Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran

Swobodne medytacje
o godz. 21:00

Idea jest prosta: o godzinie 21:00 spotykamy się... To znaczy nie spotykamy się realnie, tylko każdy, kto chce, robi to, o czym dalej. Medytujemy. Jeśli chcesz, dołącz do nas o tej samej godzinie ze swoją praktyką. Ważne jest, żeby zacząć w tym samym czasie.

Co robimy? Siadasz z wyprostowanym kręgosłupem. Najlepiej na podłodze i na odpowiedniej poduszce i ze skrzyżowanymi nogami. (Nie namawiam do pozycji lotosowej, ponieważ ją potrafi może 1%, ale przynajmniej do jakiejś podobnej.) Siedzisz tak, skupiając się na oddechu. Poprzez skupienie uwagi na oddechu, wyciszasz się i umysł przestaje biegać. Jeśli biega nadal, nie przejmujesz się tym, ale też starasz się nie dać się wciągnąć w myślowe fantazje. Jeśli potrafisz nie myśleć, to nie myślisz. Bądź po prostu obecny/a.

Jak długo siedzisz? Najmniej 15 minut. Może być 30 minut, 45 min. – a jeśli dłużej, to robisz przerwę. Tą przerwą może być medytacyjne chodzenie, które w zen nazywa się kinhin.

Ważne jest, żeby nikt nie przeszkadzał i warto się umówić ze współmieszkańcami, żeby na umówiony czas dali ci spokój. Ale jeśli ktoś z domowników chce to robić razem, to siedźcie razem. Możesz zaprosić znajomych. W takim przypadku siedzimy równolegle, nie twarzą w twarz i nie plecami do siebie. Możesz patrzeć na środek pokoju, możesz na ścianę. Możesz na okno, jeśli za nim nie ma czegoś, co by cię rozpraszało. Warto nie mieć w pokoju zbyt wielu rozpraszających przedmiotów, ale jeśli są, to nie przesadzajmy z ich przesuwaniem.

Czy umawiamy się na określony dzień tygodnia? – Nie. Umawiamy się tylko na godzinę dnia, który może być każdy. A jeśli mieszkasz w innej strefie czasu niż środkowa i zachodnia Europa, to problem godziny rozwiąż samodzielnie.

Jeśli masz przekaz z którejś medytacyjnej tradycji – buddyjskiej, jogicznej lub innej – to na początku praktyki nawiąż do tego przekazu, np. poleć siebie i współmedytujących ochronie duchowych lub innych czynników, lub przywołaj przyjęte w tej tradycji wizualizacje. Możesz użyć też płonących świec, kadzideł, dzwonków, grzechotki, bębna, figur lub ikon, ale ogólnie z tymi świętościami nie przesadzajmy: spokojnie możesz to robić bez nich. Możesz też przywołać lub przypomnieć sobie swoich nauczycieli i ich nauczanie, lub medytacyjne spotkania lub ceremonie w których brałeś/aś udział lub które znasz z innych źródeł.

Podczas medytacji zalecam obserwowanie wszystkiego, co aktualnie się dzieje: czyli oddechu, odczuć z ciała, dźwięków z zewnątrz, wrażeń wzrokowych i innych, przychodzących myśli lub spontanicznych wizji. Nie oceniaj ich! Nie dziel na „dobre” i „złe”.

Ubranie niech będzie po prostu takie, które nie przeszkadza: które jest wygodne.

Możesz siedzieć na „poduszce do zen” wypchanej łupinami z gryki, ale równie dobry jest koc, kilka razy złożony. Zwykłe poduszki pościelowe mniej się nadają.

Na początku umawiasz się ze sobą, jak długo będziesz siedzieć w medytacji: czy 15 minut czy więcej, i ile razy, jeśli chcesz robić przerwy. Jak mierzysz ten czas? Możesz zegarem lub telefonem, ale możesz nie mierzyć i zostawić swojemu odruchowemu wyczuciu czasu, które działa sprawniej niż sądzisz.

Zalecam prowadzić dziennik z tych medytacji. Obserwuj i spisuj, co dzieje się i co się zmienia – tylko dla siebie. Za jakiś czas to będzie bardzo ważny dokument! Pisz w zeszycie, nie w komputerze ani na Facebooku.


Z Facebooka jednak chciałbym, żebyśmy skorzystali. Będę wdzięczny, jeśli Ktoś założy dla nas grupę na FB, może być pod nazwą „Medytacje o 21”. Będziemy tam dzielić się doświadczeniami.