznie te wymiary osobowości trzeba sobie przypomnieć!)

Czwartą planetą z tej grupy jest Uran. O uranikach pisałem w wykładzie nr 2. Planety na osiach: "Zorientowany na wyjątki, nie na rzeczy typowe. Szuka tego, co dziwne, osobliwe, jedyne w swoim rodzaju. Nie ufa autorytetom. Buntowniczy. Samowolny i niesterowny. Wszystko robi po swojemu. Nie lgnie do grupy; umie zachować wewnętrzną niezależność. Często uranicy wyróżniają się osobliwymi fryzurami lub strojami."

Jak widać, typ Urana przypomina typy Marsa i Jowisza, a przynajmniej przechodzi w tamte typy w sposób ciągły, tzn. można sobie łatwo wyobrazić osoby mające coś z Urana i coś z Jowisza lub coś z Urana i coś z Marsa, natomiast cechy dawane przez Urana i Słońce są wręcz przeciwne: Słońce uspokaja dając wewnętrzną pewność i przekonanie o własnej wartości, podczas gdy Uran, przeciwnie, nakręca i jest źródłem nieustannego wewnętrznego niepokoju.

Oznacza to także, że Uran i Jowisz oraz Uran i Mars wzmacniają swoje działanie, natomiast Uran i Słońce, jeśli współdominują, to nie dodają swoich wpływów harmonijnie, przez co ludzie o takiej dominancie mają zwykle problemy ze sobą. (Są wewnętrznie podzieleni, rozdarci czy jak inaczej to powiedzieć.)


Planety jako "psychiczne substancje"

Wiadomo, że niektóre substancje zmieniają zachowanie i świadomość. Amfetamina każe skupiać się na celu, koncentruje uwagę, daje kopa - dodaje siły, pozwala nie spać - czyli przesuwa człowieka do fazy maniakalnej. Kannabinoidy czyli psychoaktywne związki zawarte w konopiach rozweselają, powodują głupawkę i potok skojarzeń wszystkiego ze wszystkim. Alkohol każe się kleić do innych, wtrąca w stany pijackiej czułości, a czasem agresji; w każdym razie alkoholicy są typowo sentymentalni. Lupulina (psychoaktywna substancja w chmielu) zatrzymuje myśli i każe kontemplować bydlęcy rodzaj istnienia - bo do innego wymiaru psychicznego niż zadowolonego przeżuwacza człowiek wtedy nie ma dostępu. Itd. itd., dużo jest takich przypadków. Z wewnątrzorganizmowych substancji słynna jest adrenalina pobudzająca do gotowości i walki; także dopamina, która podnosi nastrój i brak której wywołuje depresję.

Otóż planety w horoskopie urodzeniowym działają tak, jakby z każdą z nich skojarzona była pewna substancja psychoaktywna. (Niekoniecznie taka, która faktycznie istnieje. Ale być może z niektórymi planetami faktycznie takie substancje są skojarzone!) Silna planeta w horoskopie działa tak, jakby był w nas czynny jakiś gruczoł i produkował wciąż odpowiednią substancję. Oto krótki przegląd:

Martyna, domniemana substancja związana z Marsem - pobudza, każe się skupiać, sprężać, utrzymuje gotowość do walki i działania, każe się ruszać. Nadmiar tej substancji trzeba koniecznie wyładować w ruchu. W stosunkach z ludźmi ta substancja jest korzystna, bo pomaga zwyciężyć (także na słowa i na argumenty w dyskusji), ale i niekorzystna, bo skłania do agresji i można komuś przykopać, fizycznie albo dowalić ekwiwalentem słownym lub gestowym. W fazie przedawkowania wprowadza w stan bojowej furii: jak u Heraklesa, który zaślepiony bojowym szałem zabił dzieci i żonę. Być może realnymi odpowiednikami martyny są adrenalina i testosteron.

Jupiteryna, domniemana substancja związana z Jowiszem - również działa pobudzająco, ale przede wszystkim odhamowuje w stosunkach społecznych, wzmaga poczucie własnej wartości oraz skłania do zajmowania eksponowanej pozycji w danym społecznym otoczeniu. Ludzie pod wpływem jupiteryny (a faktycznie pod wpływem dominującego Jowisza) będą się pysznić, chełpić, opowiadać o sobie i przedstawiać swoje przewagi pod hasłem: a czego to ja nie mogę! Będą występować przed grupę i zaznaczać swoją indywidualność; dawać jej upust. Substancja ta daje też pęd ku wykraczaniu poza ramy i granice, co przejawia się jako żądza przygód i żyłka do podróży. Przedawkowana jupiteryna skłania do zachowań teatralnie histerycznych lub maniakalnych, także do "porywania się z motyką na słońce". Częsty przypadek u polityków, zresztą politycy w większości muszą być jowiszowcami.

Solaryna (od Słońca) działa stabilizująco na psychikę, daje zdrowe poczucie własnej wartości, pozwala na zdrową ocenę sytuacji bez popadania w przesadę. Daje poczucie ugruntowania: "nic mnie nie ruszy". Chroni przed skrajnościami dawanymi przez dwie poprzednie substancje, a raczej planety - i dlatego aspekty Słońca z Jowiszem lub Marsem (zwłaszcza trygony i sekstyle) są tak korzystne. Przedawkowana daje stany psychiczne pod tytułem: "a mnie jest i tak dobrze", "nic mi nie będzie", "co z tego, że z nożami biegają, to taka zabawa". - Czyli prowadzi do beztroskiego poczucia bezpieczeństwa.

Lunatyna (od Księżyca) uwrażliwia, wyczula, czyni człowieka wrażliwym i przewrażliwionym, daje dobry odbiór emocji własnych i cudzych, ale czyni to z takim natężeniem, że aż te emocje bolą. Daje współczucie wobec innych, ale zarazem obniża własne poczucie bezpieczeństwa: każe się bać, drżeć, lękać; w stosunkach z ludźmi każe szukać oparcia w grupie lub w silniejszych jednostkach. Zacieśnia więzi międzyludzkie, które jednak w miarę wzrostu dawek stają się coraz bardziej symbiotyczne, uzależniające i ambiwalentne: "żyć bez ciebie nie mogę", "kocham cię i nienawidzę" itd. Pozytywnie (w umiarkowanych dawkach) wpływa na zwartość rodziny, na siłę więzi rodzinnych i innych międzyludzkich. Przedawkowana czyni chybotliwych i lękliwych nadwrażliwców neurotyków.

Weneryna (od Wenus) daje elegancję, wyczucie rytmu, harmonię, rozwija zmysł estetyczny. Łagodzi obyczaje, działa jak smar w stosunkach międzyludzkich. Przedawkowana powoduje narcyzm i kontemplacyjnie bierny, acz akceptujący i pełen zachwytu stosunek do rzeczywistości.

Saturnina (od Saturna) czyni człowieka ostrożnym, wycofanym, pełnym rezerwy, nieufnym i nieśmiałym, otorbionym i opancerzonym. Usztywnia ruchy dosłownie i usztywnia psychicznie. Każe wycofywać się z sytuacji społecznych i konfrontacyjnych (rezerwa i dystans, ale czasem i tchórzostwo). Jakby dla kompensacji, wycofując z bezpośredniego działania i kontaktu z rzeczywistością, rozwija myślenie i wyostrza inteligencję, przez co człowiek pod wpływem saturniny zanim za coś się weźmie, lepiej niż inni to przemyśli. Przesuwa profil psychiczny w stronę introwersji i sumienności. Przedawkowana, czyni osobników zamkniętych, autystycznych, pełnych obaw, smutnych, pozbawionych radości, żyjących w swoim wyobrażonym świecie, odgradzających się od świata rutynami, pracoholizmem, rytuałami. W skrajnych dawkach śmiertelnie toksyczna! - depresja.

Merkuryna albo lepiej z grecka hermetyna (od Merkurego-Hermesa) działa pobudzająco na myślenie, mowę, rozmowność, szybką orientację, czyni ludzi obrotnymi i bystrymi. Podwyższa zainteresowanie innymi ludźmi i światem. Uwaga! Nie ma żadnego odcienia moralnego, nie darmo Hermes był bogiem także złodziei. Przedawkować raczej trudno.

Uranina. Niebezpieczna nawet w małych dawkach. Czyni człowieka niezadowolonym. Pod jej wpływem nic mu się nie podoba i świerzbią go ręce, aby coś pozmieniać. Jeśli uranina jest dobrze zbuforowana przez inne substancje (tzn. kiedy w horoskopie są remedia na wpływy Urana), mogą z tego wyjść zyski poznawcze lub artystyczne, ale właściwie zawsze skłania przy tym do dziwactw, ekscentryzmu, robienia rzeczy na opak. Ludzie pod wpływem uraniny są niepogodzeni z samym sobą, co przejawia się np. w noszeniu ubiorów nieadekwatnych do społecznej konwencji lub takichże fryzur. (Zdaje się, że faktycznie istnieją środki psychotropowe, pod wpływem których ludzie dziwaczeją całkiem podobnie jak od Urana.) W kontakcie ludzie pod wpływem uraniny czynią odruchowe wrażenie dziwacznych i nieobliczalnych: "nie wiadomo co takiemu do głowy strzeli".

Neptunina. Substancja cenna ale zarazem niebezpieczna, bywa że śmiertelnie. Działa tak jak enteogeny, czyli środki zmieniające świadomość w sposób mistyczny: osłabia lub znosi granice między świadomością i nieświadomymi treściami umysłu. Nie jest przypadkiem, że twórca koncepcji archetypów i mistycznego nurtu w psychologii, Karol Gustaw Jung miał dominującego Neptuna, w kwadraturze do dominującego Słońca. (Niezmiernie ciekawe jest to, że właśnie Słońce było dominującą i najsilniejsza planetą w jego horoskopie: zapewne gdyby nie potężne zbuforowanie Neptuna przez Słońce, byłby nie genialnym twórcą, tylko psychicznie chorym.) Neptunina wyczula na sny, na odmienne stany świadomości, wizje; daje wgląd w wizyjne wewnętrzne przestrzenie umysłu; obniża też psychiczne granice pomiędzy różnymi osobnikami, czego skutkiem jest współczucie i współodczuwanie, także z małymi dziećmi, szaleńcami, niedorozwiniętymi, zwierzętami i przyrodą. W małych dawkach działa podobnie jak lunatyna.

Plutonina. Działanie niedostatecznie jeszcze poznane. Główny wpływ polega na tym, że przestawia umysł na działanie instynktowne i czyni świadomy umysł wykonawcą bądź nawet ofiarą podświadomych sił. Różnica między Plutonem a Neptunem polega jednak na tym, że o ile Neptun daje dostęp do wizji, to Pluton daje dostęp do mocy. Ciekawe, że święci katoliccy doświadczający przemożnego owładnięcia mocą Boga - św. Ojciec Pio, św. Teresa z Avili - byli plutonikami. W małych dawkach plutonina działa trochę podobnie jak martyna. Nie jest wciąż jasne, kiedy się włącza, a kiedy pozostaje nieaktywna.

Mając powyższy klucz, możemy współdziałanie dwóch planet, zarówno jako ich współdominowanie jak i aspekty - badać na wzór połączonego działania dwóch substancji psychoaktywnych odpowiadających tym planetom.


Wpływy mieszane: Jowisz i Mars

Jak widać z powyższego opisu, Jowisz i Mars (jupiteryna i martyna) współdziałają ze sobą pod każdym względem i bez ograniczeń. Potężne gruczoły produkujące zarówno jupiterynę jaki i martynę musieli mieć wielcy odkrywcy i zdobywcy, tacy jak Kolumb, Cortez lub Magellan.

Z tych, których horoskopy mam pod ręką, dominantę Jowisz-Mars miał gen. Charles de Gaulle - jowiszowe Słońce (0° Strzelca bez paru minut), marsowy Księżyc (w Baranie), koniunkcja Marsa i Jowisza. Heinrich Himmler, szef SS: Jowisz w MC, Mars na descendencie; obie planety w trygonie. Z bardziej sympatycznych postaci, Arnold Mindell, twórca POP - psychologii zorientowanej na proces: Jowisz z Marsem w koniunkcji blisko descendentu.

Z połączonego wpływu Jowisza i Marsa powstają osobowości rwące się do czynu (a czasem do bitki), zauroczające innych tym, że nie ma dla nich rzeczy niemożliwych; przebojowi, mierzący (jak chciał Mickiewicz, którego godziny, a być może i dnia narodzin niestety nie znamy) "siły na zamiary", pełni woli. Oczywiście mają równie potężne wady: są nieostrożni, łatwo ulegają zaślepieniu własnymi możliwościami, planami i wyobrażaniami na swój temat; popełniają większe niż inni błędy, ale nawet gdy bankrutują lub przegrywają, to z hałasem i rozmachem. Nadmiernie żywotni, nie oszczędzający się, hałaśliwi, ostentacyjni, rozrzutni; dla nich buduje się za długie samochody z za dużymi silnikami.

Wydaje się, że na gruncie astrologii są ścisłym odpowiednikiem enneagramowego typu Ósemka-Szef - co należałoby zbadać na większej liczbie przypadków.


Aspekty Jowisza i Marsa

Koniunkcja - wzorcowy przypadek współdziałania tych dwóch planet (albo ich substancji): ludzie silni, przebojowi, ekspansywni, naładowani energią i wolą. Talenty przywódcze.

Opozycja: Ujawnia się silna potrzeba działania, potrzeba samorealizacji poprzez jakieś wielkie zamiary, często ponad siły i realne możliwości. Iść dalej niż się da. Niezaspokojony nadmiar woli. Wszystkiego zawsze za mało. Buntownicy i watażkowie.

Trygon: talent przywódczy. Ktoś taki łatwo pociąga ludzi za sobą. Wie, czego chce i łatwo trafia na najlepsze w danej sytuacji praktyczne rozwiązania. Rozmach, zapał; dobrze realizuje się w działaniu w dużej skali.

Kwadratura: silna wola, pasja działania, wielkie zamiary, ale i uporczywe popełnianie błędów i natrafianie na przeszkody. Dany człowiek nie jest przy tym bez winy! Bo przyczyną jest nieumiarkowanie, pochopność, pośpiech, przerost woli nad rozsądkiem czyli woluntaryzm, brak wyczucia i względów dla innych ludzi. Kwadratura Jowisza i Marsa przypomina wszystkie wady znaku Barana.

Kwintyle: jeden z typowych wskazań na talent przywódcy, szefa, lidera. Charyzma i pociąganie innych za sobą. Wielki zapas energii. Poza tym działa jak koniunkcja lub trygon tych planet. (Karol Wojtyła miał sprzęgnięte w układ kwintyli: Jowisza, Marsa i Słońce; w ten sam układ kwintyli włączony był prócz nich Neptun, wskaźnik mistyki i religii, słabiej również Księżyc.) Kwintyl, jako aspekt będący wyrazem liczby 5, jest znaczeniowo pokrewny zarówno Jowiszowi jak i Marsowi - stąd zwykle pozytywne przejawianie się tego aspektu.

Sekstyl: uzdolnienia praktyczne (techniczne lub społeczne) w działaniach na dużą skalę; częste u organizatorów, menedżerów. Sprzyja w biznesie i w pracy z dużymi zespołami ludzi.

Septyle: umiejętność mobilizacji, ruszenia z miejsca, przejścia od pomysłu do czynu. Bardzo pomaga w sprawach praktycznych, w planowaniu codziennego życia, pracy, itd. Sprzyja ruchliwemu trybowi życia, uprawianiu sportu, życiowej aktywności.

O sprzężeniach Jowisza z innymi planetami będzie w następnych wykładach.


Jowiszowe okresy w życiu

Analogia między planetami a substancjami psychoaktywnymi sprawia, że możemy sobie wyobrażać, co by było, gdyby dany człowiek był inaczej bodźcowany przez planety niż to pokazuje jego urodzeniowy horoskop. Tak zresztą dzieje się faktycznie w życiu; w różnych momentach i okresach raz silniej jesteśmy poddani wpływom jednej planety, raz drugiej. Np. w okresach, kiedy Jowisz przechodzi przez urodzeniowe Słońce (tzn. przez miejsce, gdzie było Słońce w chwili urodzenia) albo przez trygony do urodzeniowego Słońca, jesteśmy poddani bardzo silnej dawce energii Jowisza. To są jowiszowe okresy w naszym życiu. Trwają typowo około 2 tygodni, czasem dłużej. Doświadczamy ich jako czasu pobudzenia, ożywienia i nagle zwiększonej odwagi oraz zwiekszonych własnych możliwości.

Podobnie kiedy Saturn przechodzi (tranzytuje) urodzeniową pozycję przede wszystkim Księżyca, lub opozycję albo kwadratury do tej pozycji, uderza w nas wzmożona dawka energii Saturna. Wtedy przeżywamy saturnowe okresy w życiu. Zwykle są one trudne i polegają przede wszystkim na wzmagającym się osamotnieniu, poczuciu wyobcowania, a nawet wrogości w stosunku do otoczenia.

Ale skoro możemy sobie wyobrazić danego człowieka bodźcowanego przez planety inaczej niż to pokazuje jego horoskop urodzeniowy, znaczy to, że możemy sobie wyobrazić tego człowieka z innym horoskopem. Czyli możemy oderwać człowieka od jego horoskopu, nie trzymać się równania, że "człowiek = jego horoskop urodzeniowy". Otóż wydaje mi się, że tak jest faktycznie: że horoskop i to, co z horoskopu wynika, jest w pewnym sensie zewnętrzne względem samej istoty człowieka. Możemy sobie wyobrazić, że gdyby mnie lub ciebie obedrzeć lub rozebrać z horoskopu, to jeszcze pozostanie pewien rdzeń, który, być może, jest równoznaczny z jakimś naszym najgłębszym przeznaczeniem, które usiłujemy w życiu realizować, lepiej lub gorzej, przy pomocy takiego horoskopu, z jakim się urodziliśmy. W tym sensie horoskop byłby czymś zewnętrznym względem człowieka: nie jest tak, że się horoskopem jest, tylko, że się horoskop ma - tak jak się ma rękę lub żołądek, a nie ręką lub żołądkiem się jest, co można zresztą poznać po tym, że można żyć bez ręki, a nawet bez żołądka. Bez horoskopu wprawdzie żyć nie można, ale czasami warto na nasze psychiczne dyspozycje, uwidocznione w horoskopie, popatrzeć nie jak na część naszej istoty, ale jak na coś dodatkowego, jako na narzędzie lub wehikuł, którym jedziemy przez życie.




Wojciech Jóźwiak

Komentarzy nie ma.