Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2011-07-23

Nadia

W Afryce

Byłam w jakimś turystycznym mieście. Chodziłam po rynku latem w pełnym słońcu. Wydawało mi się, że jestem w Polsce ale co jakiś czas mój wzrok, niczym oko kamery, zoomował na Czarnych ludzi - biednych, chudych, w łachmanach, kalekich. Na dachu dużego budynku, w dużym kręgu siedzieli młodzi ludzie w dredach. Grali na prymitywnych instrumentach. Pomyślałam, że to Aborygeni. Potem przyszli tam pracownicy tego budynku i grodzili dach barierkami (wiedziałam, że to dach, choć był na wysokości ziemi) i mówili, że odtąd nie będzie dostępny dla turystów. Wyprosili też tych Aborygenów, którzy zmieszali się z tłumem przechodniów. Od jednego dostałam instrument z drewna. Służył do wybijania rytmu. Gdy go dostałam poczułam, że ktoś mnie goni - kilka osób. Jedna z nich mała w ręku zieloną kulę z kamienia (wielkości jabłka). Tą kulą rzucała w ludzi. Czułam się zagrożona, myślałam, że poluje na mnie, ale widziałam, że kula uderza głownie w tych biednych Murzynów.

Ciągle uciekałam, chciałam zejść z głównego turystycznego szlaku, trafiłam na kościół i boczną drogę schodami w dół. Zgiełk ucichł, a ja mentalnie odebrałam informację, że to jest powieść dawnego podróżnika o kraju w Afryce, który dziś nazywa się zupełnie inaczej. Że ten podróżnik dopłynął tu statkiem w czasach kiedy w morzu żyły dwa gatunki wielkich, drapieżnych ryb. Zobaczyłam jego statek i atakujące go drapieżniki. Pomyślałam jeszcze, że ta Afryka jest jak z filmu Herzoga.

Śniłam 22 lipca 2011

Nadia

Komentarzy nie ma.