Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2011-05-22

Katarzyna Urbanowicz

2 sny o ulicznym incydencie

Pryzma śniegu odgarniętego z ulicy pochlapana czerwoną krwią. Stoi samochód z otwartymi wszystkimi drzwiami. Jacyś ludzie niosą na noszach zakrwawionego i wrzeszczącego faceta. Podbiega do nich dwóch innych ludzi, jeden wielki i zwalisty, w kożuchu czy futrze i w ciemnych, prostokątnych okularach, takich, jakie noszą ślepcy, drugi niski i drobny, prawie karzeł, też w ciemnych okularach, tym razem okrągłych. Na pierwszy rzut oka ciemne typki. Ludzie ci podbiegają do noszy i szarpią rannego za zakrwawioną nogę, zwisającą z noszy. Ranny straszliwie wrzeszczy dziwnym, niespodziewanie cienkim i piskliwym głosem, przerażającym. Budzę się z tego koszmaru.

Kolejny sen, następnej nocy, jest o jakiejś kuzynce z którą gdzieś jadę autobusem prowadząc nudną, grzecznościową rozmowę (nie znam naprawdę takiej osoby, albo jej nie przypominam sobie). Wysiadamy na przystanku i widzę ponownie opisaną wyżej scenę. Natychmiast zdaję sobie sprawę, że widziałam już ją w innym śnie, a przez to także, że teraz też śnię (choć naprawdę śnię). Ale tym razem wygląda wszystko zupełnie inaczej. Idzie dwóch facetów z wiadrem i wychlapuje resztki czerwonej farby na pryzmę śniegu. Farba spływa strumykami wyglądając jak krew. Potem przy pryzmie zatrzymuje się samochód i jacyś ludzie wyciągają wrzeszczącego, wściekłego faceta, kładą go na nosze i niosą. Ktoś wydziera się i za chwilę widzę, jak biegnie za nimi dwóch ciemnych typów. Trwa jakaś kłótnia i zwalisty drab w prostokątnych, małych, ciemnych okularkach, zdziera z siebie kożuch, czy futro, i z wściekłością ciska na nosze. Usiłuję zrozumieć tę scenę. Czy chciał przykryć leżącego na nich, który wydzierał się (bo było mu zimno), czy też chciał w niego czymś cisnąć, bo nie miał niczego innego pod ręką. Facetowi na noszach obsuwa się noga i zaczepia nią o ziemię, a ten biegnący (bez kożucha), woła:
- Odepnij nogę, odepnij nogę!
Kłócą się zawzięcie, wreszcie zwalisty podbiega do noszy i przy pomocy karzełka ciągną leżącego za nogę, odrywając mu ją. Ktoś wydaje przejmujący, wysoki i świdrujący wrzask, budzący zgrozę, ale nie jest to człowiek na noszach. Budzę się z przerażeniem, może tylko nieco mniejszym niż poprzednim razem. Wiem już przecież, że leżącemu na noszach nikt nie oderwał nogi, że nikt nie maltretuje rannego w wypadku, ale ten świdrujący, wysoki wrzask, którego źródła nie zdążyłam ustalić, bo obudziłam się; nie będący głosem umierającego faceta na noszach, ale nie mniej przeraźliwy, wywołuje paniczny lęk.
2 sny z połowy czerwca 2009

Katarzyna Urbanowicz

Komentarzy nie ma.