Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

1999-03-09

Wojciech Jóźwiak

Astrologia na progu nauki
Referat wygłoszony 9 marca 1999 w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN w Warszawie

Referat wygłoszony 9 marca 1999 w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN w Warszawie

Astrologia jest zdumiewająca przez to, że zajmuje się nią mnóstwo ludzi na całym świecie, przejawia się w najrozmaitszych postaciach, budzi wiele kontrowersji, a nawet zaangażowane są w nią spore pieniądze... a przy tym astrologia, jeśli pominąć wiarę oraz przekaz tradycji, opiera się na zdumiewająco nielicznych dowodach.

Spotykane poglądy na astrologię dadzą się wpasować w taki oto schemat... [patrz rysunek 1., poniżej]

Rysunek 1. Światopoglądy w astrologii

Narzuca się tu podział względem jednej osi; tu jest prawa strona, jak widać na rysunku, tu jest lewa strona. Po prawej stronie rządzi rygor, jak zwykle po prawicy, po lewej stronie, jak zwykle po lewicy, rządzi dowolność. Po prawej stronie panuje myślenie ścisłe, logika, metodologia nauk, i tak dalej; po lewej stronie przeważa myślenie mediumiczne. Te dwa style myślenia nie dają się pogodzić ze sobą; jeżeli medium - ktoś o uzdolnieniach medialnych, których nie neguję, i które sobie cenię, przechodzi na grunt nauk ścisłych, zaczyna produkować rzeczy, których nie da się słuchać ani czytać: najczęściej są to jakieś sztywne wyliczanki, wyliczanki jakichś rzekomych prawd objawionych. I z kolei ktoś, kto jest obdarzony ścisłym umysłem, przechodząc na teren tej lewicy astrologicznej, szybko się gubi i nie wie o co chodzi...

Możliwe poglądy dają się zgromadzić w pięć albo sześć kategorii. Najbardziej na prawo byliby sceptycy; sceptycy czy też niedowiarkowie. Tu obowiązuje postawa negacji astrologii; jest ona rozpowszechniona wśród wielu ludzi, którzy po prostu odrzucają to, co twierdzi astrologia. I muszę przyznać, że w tym stanowisku jest sporo racji. Być może ja sam bym się zapisał do tych sceptyków, czy niedowiarków, gdyby nie to, że jest jedna grupa faktów, które najwyraźniej świadczą na korzyść istnienia zjawisk astrologicznych, czyli świadczą na korzyść istnienia związków pomiędzy urodzeniowym horoskopem a charakterem człowieka. Są to badania człowieka, którego nazwisko warto zapamiętać w związku z astrologią; nazywał się on (bo nie żyje już) Michel Gauquelin, był Francuzem, żył w latach 1928-1991. Pamiętam dobrze kiedy zmarł... Michel Gauquelin z wysokim stopniem wiarygodności statystycznie udowodnił, że w pewnych grupach zawodowych występuje przewaga (właściwie: "nadreprezentacja") jednej z dominujących planet. Dominujące planety to są te, które wschodzą, zachodzą, górują albo dołują, czyli znajdują się w pobliżu którejś z osi horoskopu. [Na tablicy był narysowany przykładowy horoskop.] Najbardziej spektakularny wynik, jaki uzyskał, był taki, że wśród mistrzów sportu, to znaczy wśród sportowców, którzy osiągnęli znaczące wyniki w swoich konkurencjach, występuje... nie powiem "ogromna", ale statystycznie ogromna, to znaczy nieprawdopodobna z punktu widzenia zwykłego przypadku, przewaga ludzi, którzy mają Marsa w pobliżu jednej z osi horoskopu, zwłaszcza Marsa górującego, albo Marsa wschodzącego. Ludzie z wyróżnionym Marsem nieproporcjonalnie często zdarzają się pośród mistrzów sportu. Te badania były starannie analizowane, również przez wielu sceptyków i niedowiarków, i błędów nie znaleziono. Choć niektórzy, ci ze skrajnej prawicy, uznali jednak, że skoro astrologia nie działa i działać nie ma prawa, to również Gauquelin w tych badaniach musiał jakoś się mylić, gdyż inaczej być nie może. Czyli poszli, można powiedzieć, w zaparte.

Więc jak mówię, gdyby nie badania Gauquelina, które pokazały, że jednak w obiektywny sposób i poprzez badania statystyczne da się wychwycić pewne działania planet, to cała reszta argumentów na korzyść astrologii byłaby wątpliwa; pozostałe świadectwa na rzecz astrologii są, niestety, obalalne.

Nieco bardziej na lewo są dwie grupy poglądów, które są astrologii w pewien sposób przychylne. Przede wszystkim nie negują, że związki między układami planet a zdarzeniami na Ziemi się rzeczywiście zdarzają. Jedna z tych grup w swoim podejściu do astrologii wzoruje się na fizyce. Wśród ludzi, którzy wypowiadają się w tym duchu, pojawiają się takie hasła, jak "pole", "oddziaływanie", "siły", czy też "korelacje". Zwolennicy tej koncepcji zakładają, iż istnieje jakieś pole, którego współczesna fizyka wprawdzie nie zna (bo nie zna), ale które przenosi oddziaływania od planet do organizmów ziemskich, szczególnie organizmu ludzkiego, a które wywołują określone skutki, na przykład powodują, że wtedy kiedy Mars przechodzi przez najwyższy punkt na niebie, mają skłonność rodzić się dzieci, które wyrosną na dziarskich mięśniowców i będą zdobywać medale. Zakłada się wiec, że istnieje jakieś nieznane jeszcze oddziaływanie fizyczne pomiędzy planetami a organizmami ziemskimi.

Druga szkoła (spośród tych, które mam na myśli) jest taka, że dopuszcza istnienie zjawisk astrologicznych, ale na zasadzie prawa serii. Jeszcze taka uwaga: o ile to rozumowanie, że istnieją pola, które przenoszą oddziaływania od planet do ludzi, bazuje głównie na astrologii urodzeniowej, czyli na związkach miedzy horoskopem urodzeniowym a charakterem człowieka, o tyle to drugie stanowisko odnosi się raczej do wyjaśniania dziwnych zdarzeń w życiu, a może również do wyjaśniania dziwnych podobieństw pomiędzy horoskopami ludzi, którzy ze sobą coś ciekawego robią, na przykład zawierają małżeństwo albo mają ze sobą dzieci. Termin "prawo serii" pojawił się w pracach Paula Kammerera, austriackiego biologa, który żył w latach 1880-1926 i zginął zamordowany w tajemniczych okolicznościach, bo prawdopodobnie nie było to samobójstwo. (Gauquelin zmarł właśnie śmiercią samobójczą...) Kammerer jako pierwszy zwrócił uwagę na to, że życie obfituje w przypadki, które przeczą rachunkowi prawdopodobieństwa. Najbardziej typowe i spektakularne z nich byłoby takie, że w pewnej kolekturze totolotka pada najwyższa wygrana, i w następnym tygodniu pada również w tej samej. Albo przykład, który oryginalnie przytacza Kammerer: że jego matka siedziała kiedyś w parku na ławce, i do niej przysiadły się cztery osoby, nie znające się nawzajem; było to w Wiedniu; i okazało się, że wszyscy czworo przyjechali właśnie tego dnia z Monachium, po to żeby zwiedzić Wiedeń, i spotkali się na tej ławce. Typowymi "kammereryzmami" są zbieżności pomiędzy nazwiskiem a losem człowieka; przykładem niech będzie Wojciech Fortuna, który dzięki jakiemuś niepojętemu przebłyskowi fortuny na olimpiadzie w Sapporo zdobył złoty medal w skokach narciarskich, czego mu się już nigdy potem nie udało powtórzyć, ani żadnemu Polakowi. Albo Katarzyna Figura, która dzięki swojej figurze dostała się do elity Hollywoodu.

Astrologiczne kammereryzmy polegałyby na tym, że jednym z członów tej serii jest zdarzenie na Ziemi, a drugim członem jest charakterystyczny układ planet. Takim uderzającym kammereryzmem, a raczej zjawiskiem, które stoi w pół drogi pomiędzy kammereryzmami zwykłymi a kammereryzmami astrologicznymi, było zrzucenie pierwszej bomby atomowej na Hiroszimę, gdzie zaszła następująca seria: zrzucono bombę, czyli nastąpił ten akt - właściwie - ludobójstwa; drugim członem tej serii jest nazwa pierwiastka, który był materiałem wybuchowym, mianowicie uran, a dokładniej jeden z jego izotopów, dający efekt reakcji łańcuchowej; następnym członem jest nazwa planety Uran, a czwartym członem jest fakt, że Uran w momencie wybuchu zajmował znaczącą pozycję na niebie, mianowicie z dokładnością do kilku minut kątowych był w najwyższym punkcie ekliptyki nad Hiroszimą. Astrologowie ze szkoły tak zwanej hard predictive astrology czyli należący do tej frakcji astrologów, która traktuje ze śmiertelną powagą swój zawód, mający na celu przewidywanie przyszłości, twierdzą oczywiście, że nie był to przypadek, i co więcej, twierdzą też, że oni znają sposoby pozwalające przewidzieć wszystkie takie przypadki. Poznałem poprzez internet znanego w świecie przedstawiciela tej szkoły astrologii (który mieszka w mieście Monterrey w Meksyku), który twierdzi, że odkrył już teorię, która z wielką dokładnością przewiduje śmierć człowieka, a teraz od lat pracuje nad teorią, która będzie przewidywać wygrane w grach liczbowych. Czekam na moment, kiedy mu się uda! Oczywiście to stanowisko, że zjawiska astrologiczne działają na zasadzie prawa serii, nie wymaga istnienia jakichkolwiek fizycznych powiązań pomiędzy planetami a wydarzeniami na Ziemi, i zdarzenia astrologiczne traktuje jako odchylenia od statystyki. Po prostu, zwolennicy tego poglądu twierdzą, że odchylenia od statystycznych przewidywań są większe, aniżeli chce tego sam rachunek prawdopodobieństwa.

Blisko tego obozu, czy też tej grupy poglądów sytuował się Carl Gustav Jung. (I to byłby kolejny obóz, który jest bardzo obszerny, a Jung i jungiści są jednym z jego członów. Do tej samej grupy należy astrologia humanistyczna, o której wspomniano przede mną, i tutaj należy też wspomniany jej prorok, Dane Rudhyar.) Jung zresztą znał znakomicie prace Kammerera i nie wiem, czy nie znali się nawet osobiście; i poglądy Kammerera wciągnął w ramy swojej teorii (swojego światopoglądu), nadając im zmienioną nazwę, mianowicie nazwę synchroniczności. Tam gdzie Paul Kammerer mówił o prawie serii, Jung mówił o synchroniczności. Różnica jest terminologiczna niby, ale naprawdę ta różnica jest ogromna. I myślę, że ona jest nie zauważana przez większość ludzi studiujących Junga. Mianowicie dla Kammerera te serie, które badał, były dziwnymi przypadkami. Często były to rzeczy najzupełniej banalne, jak na przykład fakt, że ktoś idąc do teatru kupił bilet z określonym numerem, np. 9, i również w szatni dostał na płaszcz numerek 9. Albo jak sam Kammerer chodząc po jakimś miasteczku odkrył, że są tam nad sobą dwie tabliczki dwóch różnych firm, których właściciele mają uderzająco podobne nazwiska. Albo że występowały zbieżności w nazwiskach dowódców w czasie I wojny światowej. Są to, jak widać, banały. Natomiast dla Junga zjawiska synchroniczne miały charakter numinalny; były zetknięciem z archetypami; a tam gdzie Jung mówi "archetyp", to jest tak, jakby ktoś inny mówił "bóg" albo "bóstwo". Zetknięcie, kontakt człowieka z archetypem jest kontaktem z czymś, co niepoznawalne i z czymś, co przekracza ludzką miarę. Znamienne, że Jung przejawy synchroniczności ilustrował wcale nie banalnymi przykładami (inaczej niż niż Kammerer), a raczej przykładami (powiedzmy) magicznymi - jak ten, kiedy podczas pewnej sesji psychoterapeutycznej, gdy z pacjentką analizował jej sen o egipskim skarabeuszu, przez okno wpadł żuk, będący najbliższym krewnym skarabeusza w Europie. Co więcej, Jung twierdził, i on o tym wyraźnie pisze, że synchroniczność jest czymś stale obecnym w świecie, mianowicie że jest to ten czynnik, który odpowiada za powiązanie duszy z materią, czy też duszy z ciałem. Jung z wielu powodów odrzucał istnienie jakichś prostych fizjologicznych uwarunkowań, interkorelacji, pomiędzy stanami mózgu a psychiką - doskonale znał przypadki, kiedy świadomość człowieka, tak jak w stanach bliskich śmierci, funkcjonuje bez widocznego związku z ciałem - natomiast właśnie w pojęciu synchroniczności widział nadzieję, że te dwie rzeczy, duszę i ciało, można teoretycznie powiązać. Więc to, co dla Kammerera było zaledwie jakimś marginalnym przypadkiem budzącym ciekawość, u Junga znalazło się w samym centrum jego teorii i jego widzenia świata.

I skoro powiedzieliśmy o archetypach, to musimy przejść dalej na lewo na wykresie. Otóż te dwie rzeczy, pojęcie archetypu i pojęcie synchroniczności, zostały natychmiast podchwycone z wielkim entuzjazmem przez ten nurt w astrologii, który wywodzi się ze starych dobrych czasów myślenia magicznego, i również z dawno minionych czasów, kiedy istniały powiązania pomiędzy astrologią a religią. I to byłby nastepny obóz, któremu nie jestem w stanie wykreślić tej lewej granicy, ponieważ ona nie istnieje; dalej jest może już schizofrenia... Tutaj się mieszczą rozmaici guru i wieszcze, rozmaite kościoły i sekty astrologiczne. O ile tam, po stronie prawej, przeważa krytycyzm, logika i metodologia, to tutaj dominuje postawa padania na kolana. To również widać w Polsce. W Polsce astrologów jest wciąż niewielu, ale reprezentują dokładnie całe to spektrum. Są i u nas astrologowie, którzy najchętniej ogłosiliby się jakimiś kapłanami wiedzy tajemnej. Również na tym lewym skrzydle, na tym obszarze gdzieś pomiędzy astrologią humanistyczną a tą astrologią (nie wiem jak ją nazwać) pseudoreligijną, sytuują się ci astrologowie, którzy traktują swoją wiedzę jako najstarszą naukę, jako naukę-matkę dla innych nauk szczegółowych, także tych rozwijanych współcześnie; traktują ją jako odziedziczoną skarbnicę wiedzy z dawnych epok, i przez to z wielką wyższością patrzą (na przykład) na psychologów, których uważają za ludzi, którzy nieudolnie, jakimiś małymi kroczkami, bez odwagi, naśladują to, co oni już od dawna po prostu wiedzą.

Ja sam, jeżeli miałbym się tutaj zapisać, to byłbym ze swoimi poglądami gdzieś pomiędzy "fizykalistami" a "kammererystami"; czasami dostrzegam w astrologii pewne zjawiska typowe i powszechne, i wtedy wydaje mi się, że powinno istnieć jakieś fizyczne pole oddziaływań, które jest przyczyną korelacji pomiędzy ruchami planet a naszymi zachowaniami, a czasami wydaje mi się, że większość wydarzeń, które rozważają astrologowie, da się wyjaśnić przy pomocy prawa serii.

Powiedziałem właśnie, że są wygłaszane na gruncie astrologii poglądy, iż jest ona matką wszystkich nauk. Nie jest to całkiem niesłuszne. Mówię tak dlatego, że tak się składa, że kiedy powstają jakieś nowe koncepcje w psychologii, to dają się one dość łatwo dopasować do tego, co astrologowie i tak wiedzą, co jest częścią zasobu tej wiedzy od dawna. Jednocześnie to, co dalej powiem, będzie dobrym wstępem do sztuki interpretacji horoskopu. Mianowicie jest taki dział psychologii - chyba nie ma on ustalonej nazwy, a jeśli ta szkoła już się jakoś nazwała, i ktoś z państwa wie jak, to niech mi podpowie - ja na swój użytek nazywam ją "psychologia pomiarową". Największym odkryciem tej gałęzi psychologii jest stwierdzenie, że wśród cech charakteru, jakie dają się wyodrębnić u ludzi, można wyróżnić pewne powiązane grupy. Określone cechy charakteru grupują się w pewne wiązki wzajemnie skorelowane ze sobą. I tych niezależnych wymiarów ludzkiej osobowości jest pięć. I tych pięć wymiarów osobowości człowieka, czy charakteru człowieka, daje się natychmiast przetłumaczyć na język planet.

Rysunek 2. Planety a wymiary osobowości

Mianowicie pierwszą taką cechą, spośród tych pięciu podstawowych i niezależnych, jest cecha, która się nazywa neurotyzmem. Narysowałem [patrz rysunek 2., powyżej] jej wymiar ze strzałką w dół dlatego, że jest to cecha raczej negatywna: bardziej cenimy sobie ludzi nie-neurotycznych aniżeli neurotycznych. Neurotyczni to ci, którzy nie wiedza, czego chcą, stale się wahają, wymagają wsparcia, powodują niepokoje w grupie, są źródłem jakiejś paniki, histerii; a nie-neurotyczni to są ci, którzy są pewni swego, mają ustalony silny wewnętrzny "kręgosłup", wiedzą czego się trzymać, są odporni na wpływy i tak dalej. Ci, którzy są nie-neurotyczni, w horoskopie mają silne Słońce. Silne, to znaczy na ogół przebywające na którejś z osi horoskopu. Przykładem niech tu będzie znowu Carl Gustav Jung, którego horoskop jest znany i który sam również znał swój horoskop, i był z nim, rzec można, za pan brat. Jung urodził się o zachodzie Słońca, dokładnie w momencie przejścia Słońca przez horyzont, wobec tego Słońce w jego horoskopie odgrywało rolę potężną. Jak również Słońce było w swoim znaku (według zodiakalnego kodu astrologicznego) - w znaku Lwa. Więc, jak powiedziałem, ludzie z silnym Słońcem są nie-neurotyczni, a raczej cechy, które astrologia przypisuje silnemu Słońcu w horoskopie, dają się przetłumaczyć jako nie-neurotyzm w tej koncepcji pięciu głównych cech. Na drugim biegunie tej skali byliby ludzie z silnym Księżycem. Bowiem Księżyc, czy cechy, które daje Księżyc w horoskopie, bardzo przypominają to, co psychologowie nazywają neurotyzmem. W tym miejscu wielu astrologów powiedziałoby, że tak działa tak zwany uszkodzony Księżyc, to znaczy Księżyc w negatywnym położeniu, ale dla prostoty nie wchodźmy już w szczegóły.

Drugą taką skalą, drugim wymiarem osobowości, jest ekstrawersja - introwersja; i podobnie, jak się czyta charakterystyki typów ekstrawertycznych czy introwertycznych, to natychmiast się to kojarzy z kolejną parą planet w astrologii, gdyż są to dokładnie te same określenia. Ekstrawersja to jest cecha Jowisza; introwersja to jest cecha Saturna. Ludzie, którzy mają silnego Jowisza (i to jest nie tylko postulat dawnej astrologii, ale to jest również fakt empiryczny, stwierdzony na dużych próbkach osób przez Michela Gauquelina), ludzie z silnym Jowiszem, na przykład z Jowiszem wschodzącym albo górującym, są ekstrawertykami; są to ci, którzy się realizują w takich miejscach i zawodach, gdzie ich widać i słychać, którzy chętnie zabierają głos, zwracają na siebie uwagę, dobrze sobie radzą w sytuacjach publicznych występów. I odwrotnie, ludzie z dominującym Saturnem są wewnętrznie pochowani. No i są również tacy mieszańcy, którzy są trochę tacy, trochę tacy. Ja sam jestem w takiej sytuacji, ponieważ u mnie Saturn w horoskopie zachodzi, wchodzi Jowisz. I teraz, podczas tego wykładu, daję sobie radę, ale wiem, że w innych sytuacjach, niby również wymagających ekstrawersji, na przykład jako ktoś, kto zabawia towarzystwo na przyjęciu, raczej nie dałbym sobie rady.

Kiedy mówimy o Słońcu, Księżycu, Jowiszu i Saturnie, przychodzą na myśl kolejne dwie planety rozważane przez astrologów, które mają charakter dopełniający i równocześnie biegunowo przeciwny: są to Wenus i Mars. I podobnie jak przy poprzednich planetach, cechy wnoszone do osobowości człowieka przez Wenus dają się łatwo zestawić z cechą, która zwana jest w języku pięciu cech podstawowych ugodowością. Mars to byłaby jakaś "antyugodowość". Ludzie ugodowi to są ci, którzy są chętni do współpracy, wytwarzają wokół siebie miły nastrój, preferują harmonijne rozwiązania, łatwo się zgadzają z innymi; natomiast ci antyugodowi (a w astrologii z dominującym Marsem) są konfliktowi, uparci; uważają, że oni mają rację, a nie ktokolwiek inny... ale są sytuacje w życiu, kiedy to się przydaje.

Ciekawe, że chociaż te planety narysowałem na przeciwległych krańcach osi psychologicznych wymiarów, to jednak ich wpływy niezupełnie się dodają do siebie. Gdyby się dodawały, to również by się znosiły. Tymczasem te "udziały" Jowisza i Saturna, Wenus i Marsa, czy Słońca i Księżyca, tak naprawdę się nie dodają do siebie, i człowiek z jednakowo silnym Saturnem i Jowiszem nie będzie wcale ze swoją ekstrawersja w połowie drogi; on nie będzie obojętny pod względem tego wymiaru! On będzie w pewnych sytuacjach ekstrawertykiem, a w innych introwertykiem. I często będzie to jego problemem do rozwiązania, jak pogodzić jedno z drugim. Podobnie ludzie z silnym Marsem i jednocześnie silną Wenus mogą być na przykład groźnymi przywódcami, a jednocześnie w bliskich kontaktach być mistrzami stwarzania miłego nastroju. Jest wiec tak, jakby astrologia była troszeczkę szersza, troszeczkę bogatsza koncepcyjnie niż psychologia "pomiarowa", psychologia pięciu cech.

Czwarta cecha zwana jest otwartością na doświadczenia. A właściwie chodzi o otwartość na nowe doświadczenia, i ta cecha daje się przetłumaczyć w astrologii na cechy jednej tylko planety (tu nie ma drugiego bieguna), którą jest Merkury. I jeszcze jest piąta cecha, która się nazywa sumienność, która jest niezależna od wszystkich pozostałych, która jest skorelowana również w zasadzie z jedną planetą, i jest to Saturn. Tak więc Saturn występowałby w dwóch rolach, jako wskaźnik introwersji i jako wskaźnik sumienności. (Trochę ta jego podwójna rola jest niepokojąca...) Przez sumienność rozumiemy zdolność do wywiązywania się z zadań, porządek, pilność, umiejętność skończenia tego, co się zaczęło; a bałagan, lenistwo, roztargnienie byłyby przeciwieństwem tej cechy.

I pozostają jeszcze w astrologii trzy planety, które wychodzą poza schemat psychologii pięciu wymiarów, gdyż mówią o cechach, których nie znajdziemy w koncepcji pięciu cech głównych; i są to trzy najdalsze planety: Uran, Neptun i Pluton. Uran odpowiadałby na przykład za taką cechę, jak umiłowanie wolności, czy też osobista niezależność; Neptun odpowiadałby za uzdolnienia mediumiczne. Mniej więcej taka reguła działa, że im silniejszy Neptun, tym słabsza, cieńsza jest granica pomiędzy świadomością a podświadomością. I Pluton byłby otwartością na doświadczenia, tak jak Merkury, ale chodziłoby o otwartość na przeżycia skrajne - jak doświadczenia bliskie śmierci, jak seks czy ryzyko.

Tych dziesięć ciał niebieskich to jest taka astrologiczna klasyka, chociaż niektórzy uzupełniają ten zestaw innymi jeszcze obiektami, na przykład dopisują do tego węzły orbity Księżyca, albo dorysowują w horoskopie różne mniejsze obiekty kosmiczne, na przykład Chirona (to jest niewielkie ciało niebieskie, które porusza się po orbicie pomiędzy Saturnem a Uranem), albo właściwe planetoidy, czyli te, które znajdują się pomiędzy Marsem a Jowiszem. Ale standardem jest dziesięć planet - planet w sensie takim, że włącza się do nich Słońce i Księżyc.

Wojciech Jóźwiak




Wojciech Jóźwiak

Komentarzy nie ma.