Przejdź do Taraki "dużej" - na szeroki ekran
zdjęcie Autora

2012-12-25

Wojciech Jóźwiak

21 grudnia 2012 – aż tak bardzo NIC? Czy może jednak COŚ?

Piszę 25 grudnia, w Boże Narodzenie, 4 dni po tzw. końcu kalendarza Majów, pospolicie nazywanym końcem świata. 21 grudnia o godz. 12:11 (czasu śr-eur.) było zimowe przesilenie, kiedy TO miało się wydarzyć. Wieczorem my, sąsiedzi w Milanówku, w dwadzieścia parę osób puszczaliśmy chińskie latające balony-lampiony. Był mróz, ładnie szły w górę. W sumie nie wydarzyło się NIC, nie licząc zwyczajnych w świecie paru powodzi w Azji, a u nas awarii kolejowych.

Czyżby aż tak bardzo NIC? - To samo pytanie zadaje w witrynie realitysandwich.com jej naczelny Daniel Pinchbeck pod tytułem The End of the Beginning - „Koniec początku”. Pisze na wstępie:

Jak widać, galaktyczna superfala wcale nie ogarnia naszej planety, wbrew temu, co przewidywał Paul LaViolette. Nie zaatakował nas nagły kataklizm trzęsień ziemi i wybuchów wulkanów, wbrew objawieniom Grahama Hancocka z jego bestselleru „Fingerprints of the Gods” („Odciski palców bogów”, 1995). Również wcale nie osiągnęliśmy nagle zbiorowego oświecenia, jak to przewidywali Carl Johan Calleman, José Argüelles i John Major Jenkins. Nasze szyszynki nie zostały w jednej chwili zalane przez DMT, jak wymyślił David Wilcock. Nie osiągnęliśmy eschatonu, czyli osobliwości, w której czas miał się załamać w momencie, gdy zostanie skonstruowany finalny wynalazek technologii zaznaczając koniec historii i kończąc wielkie dzieło alchemii, jak figlarnie przewidywał Terence McKenna. Ani nie powychodziliśmy z naszych fizycznych ciał w plan astralny. Ale czy to oznacza, że ten (rzekomy) próg ten nie miał żadnego sensu? Wcale tak nie myślę.

W dalszym i obszernym ciągu Pinchbeck pisze o faktycznych i fizycznych przemianach, jakie obecnie dotykają planetę Ziemię i ludzkość na niej. Wylicza globalne ocieplenie i doniesienia o tym, że może ono dodatkowo przyspieszyć. Wyczerpywanie surowców. Zanik bioróżnorodności i wymieranie gatunków. Polucja środowiska. Groźba wojen, zwłaszcza przy okazji wielkich migracji z krajów, które przestaną nadawać się do życia. U źródeł tego wszystkiego, pisze dalej, leżą błędnie ustawione sposoby zaspokajania ludzkich potrzeb. Cytuje, co napisała kiedyś Donella Meadows [zob. też Donella Meadows Institute] w książce The Limits to Growth: A Thirty Year Update („Granice wzrostu, aktualizacja po 30 latach”):

Ludzie nie potrzebują ogromnych samochodów - potrzebują podziwu i szacunku. Nie potrzebują wciąż nowych ubrań - oni muszą czuć, że inni uważają ich za atrakcyjnych, a oni sami potrzebują emocji, różnorodności i piękna. Ludzie nie potrzebują elektronicznej rozrywki – potrzebują, żeby coś ciekawego zajmowało ich umysły i emocje. I tak dalej. Jednak gdy usiłują przy pomocy materialnych rzeczy zaspokoić niematerialne, lecz jednak realne potrzeby, takie jak potrzeba tożsamości, wspólnoty, poczucia własnej wartości, życiowych zadań, miłości czy radości – wtedy budzą niemożliwy do nasycenia apetyt na fałszywe rozwiązania, które nigdy nie zaspokoją tamtych tęsknot. Społeczeństwo, które uznałoby niematerialne ludzkie potrzeby, pozwoliło je wyrazić i znalazło niematerialne sposoby ich zaspokajania, potrzebowałoby znacznie mniejszego wkładu materiałów i energii, aby zapewnić wiele wyższy poziom ludzkiego spełnienia.

Pomoc, ratunek Pinchbeck widzi w sieci: w rosnącej „wzajemnej połączliwości” ludzi i społeczeństw na Ziemi. Oraz w integracji Zachodu (z jego technologią) i Wschodu (wraz z Pierwotnością szamańską) - z ich duchowością. W ten sposób data 21-12-2012, godz. 11:11 czasu UT zostaje przezeń ocalona, oczywiście już jako symbol, nie jakiś widzialny „kosmiczny przeskok”.

Ale z drugiej strony – to już jest mój kostyczny (czyli - uwaga, słownik! - złośliwy) komentarz – to przecież nic nowego pod Słońcem...

Wojciech Jóźwiak

Komentarze: 2

1. "Obyś żył w ciekawych czasach" • autor: (2012-12-25 11:34:05)

A czy kiedyś były "nieciekawe"... Dla mnie urodzonego na rok przed wprowadzeniem Stanu Wojennego mogę wyszczególnić: 81 (mogło być róźnie...), 89/90 - co by nie pisać - nastąpił przełom i początek transformacji, której z całą pewnością jestem beneficjentem. 1993 - rok, w którym ostatni sowiecki żołnierz opuścił terytorium Polski. 2001 - początek XXI wieku. No i 2012. Pomijam 2005 (śmierć Jana Pawła II) i 2010 (katastrofa smoleńska).

Więc dla mnie osobiście ta transformacja w wymiarze światowym, globalnym, ogólnoplanetranym to proces od 1989 roku aktualnie do 2012. Żadna kolejna data "prorocza" nie powstanie. Będą daty milowe (2020 - była kiedyś taka gra "Cyberpunk 2020" stechnicyzowany świat cyborgów i korporacji...), ludzkość zanurzy się w realiach jakby to określili Tofflerowie "Trzeciej fali". Nie znikną konflikty, wojny, choroby. Problemy. Ale tak jak 1453 i 1492 stały się datami wyznaczającymi "nowy porządek", tak 1989, 2001 i 2012 są częścią procesu. Tak czuję.

Serdeczne świąteczne pozdrowienia.

[foto]2. Czy coś się zmieniło po 21.12.2012? • autor: Jan Szeliga (2012-12-27 13:27:02)

Moim zdaniem ta data bardzo dobitnie pokazała nam ile są warte te wszystkie channelingi od kosmitów i im podobne katastroficzne wizje.
Myślę że to powinno dać do myślenia tym wszystkim, którzy bezgranicznie i  bezkrytycznie  są nimi w dalszym ciągu zafascynowani.
Najwyższy czas aby wziąć swoje życie w swoje ręce już teraz, w tej chwili, a nie czekać na jakieś "magiczne daty", które pewnie wkrótce znowu się pojawią?
I żadni kosmici czy "oświeceni mistrzowie" (co zawsze twierdziłem) nie są nam do tego potrzebni.