Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2018-10-24

Wojciech Jóźwiak

Amalekita

Śniło mi się, że piszę wiersz. Najpierw ten wiersz miałem po prostu powiedzieć. (Sceneria: jakieś wzgórza, łąka, na łące grupa osób, ja wśród nich, jakieś dość luźne zajęcia, jakby warsztaty jakieś psycho.) Ale z pamięci mi nie szło, chociaż zaczynając miałem wrażenie, że cały wiersz – jasne – mam w głowie i tylko teraz go wygłosić, zresztą wydawał mi się krótki. Więc poprosiłem współuczestników o chwilę czasu, żeby móc ten wiersz zapisać w zeszycie i go przeczytać, bo na pamięć nie mogę liczyć. Wydawało mi się, że zapiszę od razu, bo niby ten wiersz mam w pamięci, „na końcu języka”, ale nie było tak dobrze. Konieczny był twórczy wysiłek. Skomponowanie tego wiersza. To okazało się niełatwe, ale bardzo wciągające. Treść poetyckiego przekazu był mniej więcej taka: młoda kobieta z wpływowego indiańskiego roku po powrocie do swoich ze szkoły (z koledżu?) gdzieś u Białych (w Kansas City?) postanawia ogłosić i założyć całkiem nową religię. Wiersz miał po 10 sylab w wersie, przeważnie pierwsza sylaba była akcentowana, ale były też nieregularnie porozrzucane wersy z akcentem na drugiej sylabie, które wprowadzały niepokojące urozmaicenie. Obudziłem się, nie pamiętając nic sensownego. Tamta „księżniczka” miała na imię Amalekita, co nazwą ludu z Biblii.

Wojciech Jóźwiak

Komentarzy nie ma.