Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2015-01-16

Katarzyna Urbanowicz

Kontrowersyjne oświecenie autorstwa Izabeli Kopaniszyn

         Zdecydowałam się na polemikę z tym artykułem za pośrednictwem mojego bloga, ponieważ mój komentarz przekracza rozmiary przewidziane dla komentarzy.

         Artykuł jest pięknie napisany, emocjonalny, choć wyważony, ale moim zdaniem demagogiczny. Każde z twierdzeń prowadzących do ostatecznej konkluzji, choć wypowiedziane ze swadą i pewnością siebie, jest mocno wątpliwe. Streszczając sprowadzają się one do:

1. Wszystko co robisz, jako człowiek, czym się cieszysz i podniecasz zaspokajając swoje potrzeby jest niesłuszne. Twierdzenie to jest mocno wątpliwe. Podważanie sensu naszego zwykłego życia może dotyczyć wyłącznie jednostek, dla których jest ono ciężarem, ale też i nie w całokształcie jego poczynań, tylko w niektórych jego przejawach. Zestawianie czynności moralnie obojętnych z czynnościami nacechowanymi ujemną oceną nadaje ciemną barwę wszystkim przejawom człowieczych starań, które akurat Autorce przyszły na myśl. Zakłada ona przy tym, że człowiek samooszukuje się, czyniąc z tego podstawę niewypowiedzianej sugestii, że z tego samooszukiwania powinien się natychmiast obudzić (zapewne za sprawą artykułu). Demagogia polega tu więc na przygotowaniu gruntu do twierdzenia, że skoro wszystko, co czynicie, jest złe, a ja wam dopiero wskażę właściwą drogę.

2. To, czego szukasz jest gdzieś indziej. Skąd taka pewność?

3. Szukasz różnych rzeczy, ale w istocie szukasz wyłącznie jednej, tej samej. Czytelnik dalej jest naprowadzany, a manipulacja nim polega na uproszczeniu, sprowadzeniu do jednej rzeczy wielości nieprzystających do siebie w istocie spraw.

4. Potraktuj siebie i świat jako całość. Wizja jedności ze światem jest pociągająca, ale to tylko wizja, w dodatku nieskonkretyzowana. Autorka skrzętnie unika tu szczegółów, których nadmiar dawał się zaobserwować w punkcie 1.

5. Nie chcesz tego dostrzegać, bo boisz się odpowiedzialności. Nie jest to prawdą w każdym przypadku; żyje wielu ludzi z nadmiernym poczuciem odpowiedzialności za cały świat, z misją jego naprawiania (powstały nawet kierunki filozoficzne z tym związane). Także możliwości związane z pozycją człowieka w danej zbiorowości są ważne, stąd filozoficzne poszukiwanie dróg pozwalających pogodzić dążenie do wpływu na losy świata z możliwościami (np. egzystencjalizm).

6. Czujesz potrzebę stałego udowadniania swojej niewinności (?) i im bardziej to robisz tym mniej widzisz. Twierdzenie bez pokrycia.

7. Niewinność możesz osiągnąć jedynie biorąc winy świata na siebie (?) jak wyżej. Błyskotliwe, ale nieprawdziwe. Wtórna niewinność nie istnieje. Dziecko jest niewinne ponieważ jest w stanie łaski – kolejne twierdzenie nie do udowodnienia, zwłaszcza jeśli nie wierzy się w łaskę. Ponadto samo życie zaprzecza mu czasem – są dzieci od maleńkości skrzywione, psychopatyczne, z innymi defektami moralnymi.

8. Już teraz, biorąc na siebie dobrowolnie całą winę świata, osiągnąć możesz totalną niewinność. Błyskotliwe ale nieprawdziwe. Nikt nie jest w stanie wziąć na siebie czyjejś winy ani wtórnie dzięki temu stać się niewinnym. To religia utrwaliła w nas takie łamańce, których wszak nikt przytomny, nawet wierzący, nie traktuje literalnie. Ta pewnego rodzaju przenośnia (jak ta że Bóg stworzył świat w 7 dni) ma nam uzmysłowić, że wszyscy jesteśmy winni i wszyscy powinniśmy swoje winy odpokutować, od czego nie uchylił się nawet Syn Boży, a ponieważ Synowi Bożemu trudno przypisywać jego własne winy... Rozumiem, co chciała osiągnąć dzięki temu Autorka, jednak posłużyła się tu cudzą koncepcją, w dodatku dyskusyjną. Przebiegłość użycia tej konstrukcji myślowej polega na tym, iż przyzwyczajeni do  frazy „cierpieć za winy całego świata”, przełykamy wszystko, co temu pojęciu towarzyszy; wszak naprawdę nikt nie chce cierpieć nie tylko za winy świata, ale w ogóle. Banalny ból zęba może odebrać całą chęć życia, a cóż dopiero zwielokrotniony ból cierpienia za świat! Tak się więc tylko mówi – nie na serio oczywiście.

9. Dalej zaczyna się prawdziwa utopia. Terroryści zaczynają nagle szerzyć miłość, a ludzkość dowiaduje się o tym (bo jakże by inaczej?) z telewizji. Wszyscy się uśmiechają. Już to przerabialiśmy kiedyś. Dzieci-kwiaty; czyńmy miłość nie wojnę i tak dalej. Było to piękne doświadczenie (marzenie mojego pokolenia) niemniej zostało tylko nieudanym doświadczeniem. Nie tylko w sferze społecznej, ale i indywidualnej. Autorka ma świadomość utopijności takich pomysłów, sugeruje więc, że „Świat nie przebudzi się na akord w jeden dzień. Zaplanowano dla niego bardziej łagodne zbiorowe wybudzenie ze snu iluzji oddzielenia”. Zakłada oczywiście, że ktoś dla nas to zaplanował, bowiem sami nie jesteśmy zdolni do przeprowadzenia takiego zamierzenia. Jednocześnie jednak twierdzi (w bardzo ładnej, przyznam, wizji indywidualnego tańca), że zaplanowano to tak, żeby każdy z nas miał iluzję, iż sam w swoim rozwoju doszedł do owego pożądanego stanu. Mówiąc brutalnie: Jedną iluzję, rzekomo bytującą w nas, usiłuje zastąpić inną iluzją, ładniejszą i rzekomo z góry nam daną. Tworzy w ten sposób swoją własną religię, może niezbyt prawomyślną i nacechowaną zapożyczeniami z bardziej prawomyślnych, ale nieuczciwą. Nie uprzedza nas, że jeden rodzaj wiary usiłuje zastąpić innym, że w ogóle, niczym nieuczciwy sprzedawca usiłuje nam wcisnąć podróbkę katolicyzmu, używając do tego środków jakie nawiną się jej pod rękę i daru pięknego pisania.

10. No i ukierunkowanie tych wszystkich retorycznych zabiegów – PRZEBUDZENIE oczywiście. „A świat, cały wielki świat, który widzisz jest tylko odbiciem tych obrazów, które Ty tam kreujesz.” Poezja, muzyka, przyroda, możesz odpłynąć w wielkiej szczęśliwości. Nie będzie ważne, że zwolniono cię z pracy, że komornik zabrał ci traktor, którym z wiosną musisz orać, że świat pełen jest drobnych i większych niesprawiedliwości, którym nie przeciwstawisz się z powodu mentalnego brania na siebie win całego świata, a potem cudownemu uwalnianiu się z nich jednym ruchem umysłu. Wszystko już dla ciebie zaplanowano, ty musisz tylko leżeć i marzyć. Zaniechaj codziennej banalnej krzątaniny, nie daj dzieciom jeść, nie staraj się rozwijać i podnosić swoich kwalifikacji, poprawiać swojego losu, nie myśl logicznie i nie szukaj zależności między tobą, a tym światem (którego winy wziąłeś na siebie), tylko zatoń w głębokiej kontemplacji tekstu prorokini nowej wiary. Przemówiła do ciebie osobiście i sugestywnie, poddaj się więc jej tokowi myślenia 

         Dlatego tekst uważam za demagogiczny i szkodliwy, za kryptoreligijny wymysł, a każda jego formalna zaleta jest jednocześnie wadą, bowiem sugeruje coś, przed czym uczciwość mogłaby się wzdrygnąć. 

         PS. Akurat jestem w czasie lektury podręcznika Roberta B. Caldiniego „Wywieranie wpływu na ludzi. Teoria i praktyka”. Wprawdzie książka poświęcona jest głównie praktykom handlowym, ale wiele zawartych w niej konstatacji znakomicie pasuje do artykułu (str. 26, zasada kontrastu, 67 – zasada konsekwencji itp.). Wystarczy tylko czytać cudze teksty ze zrozumieniem – same przed nami obnażą zamazane słowami ciemne oblicze.

Katarzyna Urbanowicz

Komentarze: 9

1. Gubię się w... • autor: (2015-01-16 13:20:42)

Gubię się w Pani dywagacjach. Zaledwie wczoraj przeczytałam w komentarzu do mojego tekstu, że zdecydowałam się żyć życiem innych. A dzisiaj  pisze Pani "Nikt nie jest w stanie wziąć na siebie czyjejś winy ani wtórnie dzięki temu stać się niewinnym."  Ale żyć życiem innych jest w stanie? To jakaś  demagogia dla mnie.

[foto]2. Sama Pani napisała... • autor: Katarzyna Urbanowicz (2015-01-16 13:41:57)

Sama Pani napisała w komentarzu: "Ja zostałam wyhodowana w celu życia sprawami innych." Użyłam tego, Pani własnego określenia, w znaczeniu metaforycznym, jak go rozumiałam: przejmować się sprawami innych bardziej, niż własnymi. Zupełnie co innego jest w komentarzu do omawianego tekstu. Twierdząc :"Nikt nie jest w stanie wziąć na siebie czyjejś winy" rozumiem przez to, że wina jest nieodłącznie związana ze sprawcą, winowajcą i choć możemy próbować go zrozumieć, nie jesteśmy w stanie wziąć cudzych win na siebie, tworzylibyśmy wówczas swoje drugie, fałszywe JA, które przypisało sobie nieprawnie cudzą winę. W czym tu Pani widzi demagogię? Czy dlatego, że nie podoba się Pani rozbiór słownikowy tego co ktoś pisze, bo wówczas wychodzą na jaw niechciane konotacje tekstu? To prawda, cudze winy wziął na siebie Jezus, ale bynajmniej póki co, wiara w to nie jest przymusowa.

3. Wierzę w to,... • autor: (2015-01-16 14:30:31)

Wierzę w to, że jesteśmy jednością. Jednak na tym etapie rozwoju świadomości ludzie tego jeszcze nie rozumieją żyjąc w starym schemacie. Większość osobników żyjących na planecie empatii lub tzw. wchodzenia w cudze buty musi się dopiero uczyć. Ja natomiast trenuję chwilowe oduczanie. Ćwiczę asertywność żeby mnie świat nie przywalił.Niezmiennie  jednak czuję, że żyjemy w systemie i jeśli mnie się poprawi jakość życia poprawi się ona wszystkim.Na tym etapie przyznaję, lepiej nie bierzmy cudzych win na siebie bo to jest nie zdrowe.Wszedłeś w coś odpowiadaj za to . Nie obciążaj innych. Pomogę na tyle na ile nie burzy to mojej granicy. Jesteśmy razem, ale jednocześnie oddzielni .To jest zdrowe!No niestety  nakazy nałożone na dziecko, nie do końca są metaforyczny .Ja to co jest napisane poczułam jako demagogie i nic na to nie poradzę.

4. Przykro mi to... • autor: (2015-01-16 15:56:05)


Przykro mi to pisać, ale kolejny raz widzę niechlujnie i chaotycznie napisany komentarz. Ponadto zauważyłam, że bardzo dużo bierze Pani do siebie. Ten odcinek bloga Pani Katarzyny Urbanowicz poświęcony jest chyba czemuś innemu niż Pani sytuacja rodzinna (życiowa) i frustracje z nią związane?..

 

5. W takim razie... • autor: (2015-01-16 17:21:21)

W takim razie życzę państwu miłej teoretycznej przepychanki nie wnoszącej nic do życia. To tak jak w moim śnie. Podjechałam gdzieś, znalazłam nocleg z normalnym łóżkiem i zielonymi drzewami za oknem. Nie było to jeszcze cudo ale lepsze miejsce niż poprzednie na podłodze w jakimś schronisku.Gdy podchodziłam do starego niskiego domku z którego zamierzałam zabrać swój zniszczony koc(a nawet dwa) zobaczyłam obradujące głośno towarzystwo. Ktoś nawet wylał piwo stojące w butelce. Nie przejęłam się nimi i poszłam robić swoje. Teraz też tak zrobię . To co tu widzę to tak zwane" przelewanie z pustego w próżne". Jak państwo chcecie adorujcie się na wzajem. Szkoda mojej energii. Pozdrawiam

[foto]6. Cóż... • autor: Przemysław Kapałka (2015-01-16 19:18:04)

Choć artykuł pani Izy niezbyt mi się spodobał, to myślę, Kasiu, że tym razem nie masz racji w żadnym ze swoich punktów. Ale za długo byłoby pisać o wszystkich, poza tym trochę poczekam, jak się dyskusja rozwinie.

[foto]7. @Katarzyno, @Gosia • autor: Radek Ziemic (2015-01-16 21:11:23)

@Katarzyno jak wiesz, miałem pewne wątpliwości, ale zgadzam się w zupełności z artykułem. 

@Gosiu Nie moglibyśmy się nie zgadzać ze sobą bez agresji? 

[foto]8. liryka, mistyka, tkliwa dynamika, etc • autor: Włodzimierz H. Zylbertal (2015-01-16 21:58:26)

Bardzo dziękuję, Babciu za ten tekst - bo i mnie czasem taka zalewa Miłość Uniwersalna, że biorę na siebie za dużo win świata i wtedy policja mnie zatrzymuje za niemanie świateł, albo inne drobne wykroczenie. Moim (nie)skromnym zdaniem, rozwój duchowy nie zastępuje życia ani też nie powinien wyłączać zdrowego rozsądku. I w miarę, jak się rozwijam, czy może już tylko starzeję, to coraz bardziej dochodzę do wniosku, że rację miał mój pierwszy mistrz zen, który - zapytany kiedyś o Boga, Miłość, Łaskę, Zbawienie, Odkupienie i Czystość Wewnętrzną - machnął ze zniecierpliwieniem ręką, skrzywił się i rzekł: synu, ja nie wiem za wiele o Bogu, Miłości i innych wielkich sprawach. Ja tylko wiem, że jeśli wstaję rano i jest mi dobrze, umiem się bez powodu uśmiechnąć, i wiem że czeka mnie dobry dzień, to zupełnie nie muszę się przejmować i zastanawiać, czy jestem duchowy, czy też nie...

[foto]9. Popieram Przemka • autor: Jan Szeliga (2015-01-20 17:01:24)

Nie zgadzam się z powyższymi zarzutami i popieram to co napisał Przemek.
Tyle w tym temacie.