Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2010-07-12

Wojciech Jóźwiak

Artykuł o memach i religii

Nowy w Tarace autor, Stanisław Żuławski, napisał ciekawy tekst o memach i religii: Memetyczny trojan. Sam jestem entuzjastą memetyki, która o zjawiskach ludzkich i kulturowych każe myśleć podobnie jak o genetycznej ewolucji organizmów biologii. Mam tu kilka uwag, którymi nie krytykuję, a tylko dopowiadam.

Chrześcijaństwo, a pobieżniej także inne religie, są w w/w tekście przedstawione jako memy. Właściwie należałoby powiedzieć, że są to zespoły czy systemy współdziałających memów, czyli mempleksy. I każda religia, a chrześcijaństwo w szczególności jest takim mempleksem. Z czego nie ma żadnej ujmy, bo każda kulturowa całość ze swej natury jest memem lub mempleksem - nie ma religii, a także ideologii, nauki, nurtu artystycznego itd., które by nie były memami (mempleksami), bo z definicji memem (mempleksem) jest cokolwiek, co jest nauczane i czego ktoś się uczy, co jest przekazywane do naśladowania i naśladowane. Memy (i ich mempleksy) składają się na kulturę. Cokolwiek robisz, co nie jest biologią, jest realizacją jakiegoś memu. Nie jest memem mrużenie oczu na światło, pocenie się przy przegrzaniu, nie jest laktacja ani ejakulacja, nie jest rośnięcie paznokci. Ale jest memem to, czy potu się wstydzisz i ukrywasz, czy eksponujesz i amplifikujesz jako rytualny środek na uzyskanie kontaktu z przodkami i zadzierzgniecie więzi z towarzyszami, jak czyni to się w indiańskim szałasie potu. Laktacja memem nie jest, ale to, czy pokażesz publicznie odsłoniętą pierś by karmić dziecko, to już mem. Czasem granica miedzy memem-kultura i genem-biologią jest niejasna, jedno w drugie przecieka i wspiera, co odkrywać zaczęła u człowieka dziedzina poszukiwań znana jako socjobiologia lub psychologia ewolucyjna. Nosimy w sobie nie same geny ani same memy, tylko gen-mem-pleksy. Przykładem branki wojenne, na szczyty kulturowego imaginarium wyniesione przez islam jako czarnookie hurysy, przez Rzymian jako porwane Sabinki, przez Mickiewicza jako budrysowa laszka synowa - których instytucja zaczęła się od tego, że mężczyźni o genetycznych predyspozycjach wojennych pozostawiali więcej potomstwa, zapładniając branki, więc młode kobiety schwytane u bitych sąsiadów. Sumując, kultura zawarta w memach, wspiera i opiewa czyny-ekspresję genów, działa w ich powielarnym interesie.

Religie wśród innych mempleksów, co zauważa Autor, wyróżniają się swoją "czystością" czyli bezpraktycznością - mały z nich pożytek dla ich nosicieli (czyli wyznawców danej religii), za to natężenie środków służących powielaniu i propagacji tych memów - skrajnie silne. Siłę te poznać po miażdżeniu nosicieli, którzy są dla religijnych memów jak te żołędzie u Von Triera, w masowości bezsensownej zagłady zrzucane przez drzewo; może jedne na miliard przeżyje i geny rozpyli dalej. Autor jednak znajduje historyczny moment, w którym memowi trafia się (jak tej ślepej kurze ziarno) "ludzkie" usprawiedliwienie: oto ta dziwna wschodnia gołym mempleksem będąca religia komuś wreszcie przydaje się w planie ludzkich interesów: cesarz Konstantyn łaskawie wykorzystuje ją do wzmocnienia swojej władzy i władzy cesarza w Rzymie w ogólności.

Wojciech Jóźwiak

Komentarzy nie ma.